Cillia Lestrange
22 lata, nowa pielęgniarka, była prefekt Ślizgonów
Od zawsze wiedziała, czego chce i dokąd zmierza. Zdecydowanie kroczyła wytyczoną ścieżką i na każdą ewentualność miała gotowe trzy plany awaryjne, przekonana, że nic nie jest w stanie jej zaskoczyć; nie znosiła niespodzianek. Aż życie postanowiło z niej zadrwić, co przypłaciła krótkim załamaniem nerwowym i przyjęciem propozycji pracy w Hogwarcie. Znów została królową śniegu, jak niektórzy nazywali ją w szkole, która zwala z nóg porażającą szczerością, a przez specyficzne poczucie humoru uchodzi za złośliwą. Niewiele się śmieje, co nawet rodzina uważa za stan zupełnie dla niej normalny, i tylko jasnozielone, nieco nieobecne oczy kłócą się z bijącym od niej na każdym kroku chłodem. Cierpiącego pacjenta nie potrzyma za rękę, raczej poprosi, że przestał się mazgaić, choć podobno ktoś słyszał, jak śpiewała zapłakanemu, gnębionemu Puchonowi. Jeśli czegoś się boi, to skrywa to głęboko i, mimo niewielkich gabarytów, nie waha się mówić głośno, lubi chodzić boso, a włosy sięgające pośladków rozpuszcza i podśpiewuje tylko wtedy, gdy nikt nie patrzy. Kiedy nie ma jej w Skrzydle Szpitalnym, buszuje po szkolnej bibliotece i z zapasami nauki i przygód wyrusza na poszukiwania miejsca, w którym będzie miała święty spokój.
