Szerokie połacie wysuszonej promieniami słońca ziemi, wilgotne od rosy pastwiska i przecinające je kręte rzeki - ulubione widoki dorastającego Morgana. Zawsze w ruchu, z rozczochranymi przez pędzący wiatr włosami, doskonale pasował do rodzinnego rancza, pełnego krzątaniny i aktywności od rana do samego wieczora. Pamięta śmiech swego ojca, nazywającego go swoim małym kowbojem, zapach babcinego ciasta i odgłosy rżących koni, tłukących kopytami o ściany boksów.
Ilvermorny było czymś nowym i ekscytującym. Kompletnie nieznany wcześniej świat, ukryty, niczym w książkach o lwach, wiedźmach i szafach. Zanurzył się w nim bardzo szybko, w latających miotłach i różdżkach, zaklęciach i eliksirach, ulubione historię ożywające mu przed oczami. Dla małego chłopca było to jednak coś więcej, część układanki, do tej pory zatajona i ukryta, kontakt z dawno zmarłą matką. Stary Barett obawiał się tego, czego nie rozumiał, tajemniczej siły, która zabrała mu żonę, jednak nie był w stanie dłużej powstrzymywać ani natury, ani wolnego ducha syna.
Godzenie ze sobą dwóch światów, tak różnych od siebie, nie było łatwe. Technologie, idee i społeczeństwo niemagicznych postępowało w zastraszającym tempie, zwłaszcza w porównaniu z żyjącymi w stagnacji czarodziejami, lecz on zawsze dawał sobie radę. Nadal kochał stare ranczo, piękne konie, siłę ich mięśni, gdy zachęcał je do galopu. Równie mocno cenił obszerną salę klubu pojedynków, świszczące nad głową uroki i klątwy, unoszący się w powietrzu zapach siarki.
Zawsze uwielbiał nowe wyzwania. Wielka Brytania tym właśnie była. Deszczowe, Szkockie wieczory miały być nowymi realiami Teksańskiego kowboja. Eleganckie akcenty, nadmiar herbaty, liczący sobie całe millennium zamek, gdzie swego czasu kroczył sam Merlin. Ziemie Albion były dla niego jednak czymś więcej. Wspomnienie uśmiechu, perfum, delikatnego muśnięcia kobiecej dłoni. Tak, ona również tutaj była.
Dobry wieczór, to tylko Ken, Amerykański kowboj w Hogwarcie z niezwykle sekretną misją! Historia i powiązania to jeszcze work in progress. Na wizerunku Ryan Gosling, mail: svafnirlokison@gmail.com, discord: Svafnir
Jedynym stałym elementem w jej życiu zdaje się ciemne niebo, oblane białymi, jaśniejącymi gwiazdami, w które Winnie każdej nocy wpatruje się z ogromem ciekawości, równającej się niezmierzonej granicy kosmosu. Błądząc błękitnymi oczami po granatowej tafli, jest w stanie nazwać większość widocznych gołym okiem kropek, niezależnie od tego, w jakim miejscu by nie przebywała, układ gwiazd i planet wygląda przecież zawsze tak samo.
Kosmos nie drwi z niej jak świat, który wydawało jej się, że znała, dopóki nie dostała w ręce listu o pieczęci równie czerwonej, jak Mars, a treści przypominającej wszelkie teorie spiskowe o płaskiej Ziemi czy odwiedzających nas regularnie statków kosmicznych z przedziwnymi przybyszami w środku. Stanęła jednak w progu Hogwartu, mistycznej, magicznej szkoły, o której dowiedziała się z kilku zdań zapisanych najprawdziwszym czarnym atramentem na powierzchni chropowatego pergaminu.
Zachłysnęła się tym światem, równie szybko czując rozlewający się po krukońskim sercu zawód, dostrzegając jak wiele możliwości, stanęło w miejscu, pozwalając okryć się warstwą szarego kurzu, zupełnie jak te wszystkie zapomniane księgi w szkolnej bibliotece, po które nikt już nie sięga. Sama jednak chłonęła magiczną wiedzę, jak gąbka wodę, próbując z niej wykrzesać wszystko to, co czystokrwiści czarodzieje zdawali się ignorować, bo czasach, gdy informacja jest dostępna w zasięgu kilku sekund, Winnie ma trudności w wytłumaczeniu, czym są szeregi latających sieci satelit dzieciom, które wciąż przyświecają sobie pomieszczenia woskowymi świecami, a latem wymieniają się listami za pomocą sowiej poczty.
Zdążyła zauważyć, że zmiany w świecie magicznym następują wolno i sama wciąż nie potrafi zdecydować, czy właśnie to ciągnie ją do magii, czy odrzuca. Nic bowiem nie kocha, a równocześnie tak bardzo nienawidzi, jak zmian.
Dzień dobry, ta Barbie uważa, że magiczny świat stoi w miejscu i czas go unowocześnić.
Historia i powiązania jeszcze się pojawią, proszę korzystać, uwzględnię każdego chętnego.
na wizerunku Margot Robbie, mail: hemateina@gmail.com, discord: hemateina
31 lat - nauczycielka (o zgrozo) wróżbiarstwa - opiekunka (o jeszcze większa zgrozo) Ślizgonów - niewymowna - była wychowanka Slytherinu - boginem przepowiednie z Departamentu Tajemnic - patronusem nietoperz - chodzący najfatalniejszy omen - jodła, 11 i 1/2 cala, włos z ogona testrala - powiązania
Nie będzie głupiego wymachiwania różdżkami w tej sali.
Wszystkim uczniom otwarcie życzy co najwyżej "Zadowalającego" ze swojego przedmiotu, doskonale wiedząc, że beztalencia śpią spokojniej. Życie już i tak w swojej formie jest wystarczająco skomplikowane, by dorzucać do niego wizje przyszłości, rozpalające codzienność niczym oliwa dolana do ognia. Z klasy zniknął klimat przykurzonej herbaciarni. Na sufit rzuciła zaklęcie odwzorowujące północne niebo, a ciemność materiału poduch rozpraszają mgliste, świecące kule i niebieskawy ogień w kominku. Wszędzie leżą stosy książek posegregowanych w tylko jej znany sposób. Pachnie tam olejkiem cedrowym, ale to niewiele zmienia - miejsce raczej nie uchodzi za przyjemne.
Jeśli nic nie widzisz, to chociaż pomyśl.
Jest jak gorzka czekolada popita wytrawnym czerwonym winem. Zamiast miotać wszędzie omenami śmierci, zdaje się trzymać je na ramionach, niczym oswojone ptactwo. Lubi szkocką pogodę, zapach dymu i mugolskie kapelusze. Całą sobą idealnie pasuje do zadartego w pewności siebie podbródka, śmiertelnie spokojnego uśmiechu i zmrużonych oczu, zaznaczonych mocnym makijażem. W rozpalanym czasem cieplejszym ogniu kominka poskramia czerń, nadając jej spokojniejszy ton. Przygaszony, miękki głos otulający twarz nie zgrywa się z ostrością bladych ust, nierzadko palących w blizny, rozdrapujących stare rany i szarpiących za duszę. Jest zjawą, która zapada nieswojością w pamięć, spokojnie przepływając przez sny spotkanych w życiu osób. W rzeczywistości wyciąga ręce po brzytwę, tonąc w ciemnych obietnicach przyszłości i czekając na promień słońca.
Trzeba się wziąć za wróżbiarstwo na serio. I nie spodoba wam się to.
***
Cytat w tytule to ukochana pani Packard z disneyowskiej Atlantydy. Jestem tak stara, że zaczynam ją rozumieć. Lubimy zawiłości, napięcia, toksyczności i niespodzianki. Można zdradzać, kochać, nie znosić, mieć żal, pociągać, ciągnąć w dół albo w górę. Bierz jak chcesz. Mail: joasiaaadamczyk@gmail.com
były ślizgon ♦ 6 VI 1981; Godric's Hollow; West Country; Anglia ♦ weteran ♦ obecny gajowy ♦ animagus pospolitus ♦ krew czysta ♦
różdżka z hebanu z włosem akromantuli; 16 cali; sztywna ♦ gburus nervus ♦ Grim
Codziennie rano wstaje przed świtem i spaceruje po błoniach, nazywając to obchodem. Wypala przy tym papierosa za papierosem, zanim dostrzegą to wścibscy uczniowie i doniosą dyrektorowi.
Codziennie rano jego krzesło przy stole prezydialnym w Wielkiej Sali świeci pustkami. Woli jadać w kuchni ze skrzatami, niż wśród tłumów nadętych nauczycieli i jeszcze bardziej nadętych uczniów, którzy zdecydowanie za dużo mówią i jeszcze więcej jedzą, przyprawiając go o mdłości.
Codziennie rano, zaraz po śniadaniu, odwiedza hodowlę testrali w Zakazanym Lesie, spędzając w ich towarzystwie tyle czasu, że niekiedy zapomina pojawić się w kuchni na obiedzie
Każdego roku straszy pierwszorocznych swoją obecnością na peronie, a jego pogoda ducha i przyjazne usposobienie nawet nie leżały koło tego, którym kiedyś dzielił się z uczniami Hagrid. Zupełnie nie rozumie po jaką cholerę co roku Longbottom każe mu ścinać dziesięć wielkich choinek do dekoracji Zamku podczas Świąt, jakby nie można było ich wyczarować i oszczędzić żywych drzew.
Zna wszystkie speluny po magicznej i niemagicznej stronie świata. Najczęściej spotkać go można Pod Świńskim Łbem. Pije, żeby zapomnieć, trzeźwieje, żeby pamiętać. Złośliwi nazywają go dziadem borowym. Jeszcze inni określają go wszystkimi rzeczownikami kończącymi się na -holik, a pracoholik jest najłagodniejszym z nich
Kiedy akurat nie włóczy się po lesie, nie zajmuje magicznymi stworzeniami, nie pije Ognistej przy kominku, siada na schodach swojej chatki i gra na harmonijce ustnej, którą dostał dawno temu od przyjaciela.
Doskonale zna się na magicznych roślinach, a niektóre z nich uprawia w małym ogródku przy chatce i doniczkach na oknie. Istoty żyjące w Zakazanym Lesie nie mają przed nim tajemnic, a mimo to sprawia wrażenie przegranego człowieka, który niczego nie osiągnął w życiu. W rzeczywistości jest świetnym czarodziejem z dużym, chociaż głęboko skrywanym, potencjałem, który swoją pracę traktuje zarówno jako przyjemność, jak i zasłużoną emeryturę. Gdyby tylko nie te rozwrzeszczane dzieciaki, które ubzdurały sobie, że nocne wycieczki do Zakazanego Lasu to świetna rozrywka...
Kontakt: wiredered@gmail.com
ACHTUNG! Jestem zardzewiałym rupieciem, cierpię na brak ogarniania rzeczywistości. Dziękuję za wyrozumiałość! ♥
Billy Huxley na zdjęciu.
Wcale nie trzeba zobaczyć, aby uwierzyć. Ludzie (choć nie tylko czarodzieje) wierzą w wiele rzeczy, których istnienia nie potwierdzają żadne fizyczne dowody. To istnienie próbuje się dowieść przy pomocy rozważań metafizycznych, z kolei do nich służą bardzo podejrzane narzędzia z zakresu niezbyt ścisłych nauk, niecieszących się taką wiarygodnością jak twarda statystyka matematyczna czy konkretne opisy zjawisk chemicznych. Mimo że nieczęsto brana "na poważnie" metafizyka nie zajmuje się wyłącznie bytami takimi jak: zjawy, upiory, boginy i duchy. Ale również: przekonaniami, wartościami oraz ideami, przyjmowanymi przez nas dla nadania pozoru szczęścia i codziennej beztroski; to moce metafizyczne – a nie, jakby mogło się wydawać, fizyczne – rządzą światem, choć są niewidoczne dla szkiełka, oka oraz innych materialnych wyznaczników znanych ludziom bez względu na stopień magicznych zdolności. Podejrzliwość i uważność w stosunku do tych elementów rzeczywistości są więcej niż wskazane i nawet bardziej zalecane niż w przypadku niewinnych duchów i zjaw. Zakazuje się wydawania zbyt pewnych osądów przed drobiazgowym zbadaniem światopoglądów ludzi wokół nas, a w dodatku warto do tejże sprawy wracać po kilka razy, bo metafizyka to bardzo płynna nauka. Rzeczywistość ma skłonność do poddawania się zmianom, widocznym dopiero po (krótszym lub dłuższym) czasie. Ludzie również – nawet ci, których nazywaliśmy przyjaciółmi, czy rodziną. Wiara w pozytywny charakter tego "niewidzialnego" potrafi być frustrująca, a także w niektórych przypadkach niebezpieczna. Tak jak udzielenie schronu przemokniętej do ostatniej nitki dziewczynie, która okazała się szpiegiem albo jak dolanie sobie do popołudniowej herbaty mleka, być może nie będącego już pierwszej świeżości dodatkiem do napojów. W obu sytuacjach podejmujemy ryzyko, oddając swój los w ręce przypadku lub innych ludzi – zarazem fizycznych i metafizycznych bytów.
Siódmy rok w Ravenclaw. Niezarejestrowany animag – postać ściśle tajna. Pochodzi z szanowanego norweskiego rodu czarodziejów, choć urodził się i wychował w Northumberland, najwyżej położonym na północ angielskim hrabstwie. Jego ojciec nie odbywa kary w Azkabanie, a on sam nigdy nie użył jednego z trzech zakazanych zaklęć. Jedno z dwóch poprzednich zdań jest poniekąd fałszywe. Nie potrafi wyczarować patronusa. Widzi testrale, często podąża za Szarą Damą, jest uczulony na wszystkie smaki fasolek. Eufemistycznie mówiąc, nieco anemiczny i nieco choleryczny chłopak. Wcześnie zaczął siwieć. Postać bogina – ściśle tajna.
Infiltruje różne organizacje, w tym Klub Ślimaka, Klub Pojedynków i Koło Teatralne. Całorocznie współpracuje m. in. z Żonglerem jako korespondent terenowy. Co śledzi? To ściśle tajne. Jego siostra jest malarką, której obrazy wyczuliły go na powiedzenie "ściany mają uszy". Przez rok oficjalnie przebywał na nauczaniu domowym, choć po szkole chodzą nawet plotki... o podróżach w czasie. Wychowany w przyjaźni ze skrzatami. Od powrotu przyjmuje eliksiry wzmacniające, co potrafi zajmować nawet kilka nocy z rzędu i należy do niezwykle męczących zajęć, stąd cienie pod oczami i wysoka frekwencja w Skrzydle Szpitalnym.
Posiada sporą kolekcję jazzowych płyt oraz niezawodną pamięć, dzięki której najlepiej odnajduje się jako teatralny sufler lub malwersant, jeśli tego wymaga sytuacja. Nie pozwala sobie na klaustrofobię oraz opowiada dziwne rzeczy o ludziach i duchach. Być może nie jest tym, za kogo się podaje.
[Odautorsko: Dawno mnie nie było na blogach grupowych, więc proszę wybaczyć wszelką moją niezgrabność, postaram się rozkręcić. W międzyczasie zachęcam do odwiedzania zakładek, które będą się rozszerzać i oczywiście do wątków, jakich nie przeżył nikt :>. Cześć Wam! ]
Czystej krwi jedynak, syn zastępcy Ministra Magii i czarownicy zasiadającej na ławach Wizengamotu, urodzony 1 listopada w rodzinnym dworku wzniesionym na klifie wschodniego wybrzeża Anglii. Wychowanek domu imienia Salazara Slytherina, rozpoczynający siódmy rok nauki w Hogwarcie. Właściciel trzynastocalowej, cisowej różdżki z łuską widłowęża wykazującej się odpowiednią giętkością. Bogin objawia mu się jako ministerialne biurko, natomiast patronus przybiera postać wiewiórki, tym samym mocno go zaskakując. Ku zadowoleniu ojca prefekt naczelny, lubiany przez profesorów uzdolniony młody czarodziej, który przyciąga nienagannymi manierami arystokraty, pięknym językiem i enigmatycznym uśmiechem. Twórca kilku uroków wykazujący duży talent do magii niewerbalnej, skrycie zafascynowany czarną magią. Charyzmatyczny członek Klubu Ślimaka i klubu zaklęć. Dla dobrego przykładu i potwierdzenia głoszonych przez ojca idei dotyczących zakończenia stygmatyzacji dzieci zbrodniarzy został związany narzeczeństwem z córką śmierciożercy. Nie rozstaje się z sygnetem przedstawiającym kruka oraz z mugolskim zegarkiem, który nie wiedzieć czemu wiele dla niego znaczy. W kieszeni spodni zawsze nosi niewielki, skórzany notes oraz eleganckie, wieczne pióro. Często spotkać go można w bibliotece i pustych klasach, gdzie ćwiczy własne zaklęcia. Jakby w powrocie do dziecięcych ucieczek lubi obserwować gwiazdy i słuchać kropel deszczu.
Widząc go przechodzącego w eleganckiej zadumie strzelistym korytarzem Hogwartu, widzi się perfekcję: wysoką, szczupłą i wyprostowaną sylwetkę, niby to w nonszalanckim zapomnieniu rozpięte górne guziki śnieżnobiałej koszuli, przewieszoną przez ramię skórzaną torbę wypełnioną książkami, błyszczącą odznakę naczelnego prefekta, noszony na długim palcu sygnet i gesty we wrodzonej, niewymuszonej elegancji uzupełniające jego wizerunek. Nie sposób nie zwrócić uwagi na jego bystre, choć chwilami niepokojąco przenikliwe spojrzenie, enigmatyczny a tym samym tak przyciągający uśmiech czy uniesioną lekko podczas rozmowy brew niby to w zainteresowaniu, niby w zawoalowanym, ironicznym rozbawieniu, które szybko jednak zakrywa błyskotliwym komentarzem wypowiedzianym ciepłym głosem. Otoczony jest gromadką wielbicieli i tych, którzy liczą na pewne korzyści — zdaje się tym jednak nie przejmować, w obraniu tylko sobie znanego celu nie chcąc tracić czasu na ludzkie, śmieszne przywary. Mijając profesorów, posyła im uśmiechy i powitania, nie bojąc się rozpoczęcia kurtuazyjnej rozmowy, zapytany na zajęciach odpowiada inteligentnie, błyszcząc i zdobywając kolejne szmaragdowe punkty. To wyjątkowo światły młody czarodziej, mówią, idealny następca swojego ojca.
Nikt nigdy nie słyszał, by ten krzyczał czy dał się ponieść emocjom, nikt nie widział też, by z jego twarzy spełzła fasada pewności siebie. Preferując dyplomatyczne rozwiązywanie problemów, z łatwością oscyluje w sieci kompromisów, którymi zjednuje sobie coraz więcej przychylności. Wydawać się może, że potrafi dostosować się do niemal każdej sytuacji, a gdy granica jego towarzyskiego wyrafinowania zaczyna nieprzyzwoicie zbliżać się do zbrzydłej doskonałości, nagle uśmiecha się szarmancko i przywdziewa bardziej ludzki strój – wszakże ma porwać za sobą wszystkich, tych dorosłych i zbliżonych mu wiekiem. Dokładnie tak jak nauczał go ojciec, dokładnie tak jak wciąż trzeszczy kakofonią w jego myślach. Pamiętaj, pamiętaj…
Pamiętaj o tym, czym jest obowiązek. Pamiętaj, że zostaniesz rozliczony z każdej swojej decyzji, a każdy twój gest i spojrzenie zostanie ocenione. Pamiętaj, by nie splamić imienia rodziny i tytułów, które odziedziczysz. Pamiętaj, że jesteś przykładem i gońcem w mojej grze. Pamiętaj, by pilnować swojego języka i słów, by błyszczeć mym cieniem i wykorzystywać szansę, którą ci ofiarowałem. Pamiętaj, czyim jesteś synem.
Mijając kogoś, pozostawia za sobą zapach drogich, ale nieduszących perfum, drzewnych nut i cichego echa słodyczy jaśminu. Pachnie chłodem morskich kropel rozbryzgujących się o wznoszący się klif, poczuciem niedoścignięcia i zduszonej tęsknoty. Zapachem starych stronnic książek, które pochłonął w bibliotecznym zaciszu, uważnie i pasjami notując na pergaminie tylko sobie znane słowa, kroplami czarnego atramentu i iskrami dziwnie obcej magii. Czymś niepokojącym co rozwiewa się w nieokreślonym, wprawnie zakryte jego codziennym zachowaniem.
Wszyscy wiedzą, jak spragniony jest wiedzy: czasem zezwalają mu na więcej, ulegają pięknym słowom i charyzmatycznym uśmiechom, udzielając mu odpowiednich uprawnień. Gdy wyczuje podatny grunt, przybliża się, wyczekując sprzyjającej mu okazji, oczarowuje i pyta, obiecując szczerość swych zamiarów. W swojej biegłości wie, kiedy powinien się wycofać, a kiedy nieustępliwie dążyć do satysfakcjonujących go odpowiedzi, zdając sobie sprawę, że w niektórych przypadkach nie zyska już drugiej okazji. W odosobnieniu namiętnie wczytuje się w rozdziały zakazanych ksiąg, spisuje inkantacje, składniki eliksirów i rodzące się w maniakalnym umyśle koncepcje, rozwijając skrzydła, gdy nikt nie widzi.
Ciężko odszukać jednoznaczną ścieżkę w jego oblepionym obsesjami umyśle, bardzo dobrze ukrywa swoje prawdziwe myśli i zamiary, doskonale wiedząc, na co może sobie pozwolić i ile może stracić. Trzyma się narzuconych mu ram i jedynie czasem wprawne oko dostrzeże krótką zadrę w jego postaci: jego spojrzenie staje się chłodniejsze niż zazwyczaj, wargi zaciskają się w irytacji, ciszę zamiast miłego głosu przecina zimna, kalecząca ostrością barwa a palce w efekcie chorobliwej ambicji szpecą zaczerwienia odcisków układających się w labirynt zdobień jego cisowej różdżki. Jest tonącym w kłamstwie aktorem, który gra spektakle dla wszystkich: profesorów, uczniów i dla samego siebie, każdy odgrywany wedle innych scenariuszy pisanych kaligraficznym pismem dla jego ojca. Bo słowa wciąż wrzeszczą mu w pamięci. Udowodnij, udowodnij…
Udowodnij mi, że zasługujesz i że się nie pomyliłem. Udowodnij, że twoje samodzielne czyny coś znaczą i nie zaprzepaszczą wszystkiego co budowałem zanim się pojawiłeś. Udowodnij, że nie jesteś naszą pomyłką. Udowodnij, że nie jesteś moim potknięciem i spuszczonym ze smyczy wściekłym kundlem bez kagańca. Udowodnij mi, że nie przestałem zbyt przedwcześnie.
Coś trzepocze się i drży w jego żyłach, muskając nerwy i ukorzenione w myślach słowa, szepcze, kusząc, uwodząc wizją wolności, której nigdy nie był w stanie w pełni zaznać. Raz zasmakowawszy tej nieakceptowanej odnogi magii, nie rozważa jej porzucenia: zachłystuje się jej nieoczywistym pięknem i paletą możliwości, dzięki którym obsesyjnie wie jak ukarać ojca, jak zemścić się i jak się mu odwdzięczyć. Uczy się jej więc, chłonie jej tajniki, kłamiąc i nieustannie podarowując innym wersję doskonałego siebie, przez którą ciężko poczuć tlącą się w nim woń gnicia.
Nie zmuszaj mnie, bym znowu musiał ci przypominać.
Cześć! Po licznych perypetiach możemy ponownie zawitać z Persephem w progach Hogwartu. ♥ Perseph nie jest ani ideałem ani potworem, ale wszystko zależy od tego jak potoczą się nasze wątki. Oddajemy się w wasze łapki! <3 Kartę sponsoruje Tamino, Maverick Larue, moja wdzięczność za pomoc w kodach, których sama w życiu bym nie ogarnęła oraz ogromna cierpliwość pewnej wiewiórki. Dziękuję! ♥
>> paskowanazyrafa@gmail.com
34 lata — były wychowanek domu Helgi Hufflepuff — od zeszłego roku szkolnego nauczyciel latania i sędzia rozgrywek w Quidditcha — poprzedni rok przepracował w Departamencie Magicznych Gier i Sportów — „emerytowany” zawodnik Srok z Montrose — utyka na prawą nogę odkąd doznał urazu w efekcie paskudnego faulu, który zakończył jego karierę sportową — owoc romansu czarownicy z wampirem — patronusem koliber — właściciel 11-calowej różdżki wykonanej z gruszy, której rdzeń stanowi włos z ogona testrala
Jego uśmiechnięta twarz widnieje na okładce nieautoryzowanej biografii, zatytułowanej „As przestworzy”. Mlecznobiałe, charakterystycznie wydłużone kły połyskują w błysku fleszy. Loki w kasztanowym odcieniu oklają jasną twarz mężczyzny. Patrzy prosto w obiektyw oczami, które swoim odcieniem przypominają kolor morza na Lazurowym Wybrzeżu. W rękach trzyma ciężki, złoty puchar zdobyty podczas swoich ostatnich rozegranych mistrzostw. Choć od wykonania tamtego zdjęcia minęły przeszło dwa lata, były zawodnik Srok z Montrose wciąż wygląda tak samo. Nadal się uśmiecha, choć ma świadomość tego, że nie rozegra już żadnego meczu w międzynarodowych zawodach. Zapytany w wywiadzie dla „Proroka Codziennego” o faul, który przekreślił jego karierę sportową, twierdzi, że nie zamierza całkowicie rezygnować z Quidditcha. Jako czarodziej średnio uzdolniony w pozostałych dziedzinach, nie wyobraża sobie całkowicie zejść ze sceny. Swoje ambicje przelewa więc na uczniów, zachęcając ich do rozwijania umiejętności latania na miotle, dzieląc się cennymi radami i czuwając nad tym, by gra toczyła się zgodnie z zasadą fair play. Uchodzi za powszechnie lubianego przez uczniów. Wszystkich stara się traktować sprawiedliwie, nikogo przy tym nie faworyzując. Żeby dostać od niego punkty ujemne, trzeba naprawdę zajść mu za skórę i poważnie zawinić. Nieustannie pracuje nad uznaniem ze strony nauczycieli. Wie, że wśród nich wciąż znajdują się ci, którzy podchodzą do niego z rezerwą, tylko dlatego że jest półwampirem. Przez ponad trzy dekady życia nie uległ żądzy krwi, nauczył się ją bowiem kontrolować, mimo że wyostrzone zmysły czasem dają mu się we znaki. Na jego szyi niemal zawsze można dostrzec złoty naszyjnik, dzięki któremu może komfortowo poruszać się za dnia po terenie szkoły.
. fc. Aaron Taylor-Johnson posmak.chaosu@gmail.compowiązania
Zwana przez wąskie grono bliskich: Ianthium 𓆱 Urodzona w ostatni dzień grudnia; również tego dnia znaleziona na Nokturnie przez przypadkowego przechodnia 𓆱 Aktualnie rozpoczynająca szósty rok nauki w domu Salazara Slytherina 𓆱 Ma młodszego brata, pierwszorocznego Gryfona, rozpuszczonego przez matkę do granic możliwości 𓆱 Ukrywany przed światem talent w dziedzinie magii bezróżdżkowej i niewerbalnej 𓆱 Jej mocnymi stronami są eliksiry i transmutacja, słabymi zaklęcia pojedynkowe, wróżbiarstwo i historia magii, która nudzi ją niemiłosiernie; ponadto jest miłośniczką wszystkich zwierząt, magicznych i mugolskich 𓆱 Posiadaczka czerwonej różdżki długości trzynastu i pół cala, z drewna brzozy wiśniowej, z piórem lelka wróżebnika 𓆱 Animag – przed wakacjami dokonała pierwszej udanej przemiany w złocistą wilczycę, podobną do swojego patronusa, wilka egipskiego 𓆱 Czarownica czystej krwi; przynajmniej tak zawsze twierdził jej ojciec 𓆱 Członkini koła ONMS, klubu eliksirów i szkolnego koła teatralnego
Jest pęknięciem na gładkiej tafli lustrzanego odbicia. Czymś psującym efekt, rozwarstwiającym rzeczywistość kawałek po kawałku. Jest rozdarciem w nowej szacie wyjściowej; jest bytem, który nie miał prawa zaistnieć, a jednak istnieje i drażni wszystkich swoją obecnością. Jest dziewczynką, której ciało zmieniło się w ciało nastolatki, a umysł w umysł młodej kobiety, ale gdzieś pod powierzchnią wciąż tkwi to dziecko, któremu nie będzie dane dorosnąć. Nie znaczy nic ponadto, chociaż bardzo by chciała, ani nie znaczy mniej, chociaż tak się jej czasem wydaje. Nie nauczyła się troszczyć o siebie samą, mimo, że troszczył się o nią ojciec, a przedtem także i matka. Potrafi obywać się bez jedzenia dłużej, niż byłoby to konieczne, co czasem bywa przydatne, bo dawno już nauczyła się sycić przede wszystkim inne zmysły – wzrok, słuch, pragnienia. Czasami czuje głód ciała, choć częściej ma głodne oczy i duszę; niezgłębione, ciemne oczy, dwie czarne nienasycone dziury, w których znika wszystko, co do tej pory miało jakiekolwiek znaczenie. Unika snu, bo w snach wracają do niej wspomnienia i historie, które już dawno odeszły do Krainy Milczenia. Jest strzępkiem wydarzeń, porwanych przez wiatr i wrzuconych do zupełnie innego kręgu piekła. Nigdzie nie pasuje i nigdzie tak naprawdę nie umie się odnaleźć. Jest znajdą i jest podrzutkiem, jest ciszą, która wybrzmiewa głośniej, niż cokolwiek innego i uderza we wszystkie tony naraz. Jest wrzaskiem uwięzionym w próżni, wybuchem wulkanu, emocjami gromadzącymi się tuż pod skórą, które nie mogą jednak znaleźć ujścia na zewnątrz. Jest kapitanem statku zwanego Ianthe Avery, a kapitan zawsze idzie na dno razem z okrętem.
Urodzona pierwszego dnia wiosny na terenie północnej Kornwalii jako jedyna córka Rodolphusa Lestrange i jego drugiej żony, czystokrwistej czarownicy o amerykańskich korzeniach. ❧ Ku rozczarowaniu ojca wychowanka domu imienia Helgi Hufflepuff, rozpoczynająca szósty rok nauki w Hogwarcie. ❧ Właścicielka dwóch szczurów albinosów oraz sztywnej, czternastocalowej różdżki z lilaka pospolitego zasilanej rdzeniem w postaci włosa kota wampusa. ❧ Wybitnie uzdolniona czarownica; przejawia naturalny talent do magii uzdrawiającej i bezróżdżkowej. ❧ Od ponad trzech lat szukająca w drużynie Quiddicha; szalenie zacięta na miotle, w związku z czym często gości w skrzydle szpitalnym. ❧ Jej bogin przybiera postać węża, natomiast patronus nie ma jeszcze stałej formy. ❧ Za namową narzeczonego niechętnie uczęszcza na spotkania Klubu Ślimaka, należy również do koła zielarskiego. ❧ Najczęściej można ją spotkać zaczytaną w szkolnej bibliotece, spacerującą samotnie brzegiem Wielkiego Jeziora lub na błoniach, gdzie wycisza myśli. ❧ W bezsenne noce zdarza jej się wymykać na Wieżę Astronomiczną, by nucić piosenki w towarzystwie gwiazd. ❧ Na co dzień jej szyję zdobi naszyjnik z onyksem, z którym nigdy się nie rozstaje. ❧ Metr pięćdziesiąt fałszywie oswojonego lęku i czterdzieści kilogramów potłuczonej, kryształowej duszy.❧ Proszę. Dziękuję. Przepraszam.
━━━━━━━━━━━━━━━━━༺༻━━━━━━━━━━━━━━━━━
Odkąd pamięta, matka powtarzała jej, że ma oczy po ojcu, jakby dopatrywała się w tym jakiejś glorii i mała Ambrosia faktycznie uważała ten fakt za chlubę... Potem czas przesiąkł przez palce, a ona w rozdarciu dziecięcych naiwności zdała sobie sprawę, że ta bezduszna czerń płonąca pod powieką to najgorsze, co ją w życiu spotkało. Zrozumiała, że żadne inne oczy nie wypalą się na jej duszy podobnym piętnem, natomiast wyszyte przez nie na sercu ściegi już zawsze będą rwać bólem.
Odziedziczyła po Rudolfie tylko tyle — spojrzenie i nazwisko ciężkie od znaczeń — ale to było aż tyle: wystarczająco, by oznaczyć ją i odpowiednio zaszufladkować. Nieistotne, że sam Rudolf nie uważał jej nigdy za godną, by dźwigać rodzinną spuściznę. Była w końcu chorowita, koścista i cicha, zbyt cicha. Zaczęła mówić dopiero w wieku siedmiu lat, a kiedy zaczęła, stała się z kolei zbyt głośna, zbyt denerwująca, zbyt istniejąca. Należało nauczyć ją, co wolno jej mówić i kiedy, a czego mówić pod żadnym pozorem nie wolno. Należało skruszyć to obrzydliwie wątłe ciało; uświadomić, że nigdy nie było i nie będzie dla niej miejsca, więc za każdy wyszarpnięty życiu skrawek musi podziękować, a potem przeprosić. Przeprosić raz, drugi i trzeci, przepraszać ciągle — za siostry i za brata, bo oni nie mieli szansy żyć, a gdyby nie ona, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.
Dzieciństwo zapisało się w jej pamięci grą kolorów oraz lśnień. Nie potrafi przywołać konkretnych obrazów, ale nie zapomni już klątw rozlewających się błyskiem po pomieszczeniu, tego z jaką łatwością przeganiały ciemność z tych zakątków pokoju, w których nigdy wcześniej nie widziała światła, ani myśli, że zło nie powinno objawiać się takim pięknem. Zapamięta za to smak; metaliczny, drapiący w gardło, zapamięta zapach, duszący odór strachu skroplonego na skórze.
Even as a child, she had preferred night to day, had enjoyed sitting out in the yard after sunset, under the star-speckled sky listening to frogs and crickets. Darkness soothed. It softened the sharp edges of the world, toned down the too-harsh colors. With the coming of twilight, the sky seemed to recede; the universe expanded. The night was bigger than the day, and in its realm, life seemed to have more possibilities.
Pachnie bzem, lekkim deszczem i majowym rozkwitem; wspomnieniem pierwszych promieni słońca nieśmiało całujących zmarzniętą ziemię, widmem chłodnego wiatru muskającego zaróżowione policzki — wiosennym przebudzeniem. Pachnie życiem, jednak kiedy idzie korytarzem powietrze drga, przesycone dziwną energią, która osiada na włosach oraz ubraniach. Przenika skórę, wlewając prosto do serca, gdzie mości się wygodnie, a potem zakorzenia uczuciem niepokoju. Niepokój ten nawraca cyklicznie, wzbudzony jej obecnością lub utrzymuje się, gniotąc za mostkiem, dopóki nie złapie Cię spojrzeniem; wtedy peszy się, drobne usta tkają uśmiech i jedyne, co pozostaje w pamięci to pocałowanie słońca przemycone w słodkiej woni dziewczęcych perfum.
Na świat patrzy łagodnie, mimo że los nie obszedł się z nią z podobną delikatnością. Choć jej ręce są drżące, naznaczone tuzinem blizn, wyciąga je do każdego, kto tego potrzebuje, nawet jeśli na dnie jej źrenic czai się przy tym jakaś niepewność podszyta oczekiwaniem. Nie wiesz, na co czeka, ale nagle odnosisz wrażenie, że Twój strach przed nią był całkowicie bezpodstawny. Ambrosia nie wygląda jak ktoś zdolny do krzywdzenia, nie uosabia niczego, z czym kojarzy się jej nazwisko. Ambrosia boi się, przeprasza i bardzo łatwo jest o niej zapomnieć... Przynajmniej do następnego meczu Quiddicha.
Ferwor sportowej rywalizacji zrywa z niej transparentność. Nadaje jej kształt, modelując zupełnie nową formę odartą z eteryczności. Na boisku przestaje być przeźroczysta, nie próbuje umykać spojrzeniom ani szeptom — zamiast tego przyciąga je, celowo prowokując, kiedy pełną napięcia ciszę przeszywa świst mknącej miotły. Podczas gry nabiera kolorów, staje się jaskrawa, trudna do przeoczenia; już nie tylko pachnie życiem, a po prostu żyje i wszystko, co do tej pory sobą reprezentowała zdaje się być misterną grą pozorów. Kolejnym oczkiem w sieci utkanej z niedopowiedzeń, budzących jeszcze więcej wątpliwości co do tego, jaka naprawdę jest, podczas gdy ona pragnie w głębi duszy, aby ktoś zobaczył w niej coś więcej niż dzieło fatalnych wzorców lub też wynik jeszcze gorszych błędów.
Cześć! Ja i Rosie już tu byłyśmy i nie mogłyśmy się powstrzymać przed drugą próbą. Kartę sponsorują Danuta Stenka, Dean Koontz oraz Anya Taylor-Joy. Powiązania zapewne kiedyś ładnie rozpiszę, póki co grzecznie rekomenduję klikać w more..., bo faktycznie jest tam... more, no. Z pisaniem kart nigdy się nie lubiłam, więc przepraszam Was za to, co popełniłam wyżej i obiecuję, że ta panna nie jest tak smutna, jak może się wydawać. Wciąż nie jestem pewna, czego chcę od Ambrosii, nie mam na nią żadnego określonego planu. Zawsze hołdowałam rozwojowi postaci poprzez interakcje z innymi postaciami, więc chyba po prostu oddam ją w Wasze ręce i zobaczę, co się stanie. ;) Niech dzieje się magia!
|ur. 15.08.2000 r. | Absolwent, były Ślizgon, obecnie stażysta eliksirów | Czysta krew | |Bogin: porażka |Patronus: lew| 11 cali, włókno ze smoczego serca,heban| POWIĄZANIA|
Zuchwały i arogancki, ale jednocześnie czarujący i uwodzicielski. Lubi być w centrum uwagi, chociaż zależy mu na kontaktach jedynie ze sobą, nie może żyć bez ludzi – potrzebuje ich pochwał i uznania. Zazwyczaj nie jest zainteresowany relacją, w której musiałby coś dawać, jedynym biorcą jest on sam. Z innymi ludźmi wiąże się, aby osiągnąć jakieś korzyści lub ponieważ oni tego potrzebują, przy okazji w ten sposób wzmacnia też przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Wykorzystuje innych i manipuluje nimi dla własnych korzyści, nie przejawiając przy tym żadnych wyrzutów sumienia. Impulsywny, potrafi szybko przeistoczyć się z osoby niezwykle czarującej w piekielnie niebezpieczną, choć w stosunku do uczniów stara się być wyjątkowo cierpliwy i opanowany. Wymagający i nadmiernie krytyczny wobec innych, bardzo ambitny, sam zwykle po trupach dąży do celu i tego samego oczekuje od innych. Ze względu na silną potrzebę podziwu i aprobaty w czasach szkolnych był gwiazdą Quidditcha. Ma problem z dostosowaniem się do sztywnych zasad i konwenansów, bywa amoralny i podstępny, często także i mściwy. Lubi adrenalinę, nie odczuwa lęku i nie potrafi myśleć w sposób przyczynowo – skutkowy, działa pod wpływem impulsu, przez co bywa roztargniony. Perfekcyjny manipulator i uwodziciel, kręci go pobijanie kolejnych seksualnych rekordów. Nigdy nie był w stałym związku, bardzo szybko się nudzi, nie potrafi zbudować prawdziwej bliskości, wchodzi w liczne relacje, a ze względu na orientację seksualną, podobają mu się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Ma problemy z odczytywaniem i identyfikacją emocji innych ludzi, nie potrafi rozpoznawać ich potrzeb, przez co bywa egoistycznym dupkiem. A wszystko to przede wszystkim dlatego, że jego matka nigdy nie była w stanie pogodzić się z odrzuceniem ze strony Malfoya i toksyczne uczucie względem Draco, przelewała od najmłodszych lat na Liama. Do tego, że jego relacje rodzinne to jedna wielka kpina oraz że jest paskudnym narcyzem, nigdy w życiu ci się jednak nie przyzna. Jedni go nienawidzą, inni kochają, ale nie ważne co mówią, ważne, aby mówili. Jest w każdym stopniu idealny i w takim właśnie świetle masz go postrzegać, inaczej giń maszkaro! (albo idź z nim do łóżka, tam czasem potrafi być nawet romantyczny).
ODAUTORSKO
Mistrzem kodowania to ja nie jestem, wybaczcie jakość i brak efektów wizualnych, ale dopiero się tego uczę i html jest dla mnie niczym czarna magia. Wieki mnie tutaj nie było, ale liczę, że Liam was nie odstraszy i znajdą się odważni, którzy pokażą mu, że jednak taki idealny to on nie jest. Na wizerunku Evans Nikopoulos, jeśli ktoś jakimś cudem byłby chętny na wątek z tym głupim narcyzem i chciałby się ze mną skontaktować, to proszę słać sówki na zatenpapierostuzpo@gmail.com.
Animag trafiony czarnoksięskim zaklęciem, który ostatnie dwadzieścia jeden lat spędził w formie wilka, zdziczały, nieokrzesany, trzydziestoośmioletni barman w Świńskim Łbie. Syn nieżyjących już śmierciożerców, zamknięty pomiędzy potrzebą ponownego uczłowieczenia a całkowitym brakiem umiejętności w tej kwestii. Były Krukon o pustym spojrzeniu i świerzbiących pięściach.
Jest huraganem, co zrywa dachy i skórę z knykci, spróchniałym zębem cuchnącym śmiercią, jest otwartym złamaniem, trutką na szczury, kamieniem w bucie i brzytwą. Jest dzikością w każdym geście. Jest gęstym lasem niewypowiadanych słów, jest wartkim strumieniem, jest poplątany, przerzuty, wymięty i gnije. Jest pragnieniem i głodem, siedmioma grzechami, jest wyciągnięty z bajki dla dzieci, wypchany mchem i drutem. Jest z tych, co mają podbite oczy i serca, co klną w kaplicach i zbyt rzadko mrugają. Z tych, co niczym mit traktują spokój, co się karmią ciszą, co z drapieżności plotą warkocze. Gwałtownie wydarty ze świata, postrzępiony i skrzywdzony, przeżarty, pokaleczony. Jest, choć jakby go nie było, bo pustka ustępuje miejsca jedynie, gdy pod bosymi stopami czuje wilgotną ściółkę. Nie może spać na miękkich łóżkach ani jeść smacznych posiłków, nie może znaleźć miejsca dla swoich rąk ani myśli, nie może uwolnić się od palącej potrzeby by wyć. Wyć z bezsilności i strachu, wyć za straconym czasem, za bladymi już marzeniami, wyć zarówno za tym, co ludzkie i mu obce i za tym, co zwierzęce, prymitywne i tak doskonale znane. Czasami, gdy nocą cisza staje się nieznośna, wymyka się na dach by zatonąć w gwiazdach. Czasami, gdy uciążliwość towarzystwa doskwiera niczym cieknący nos, ucieka pomiędzy bujne drzewa by zatopić się w ciszy. Czasami zapomina o istnieniu słów, o prostych gestach, o uśmiechu. Pamięta jednak doskonale ogrom wolności i przytłaczającą samotność, i sam nie wie czy uścisk w piersi to tęsknota czy ulga.
***
W tytule Tuwim, na zdjęciu Matthew Mcconaughey. Vaughn jest specyficzny i dziwny, ale mam nadzieję, że się odnajdziemy. Chętnie przygarnę ciekawe powiązania so let's play.
25 V 2005, Anglia ☙ owoc Zbłądzenia i Idiolatrii ☙ kara za grzechy ojca ☙ odrzucony syn wili i mugolskiego, katolickiego księdza ☙ wychowanek przykościelnego sierocińca, na którego próg został podrzucony niedługo po narodzinach ☙ szlama ☙ pół-wila ☙ pomiot diabła ☙ katolik ☙ wewnętrzne skonfliktowanie ☙ magia przekleństwem i bolesnym pokuszeniem ☙ pod ubraniem skryty srebrny wisiorek z krzyżem ☙ silny lęk przed odrzuceniem ☙ ten łatwy chłopak ☙ blizny i podrapane dłonie ☙ boginem ojciec siedzący w konfesjonale ☙ ćma patronusem ☙ drzewo różane, 12 i 3/4 cala, włos z głowy wili, giętka ☙ szkolny chór, klub zaklęć ☙ hatstall — Tiara Przydziału wahała się między Hufflepuffem a Slytherinem ☙ VII rok ☙ ślizgońskie barwy ☙ powiązania ☙ więcej
W świecie mym istnieją splątane ciała.
Podobno jestem zbłądzeniem — więc gubię się w cierniowym labiryncie własnych myśli, nie wiedząc, którą ścieżkę obrać, by dotrzeć ku światłu. Przynoszę zgubę innym złudnymi spojrzeniami, syrenią melodią wprawiającą w drganie ukryte w krtani struny i obietnicami bez pokrycia, aby mieć ich blisko, zaznać i w głodzie rozszarpać. Przynoszę zgubę i sobie, uwięziony w przeklętym ciele krzywdzę siebie wbrew danej przez Ojca prawdzie — choć czy mam prawo kogolwiek tak nazywać?
Puste oczy, lepkie dłonie, wilgotne usta.
Podobno jestem grzechem — grzeszę więc, od narodzin nie posiadając wyboru. Chciwie spijam z warg pochwały i wypowiedziane pod wpływem mego przekleństwa słowa, gromadzę ofiarowane listy, błyski, siniaki i kwiaty. W nieczystości pragnę więcej, zabrudzam wiarę magią i wątpliwościami, odsłoniętą skórą, miłością, która niczym innym jest niż zwiedzionym urokiem kłamstwem. Zazdroszczę rodzinnego ciepła, miłostek, drobnostek, szarości i zwykłości, których nie mogę osiągnąć. Czuję gniew i, mimo że walczę z nim nieustannie, nadstawiam drugi policzek, gryzę wargi, ten rozsadza mi żyły, bo gniewny jestem i rozgoryczony — na nich. na siebie, że nie umiem przebaczyć i na Ciebie ojcze, że tak mnie ukarałeś.
Krzywe kości i poraniona skóra.
Podobno jestem upadkiem — upadam więc codziennie i boleśnie, zdzieram dłonie i kolana, brodząc w mule naszych krzywizn i niemoralności. Pomimo marzeń o bieli skrzydeł, sam je sobie nadpalam, bo wiem, że skórę moją pokrywają gadzie łuski. Trafiłem do siedliska węży, choć najprawdopodobniej ja sam jestem najpodlejszym z nich. Czy jeszcze nauczę się nie nienawidzić i czy nauczę się kochać? I czy Ty Ojcze, jeszcze kiedyś mnie pokochasz — pomimo mych wszystkich wyznanych Ci grzechów?
W świecie mym cierniowe krzyże.
Pięknej twarzy użyczył Basil Kraeher. Miło tu być, a jeszcze milej zapraszać Was do wspólnego pisania. ♥ from.death.to.oblivion@gmail.com
Marina Groom lubi spokój. Puchate fotele, w których może się zapaść, w dłoniach
ściskając opasłe tomisko. Prawdopodobnie mugolską powieść, jedną z tych, które
kuzynka przysyła jej sowią pocztą od czasu do czasu. Albo podręcznik z
Zielarstwa, jedno z dwóch. Nie czyta już podręczników z Eliksirów. Ich strony,
tak bardzo znajome, zdają się wypalone na wewnętrznej stronie jej powiek.
Marina Groom nie jest głośna. Nie zazwyczaj. Nie specjalnie. Nie, kiedy udaje jej się
trzymać własne demony na wodzy. Kiedy nie stara się zaimponować kolegom i
koleżankom z Pokoju Wspólnego. Albo stać się zauważoną przez Profesora. Nie,
kiedy udaje jej się powstrzymać wewnętrzną potrzebę by ktoś ją zaakceptował.
Zechciał. Pragnął zatrzymać na własność.
To musi być wspaniałe uczucie.
Należeć do kogoś.
Marina Groom ma pełne usta, zupełnie jak jej matka, Rachel. Tyle że nie zaciska
ich jeszcze z taką zawziętością. Jej ust nie otaczają też zmarszczki. Ani jej
oczu. Nie wydaje się wiecznie zmęczona ciągłymi dyżurami w Mungu. Zmęczona
życiem. Zmęczona samotnym wychowywaniem córki, tak boleśnie podobnej do ojca.
Ojca, którego ciało dawno już pochłonęła ziemia.
Marina Groom pachnie bzem. Stara rodzinna sztuczka, której nauczyła ją babka, słynna wytwórczyni Eliksirów. To z jej powodu rodzina Groom jest zamożna. To także z jej powodu Marina pokochała Eliksiry. Babka pozwoliła jej wierzyć, że w kryształowym flakoniku jest w stanie zamknąć wszystko. Szczęście. Miłość. Zapach ukochanych kwiatów. To może dlatego ma iż aż tyle. Układa je obsesyjnie w kufrze tuż przy łóżku, zawsze w zasięgu ręki. Tak jakby miały ją uratować. Jakby wlanie ich sobie do gardła miało wypełnić pustkę, która co noc narasta tuż pod jej żebrami.
KLUB ELIKSIRÓW | KOŁO ZIELARSKIE
PATRONUS: MOTYL
KLON | 14 CALI | WŁOS Z GŁOWY WILLI | SZTYWNA
Byłyśmy tu z Mariną już kiedyś. Wracamy w troszkę innej wersji :D Twarzy użyczyła Adelaide Kane.
wychowanka domu Roweny Ravenclaw — urodzona 21 marca 2007 w Petersburgu jako pierwsze dziecko Antonina i Yekateriny Dołohowów — VI rok — eliksiry, zaklęcia i uroki, alchemia, transmutacja, historia magii, opcm — odkrywana powoli fascynacja czarną magią — od niedawna przewodnicząca klubu szachowego — czysta krew — tresowana od najmłodszych lat pianistka — różdżka 10-calowa, drewno grabu, wąsy kuguchara, bardzo sztywna — boginem zakrwawiony świecznik — zamiast patronusa niewyraźna mgiełka
Ma w sobie coś z porcelanowej lalki: doskonałe dzieło wytrawnego artysty, tak jak tego od niej oczekiwano, niewzruszone nawet lękiem, gdy się zbliżał z wzrokiem szaleńcy, a zapijaczony głos mruczał do niej moja śliczna córeczka. Twarz zastygła w jednym wyrazie uśmiechu, proste włosy spływające miękko na ramiona i zielone oczy. Drobna sylwetka, niepozorny wzrost, blade lico; wygląda na słabą osobę. Wystarczy chwycić ją niczym cienką gałązkę i złamie się z suchym trzaskiem, czy na pewno? Nienaturalnie wręcz długie palce, nienaturalnie rozsuwające się na boki, gdy przemyka nimi po klawiaturze fortepianiu. Adagio, andante, allegro. Gubernator spogląda na nią łagodnie słuchając etiudy jej interpretacji, wydając kolejne pochwały. Więcej jej nie nauczy, kolejne lekcje będzie pobierać, gdy ukończy szkołę. Nie pierwszy raz wyjedzie. Najpierw Rosja, później Wielkiej Brytania, następna? Kto wie. Świat stoi otworem dla ambitnych, taka właśnie zdaje się być. Wydaje się, że liczą się dla niej tylko trzy rzeczy na całym świecie: muzyka, magia, szachy. Porcelanowe lalki mają jednak tę jedną nieprzyjemną cechę – odkrywają swoją pustkę, gdy zostaną uszkodzone. Jedna rysa, pęknięcie gładkiej powierzchni ukazuje ziejącą ciemność.
Ma w sobie coś z matrioszki: odkrywając jedną warstwę, docierasz do kolejnej. Kiedy pomyślisz, że to ostatnia, twoim oczom ukazuje się kolejna tajemnica. Pod maską uprzejmości kryje się paskudny grymas. Zdaje się przyklejony do wyidealizowanej twarzy, wygląda wręcz nienaturalnie, bo nie do tego są przyzwyczajeni w obecności panny Dołohow. Wyrafinowane słowa potrafią stać się ostre i zimne jak odłamki lodu, odciska się w nich syberyjski chłód. Patrzy na osobę po drugiej stronie planszy z wyższością, myślałeś, że dasz radę? Pytanie wisi chwilę w powietrzu nim przeciwnik zamiast wykonać ruch, przewraca swojego króla. Wyniosła postawa to przebranie dla strachu ujarzmianego każdego poranka przed bogatym lusterkiem rozkładanym na łóżku nim uda się na śniadanie. Rozczesuje długie kosmyki tym samym od dziecięcych lat grzebiem, prezentem od ukochanego, nie-świętej-pamięci ojca. Przelęknione spojrzenie śledzi ruch dłoni, nagle czuje się odrealniona, to nie moja dłoń. To nie moja dłoń to zrobiła, to nie moja dłoń jest teraz we krwi. Tchórzostwo to słabość, a ona nie chce być słaba.
Mam słabość do motywu dzieci Śmierciożerców, przepraszam. Ludmila to mój mały eksperyment i mam nadzieję, że spisze się dobrze. Lubimy wprowadzać zamieszanie, więc na pewno nie szukamy wyłącznie przyjaźni. Nie mam konkretnego planu na jej rozwój, zobaczymy jak pójdzie jej na fabule. Poszukiwany młodszy brat bądź siostra oraz szczególna w życiu Ludmili osoba (dziewczyna). wizerunek: docenię pomoc przy namierzeniu; mail: idol.of.the.day@gmail.com
z książki Pożegnanie jesieni Stanisława Ignacego Witkiewicza
Czas działa linearnie, dlaczego więc przeszłość zwija się w tobie równolegle z teraźniejszością w spiralę DNA, z własnych, bieżących bitew odwiecznie uciekasz w cudze, równie krwawe, balansujesz między wiekami i miejscami, rozgrzebując prochy przodków, nie dając spać nie tylko sobie, ale i im? Jesteś bezdomny, ale nie ponadczasowy, nie myśl zatem, że w miejsce ich mogił wygrzebiesz swoją własną. Wymarłe języki sprzed wieków wpychasz sobie w krtań jedne za drugimi, jak gdybyś liczył, że połkniesz przy tym wspomnienie swojego własnego, wibrującego w potępieńczym krzyku, kiedy ciało obrywało razy klamrą kazirodczego pasa. Bolało dwadzieścia jeden lat temu, a białe blizny muśnięte przypadkiem opuszką palca przypominają, że boli nie mniej dzisiaj. Fascynacja kultami Czarnej Afryki pozwoliła tobie na wybielenie duszy - kąsasz w końcu wściekle każdą dłoń, która wyrazi zainteresowanie pogłaskaniem czule twego lica - ale szarość to przecież nadal raczej mierny kolor.
Filipp Matsumura, 31 lat, charyzmatyczny półkrwi nauczyciel historii magii. Opiekun Gryffindoru, w przeszłości sam noszący jego barwy. Umiejętnościami pasjonującego opowiadania oraz wplatania w podstawę programową pomocniczych alegorii uzyskuje dobre wyniki w kształceniu. Posłuchu nie oczekuje, bo go nie potrzebuje; jego słowa miękko wpadają do głów uczniów i nigdy ich nie opuszczają. Siedem lat po studiach spędził na badaniach kultury i historii magicznej Sahelu oraz sąsiadujących krajów Afryki Subsaharyjskiej. Dopiero w przeciągu ostatnich czterech osiadł na stanowisku w rodzimej szkole. Początkowo stłumiony agresywnym ojcowsko-mugolaczym lękiem przed magią teraz rekompensuje sobie ten terror łaknąc. A łaknie wiedzy, kultury i różnorodności, zmienności, niepowtarzalności oraz stojących za nimi przeżyć, przede wszystkim jednak płytkich kontaktów międzyludzkich, bo są namiastką każdego doświadczenia, którego poczuć mu nie sposób. Jest więc wszędzie i robi wszystko, bo tylko to sprawia, że nie odsłania się wcale.
[Twarzy użyczył mu Daiki Tsuneta. Jest bardziej happy niż wylazł w karcie, słowo daję. Szukamy kogoś, kto go ugłaska. Kontakt: rotted.angel@gmail.com]
Slytherin ⚜ VII rok ⚜ magia niewerbalna ⚜ czysta krew ⚜ prefekt ⚜ przewodniczący Klubu Pojedynków ⚜ posiadacz sowy Athali
Choć pod wieloma względami łączy najgorsze cechy rodziców, stanowiąc tym samym dumę Slytherinu, brak mu jednego najważniejszego podobieństwa do ojca: zainteresowania Quidditchem. Nie ogląda, nie zna się, nie chce grać. Na domiar złego uważa, że latanie na miotle jest po prostu głupie. Znacznie bardziej ceni sobie zaklęcia i uroki, czy naukę OPCM-u, w czym zresztą jest świetny. Nie można powiedzieć tego samego o jego umiejętnościach warzenia eliksirów. Ku rozczarowaniu nauczyciela nie odróżnia siekania od mielenia, a każda próba poradzenia sobie z lekcjami kończy się u niego mniejszą bądź większą katastrofą. Na resztę zajęć nie narzeka, a jest w nich przeciętny. Powodzi mu się natomiast z dziewczynami, choć tylko ślizgońskimi — imponuje im swoimi umiejętnościami pojedynkowania się. Członkowie innych domów nie przepadają za nim. Słusznie, bo straszny z niego snob.
Kliknij w trójkąt, aby rozwinąć treść. Szukam napiętych relacji, dźwięków trzaskających zaklęć i brzydkich przekleństw. Karta strasznie stara, więc przepraszam za jakość - kiedyś może zaktualizuję jej treść.
Wątki: Sapideh, Arlo
Patrząc na tego siedemnastolatka, zapewne ani na moment nie przeszło ci przez głowę, że mógłby on stanowić dla ciebie jakiekolwiek zagrożenie. Twój błąd — jeden z największych jaki popełniłeś. Wygląda niegroźnie, ale potrafi kąsać boleśniej niż niejeden jadowity wąż. A jaki jest przy pierwszym wrażeniu? Scorpius Hyperion Malfoy to jeden z tych interesujących — charakteryzujący się szlachecką ogładą (co z tego, że udawaną?) i wysoce wyszkolonymi umiejętnościami perswazyjnymi. Wygadany i pewny swego. Stawiany za wzór przez jednych, dyskryminowany ze względu na fałszywe zagrywki przez drugich. Chłopak jakich mało wśród społeczeństwa. Arogancki, ale pociągający. Władczy, choć bezbronny w obliczu przeszłości. To chyba najgorsze z połączeń.
Nadnaturalnie pamiętliwy i lojalny wobec osób, które się dla niego liczą — a takie chyba nie istnieją — jest w stanie z pacyfisty zmienić się w prawdziwego, nieokiełznanego anarchistę. A skoro nie ma nikogo, kogo mógłby z lwim zapałem bronić, jak własnego stada, nieszczęśliwie odgrywa rolę wilka, pożerającego ofiary zawsze pojedynczo, z czczą dokładnością. Biada temu, kto mu podpadnie. Czasem jest zbyt porywczy na racjonalne działania i jednocześnie nazbyt zapalczywy, by odpuścić, godząc się z porażką. Nieważne w jak kiepskim znajdzie się położeniu, stojąc przed niebezpieczeństwem prędzej narazi się na poturbowanie, niż da się oswoić. Jest jak dziki zwierz wrzucony w klatkę — wściekle bije o metal, a nim się spostrzeżesz, rzuca ci się do gardła. Tylko po to by po ostatecznym ataku i zgonie męczennika w ciepłym świetle dnia ułożyć się do snu. Niczym niewinny baranek, niezbryzgany krwią bliźniego.
Czasami mam wrażenie, że gdzieś w nim tkwi jeszcze serce. Tylko czasami... zawsze potem nachodzi mnie myśl, że przez większość czasu najprawdopodobniej radzi sobie bez niego.
Nie musisz darzyć go głębokim uczuciem ani nawet lubić go, by chcieć zagłębić się w rozmowę z nim. Sprawia wrażenie osoby inteligentnej, na swój sposób także błyskotliwej. Taki też faktycznie jest. Nawet w chwilach, kiedy rzuca w ciebie najgorszymi (a co najważniejsze również najszczerszymi) obelgami, chcesz więcej. Nie dlatego że może to okazać się przyjemne – krytykowanie twojej osoby w jego wykonaniu nigdy takie nie będzie — Scorpius stanowi po prostu jedną, wielką zagadkę, którą każdy z nas za wszelką cenę pragnie rozwiązać, nie bacząc na konsekwencje. Nie mając również na uwadze tego, że sam obiekt zainteresowań robi wszystko, żeby nie tylko nie mówić o sobie, ale również kręcić i manipulować tak, by osoby trzecie zyskały nie więcej niż barwne, zmyślone opowieści na jego temat. I choć czasami zdarza się mu powiedzieć prawdę, to i tak bez znaczenia, bo zawsze gubi się ona w natłoku kłamstw.
Malfoy nie należy do osób, które zajmują się cudzą codziennością, prędzej skupia się na własnej. Tym bardziej nie stara się zabawiać w jasnowidza. Nie czuje potrzeby ciągłego analizowania splotu wydarzeń, w których główną rolę odgrywa ktoś trzeci, ale jeśli w jakiś sposób mu podpadniesz, bądź pewny, że nie ma siły, która odwiodłaby go od zemsty. Na domiar złego jedyną opinią, z jaką się liczy, jest jego własna. W związku z tym obelgi czy komplementy wrzuca do jednego worka z plotkami i domysłami, nie czując różnicy między nimi.
Nawet nie próbuj wspominać mi o tym palancie. Po ostatnim spotkaniu z nim jedno wiem na pewno — na dobrego kolegę to on się nie nadaje. Prędzej na niezjednanego, żarliwego wroga.
Nie szukaj u niego pokładów dobroci, i tak ich nie znajdziesz. Jeśli jednak już to zrobiłeś, spróbuj raz jeszcze przeanalizować jego charakter, zanim wysuniesz jakiekolwiek, błędne wnioski. Pamiętaj o tym, że chłopak ten należy do grupy agresorów — porywczych, często brutalnych wobec osób, które wyjątkowo grają mu na nerwach. Opanowanie i pełna obojętność idą z nim w parze, ale tylko do pewnego momentu, potem następują gwałtowne erupcje, a te zwykle nie zwiastują niczego dobrego.
Nie próbuj doszukiwać się w nim zalet. On ich nie ma, a nawet jeśli ma, prawdopodobnie są one przyćmione przez masę wad. Bóg mało kiedy wydaje na świat tak egoistycznych, zapatrzonych w swoje interesy ludzi. Gdyby apokalipsa zaczynała się od destrukcji psychicznej (w wolnym tłumaczeniu: od totalnego braku empatii), on byłby jej źródłem. Nigdy nikomu nie pomaga, chyba że sam czerpie z tego jakąś korzyść. To jak cię potraktuje, zależeć będzie tylko i wyłącznie od tego, ile pożytku w tobie widzi. Nie zdziw się, gdy okaże się, że młody panicz o uroczym uśmiechu to tak naprawdę prawdziwe nasienie zła, pierwotny syn szatana. On taki jest — zmienny, nieokreślony. Apatyczny z przekory, wrażliwy dla zysku. Piekielnie intrygujący, bo nie wchodzący w żadne schematy lub modele osobowe, a przy tym — niestety — nieprzeciętnie narcystyczny i chorobliwie próżny.
Nie przedstawił się, nie podał ręki na powitanie, nie powiedział nic, co mogłoby mnie zadowolić. I ty się pytasz jaki jest? Zrób mu rachunek sumienia, a dowiesz się, że jest po prostu nieznośny.