Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KP. Pokaż wszystkie posty

Zatonę w moich popiołach

Rodya Dolohov
Rodion Konstantinovich Dolohov. Poczęty pod wpływem amortencji; urodzony szarego, jesiennego wieczoru jako syn śmierciożercy Konstantina Dolohova, młodszego brata Antonina i czystokrwistej czarownicy, która wyrzekła się syna kilka lat po jego narodzinach. Angielska posiadłość w pośpiechu opuszczona po zdradzie jej lokalizacji dokonanej przez matkę; częste zmiany miejsca zamieszkania w ucieczce przed aurorami; od kilku lat wraz z ojcem ukrywa się na ziemiach dawnej ojczyzny — chata położona w syberyjskiej głuszy, chroniona zaklęciem Fideliusa domem. Ku własnej uldze po przekonaniu Tiary Przydziału trafił do Slytherinu, trwa szósty rok jego nauki w Hogwarcie. Spętany słowami wieczystej przysięgi. Uzdolniony czarodziej o niezaprzeczalnym talencie do zaklęć i uroków oraz pojedynków, w trakcie których przypomina toczonego szaleństwem tancerza. Twórca kilku zaklęć i klątw, wydalony z klubu pojedynków, uczęszcza na spotkania klubu zaklęć; włada sztywną, sosnową, trzynastocalową różdżką zasilaną rdzeniem w postaci włosa pogrebina. Jego bogin przybiera postać jego samego torturującego ojca, patronusa nie jest w stanie wyczarować. Zaniki pamięci, niekontrolowane drżenie rąk i napady bólu, które obsesyjnie ukrywa. Wschodni akcent. Albinizm, rodowy pierścień na palcu, blizny i siniaki, metr osiemdziesiąt sześć obleczonych skórą kości, sadyzmu i bólu szukających ujścia. Powiązania.
Kiedy dzień się ochłodzi i opadną liście,
przypominając mi o Tobie i tym, co jest we mnie.
Chciałem tylko popatrzeć na dziki, rajski ogród,
gdzie Ty i ja jesteśmy wdeptani w ziemię.

Nasze dłonie rysują samotny powrót do domu.
Nie czekaj — nikt nie przyjdzie.
Mówią, że chować się mamy niczym szczury.
Przemykać zapomnianymi kanałami, zanikawszy w zawilgotniałych cieniach; uciekać, szybko, cicho, w szaleńczych poszeptach paranoika, aby nie odnaleźli, nie odebrali i nie osamotnili, wyrywając z piersi serca. W wygłodniałej matni najadać się trucizną; liczyć kości żeber i kręgi skrzywionych nazwiskiem kręgosłupów. Duszącym dymem zgliszczy wdzierać się do powojennego porządku; żywcem pochowani w rodowych grobowcach brodzić w popiołach, wystawiawszy ślepe od mroku oczy ku dawno niewidzianemu słońcu. I udawać, że nas nie ma, gdy przecież tak boleśnie jesteśmy.

Mówią, że z krwi ojca wierne synowe odbicie.
Krzywić kręgosłup słowami i niewypowiedzianymi nienawistnymi myślami; kaleczyć skórę i nosić ropiejące blizny zadane jedyną różdżką, której smagnięcia się liczą; łamać kości i wystawiać ich biel na parzące słońce; nie garbić się pod naporem, i krzyczeć, wrzeszczeć i drgać w konwulsjach, aby wedrzeć się w świadomość wszystkich, którzy chcieliby zapomnieć. Nosić nazwisko oblepiające członki w odebraniu nieistotnego imienia; słyszeć kpiny, tych, którzy udają, że już się nie boją i słyszeć bolesną ciszę, gdy o strachu im przypomnieć. W przyjęciu odrzucenia przez matkę przełykać gorzką dumę i dławiące rozczarowanie; słyszeć, że świat szpecony jest tymi samymi poojcowskimi rysami; i niczym ojciec przeciągać się w obłapiającej ciało samotności. Straszyć czerwonym widmem w bladych oczach, przypominawszy o cruciatusowych iskrach błyszczących w ojcowskich oczach; niepokoić innością i nieprzystosowaniem; w masochistycznym sadyzmie eksperymentować, naciągać liny swojej wytrzymałości i hamować się, by nie przekroczyć po raz ostatni granicy; odnajdować siebie w szaleństwie ojca, utożsamiać się z jego paranoicznym szarpaniem wyimaginowanych krat. I wraz z nim tęsknić w łkającej ciszy za czasami, gdy nie trzeba było się ukrywać.

Mówią, że martwy za życia.Bladą skórą stroniącą od słońca przypominać płynące po korytarzach zamku duchy, jedynie prześwitującymi żyłami oszukiwać, że w ciele wciąż tli się cząstka życia; niczym inferius parzyć oczy słońcem i ostrym światłem; ukrywać konwulsyjne drżenie i ból każdej komórki; i udawać, rozpaczliwie tak i kłamliwe, że nadal pozostało w nich coś prócz agonii. Trwać w bez emocyjnej próżni, nie zaprzeczać głośnym plotkom, że nie potrafi odczuwać niczego prócz złości; chwytać się desperacko przytłumionych anhedonią doznań. Nie krzyczeć, nie płakać i nie uśmiechać; tak rzadko wydobywającym się z krtani smutnym śmiechem przypominać skowyt uwięzionego we wnyki wilka. Odpychać smrodem moralnego rozkładu, kolekcjonować krwawe plamy i siniaki szpecące skórę niczym rozlewające się za życia plamy opadowe. I żyć, w psychicznej martwicy.


Przywodzi na myśl syberyjski wiatr; przenika aż do kości, wydziera z ciała spokój i łka w oddali wśród drzew pieśń niezrozumiałą a rozpaczliwą. Bije od niego nieokreślony chłód obecny w niepokojąco jasnych oczach, oszczędnych gestach, dotyku szczupłych dłoni i chropowatym głosie, w którym w dziwnym kontraście pobrzmiewa miękkość wschodniego akcentu. Niczym pogrebin snuje się w cieniu za ludzkimi plecami, w ciszy obserwuje ich nawyki i poczynania, jakby ucząc się na pamięć człowieczych odruchów; nachyla się do uszu tych wybranych wedle tylko znanego sobie klucza, szepcze słowa, zimne, przenikające do głębi i rozdrapujące słabości; wysysa chęci do życia i zniechęca; jakby bojąc się pozostać w smutnej pustce samotnie.
Pachnie lasem, jesiennym deszczem i jej szarym umieraniem, chłodnym wiatrem, zepsuciem i iskrami magii spływającymi z różdżki, sosną i metalicznością kropel krwi niezauważenie ścieranych ze skóry przebitej paznokciami po próbie powstrzymania konwulsyjnego drżenia dłoni. Pachnie zgnilizną toczonego chorobą ciała, mgłą Zakazanego Lasu, do którego wymyka się dla uspokojenia myśli i przypomnienia umysłowi syberyjskiej wolności. Nieokreśloną tęsknotą za czymś ulotnym i nieosiągalnym, za czymś, co desperacko próbuje uchwycić i przy sobie utrzymać, niczym skazaniec, pragnąc przed wykonaniem wyroku ten ostatni raz zachłysnąć się powietrzem poza murami.
Nie szuka już matki i do niej nie tęskni, dawno już zgadzając się z wyplutymi przez nią słowami o potworze, z którego się wywodzi i którym jest on sam; wraca do ojca, kocha go i nienawidzi, śledzi wzrokiem jego postępujące szaleństwo i zaszczucie; i zastanawia się, czy skończy tak jak on. Podąża wyznaczoną przez nazwisko ścieżką; nie zdejmuje z palca rodowego pierścienia, który w kpinie za luźny jest na szczupłe palce; i boi się, że nastanie dzień, gdy straci wszystko i zostanie całkiem sam.
Krzyż na mej piersi
i wyryte na nim przeklęte imię.
Cześć! Nigdy nie umiałam w powitania i autoreklamę, więc przywitam się tylko z Wami cicho i radośnie oraz zaproszę Was do wspólnych wątków z Rodyą. <3 Dziękuję Kosmosowi za możliwość stworzenia Aleksandrowi kuzyna. <3
Powiązania pojawią się niebawem.
Na wizerunku Dagsen Love, cytaty to przetłumaczone na polski słowa z piosenek Polnalyubvi, której muzyka towarzyszyła mi przy pisaniu karty Rodiona.
✉ msparseltongue@gmail.com

Ты задела всё живое внутри меня

Aleksander Dołohow
nauczyciel zaklęć i uroków
ur. 21.06.1997 — były Gryfon — dawny prefekt — czysta krew — potomek śmierciożercy — uzdolniony w dziedzinie magii niewerbalnej — patronusem kruk — boginem dawniej klaun, obecnie wizja sali w św. Mungu — posiadacz nowej, olchowej różdżki o długości 10 cali, której rdzeniem jest włos z głowy wili — właściciel kapryśnego Wafelka
Przyciągał ciekawskie spojrzenia. Otaczał się wianuszkiem zauroczonych w nim dziewcząt. Przez profesorów stawiany na piedestale jako przykład do naśladowania. Zapracował na opinię prymusa, który zawsze wyciągnie pomocą dłoń. W rówieśników wzbudzał podziw i zazdrość.
Dla niego zawsze był Saszą.

W wieku dwudziestu jeden lat opuścił Szkocję. Dwa lata odbywał staż w bułgarskim Durmstrangu. Następnie niemal przez 3 lata uczył w Instytucje Magii Koldovstoretz w Rosji. Do Hogwartu powrócił niedawno, z podkulonym ognem jak syn marnotrawny, bo pomimo włóczęgi nigdzie nie czuł się tak jak tutaj.

Z wyglądu ponoć przypomina ojca. Jest wysokim, szerokim w ramionach brunetem o jasnozielonych oczach. Od lat z marnym skutkiem próbuje zapanować nad kręconymi włosami. Niezmiennie używa tych samych perfum, roztaczając wokół siebie woń bergamotki i pieprzu. Od paru miesięcy okazjonalnie popala papierosy. Od czasów szkolnych zafascynowany światem mugoli. Jako belfer sprawiedliwy i wymagający. Mówi z wyraźnym wschodnim akcentem.
KOD: NC.
Saszę trzeba trochę rozruszać. Biorę wszystko co skomplikowane i okryte tajemnicą.
kosmicznydonut@gmail.com

I am your ghost, a fallen angel; you ripped out all my parts

Oisín Mac Daibhéid


———————————————                      ———————————————


właśc. Oisín Rian Mac Daibhéid || urodzony 22 lipca 1997 w Carrigaline, w Irlandii || drugi z trójki rodzeństwa, i jedyny czarodziej w rodzinie || za czasów szkolnych puchon i prefekt domu || już drugi rok naucza w hogwarcie historii magii || zanim został nauczycielem, kilka dobrych lat przepracował za barem w Trzech Miotłach || cichy, pracowity, spokojny; ponad ludzi preferuje książki || zaprzyjaźniony z połową zamkowych kotów – zdażyło mu się odpuścić pracę domową właścicielom jego ulubieńców || za cel obrał sobie zarażenie uczniów pasją do historii – chociaż na ten moment zadowala go, że nikt na jego lekcjach nie przysypia || różdżka wykonana z grabu, 12-sto calowa, z włóknem ze smoczego serca || patronusem łasica || boginem martwe ciało jego


I hope you know we had everything
And you broke me and left these pieces
I want you to hurt like you hurt me today and
I want you to lose like I lose when I play
what could have been


W tłumie dostrzegasz znajomą sylwetkę i zapiera ci dech w piersiach. Promienie słońca wyglądają zza chmur i barwią świat na złoto; a w centrum — ON — bóg stąpający pośród śmiertelników, iskrzący się jaśniej niż tysiąc gwiazd, obdarzający wybranych swym uśmiechem.
Zrywasz się z ławki jeszcze zanim dociera do ciebie, że się poruszyłeś — bo musisz podejść bliżej, poczuć ciepło promieni na swojej skórze, wdychać powietrze, które dotknęło jego płuc. Robisz krok, jeden, drugi, i zagryzasz język, nim słowa popłyną po nim jak ślina: przepraszm, kocham cię, wybacz mi, jesteś najważniejszą osobą w moim życiu, przepraszam, kocham cię kocham cię kocham...
I nagle—
Zamierasz.
Serce dudni ci w piersi, ON odwraca się i—
Kurtyna opada, zerwana rękami szkarłtnymi od krwi. Twarz, która patrzy na ciebie w tłumie, nie należy do niego; pozbawiona jest ostrych linii, które zostawiły blizny na twoich dłoniach, kiedy opuszkami palców podążałeś za nimi; brak w niej blasku, który potrafił przyćmić cały świat, aż jedyne, co twoje oczy były zdolne widzieć, to ON, ON, ON, ON...
Nie. Ta twarz, chociaż piękna, nie jest jego. W sercu czujesz kłucie, ciężar ściska ci płuca; to nie on, to nie on, to nie on.

Mężczyzna odchodzi; patrzysz na jego oddalającą się sylwetkę, a dłonie pokrywa ci szron. Całe twoje ciało jest zimne, wyrzucone w przestrzeń, dryfujące między wtedy a teraz, bezwładnie poruszające się po niekończoncej się głębi porzucenia, zastygające z każdą sekundą niczym umierająca galaktyka; a twoje słońce — odpłynęło, odeszło, uznało, że nie warto dla ciebie świecić.
Bierzesz głęboki wdech i wciskasz dłonie do kieszeni; zamknięte za kratami żeber bije serce, czarne i wyschnięte, skurczone, spragnione krwi i gorąca. Odwracasz się — wiesz, że twoje ciało robi krok, kolejny, i kolejny, podążając znaną ścieżką z powrotem do zamku, ale masz wrażenie, że obserwujesz je z boku; ze zmarszczonym nosem i obrzydzeniem na twarzy.
Rozumiesz, dlaczego ON nie chciał więcej dzielić się swoim blaskiem. Wiesz, dlaczego cię opuścił.

(Słyszysz: Zatruwasz wszystkich wokół jak pierdolona plaga, Oisín. Trzymaj się ode mnie z daleka.

Zagryzasz usta tak mocno, aż poczujesz na języku krew; i udajesz, że to nie twoja.)


kartę sponsorują barry keoghan i sting
można nas łapać tutaj: rustinyourveins@gmail.com
ON z karty do oddania ;)

Jest taka granica nieśmiałości, wstydu, strachu, za którą zaczyna się siła



Ambrosia Louisiana Lestrange
Urodzona pierwszego dnia wiosny na terenie północnej Kornwalii jako jedyna córka Rodolphusa Lestrange i jego drugiej żony, czystokrwistej czarownicy o amerykańskich korzeniach. ❧ Ku rozczarowaniu ojca wychowanka domu imienia Helgi Hufflepuff, rozpoczynająca niebawem szósty rok nauki w Hogwarcie. ❧ Właścicielka dwóch szczurów albinosów oraz sztywnej, czternastocalowej różdżki z lilaka pospolitego zasilanej rdzeniem w postaci włosa kota wampusa. ❧ Wybitnie uzdolniona czarownica; przejawia naturalny talent do magii uzdrawiającej i bezróżdżkowej❧ Od ponad trzech lat szukająca w drużynie Quiddicha; szalenie zacięta na miotle, w związku z czym często gości w skrzydle szpitalnym. ❧ Jej bogin przybiera postać węża, natomiast patronus nie ma jeszcze stałej formy.  Niechętnie uczęszcza na spotkania Klubu Ślimaka, należy również do koła zielarskiego Najczęściej można ją spotkać zaczytaną w szkolnej bibliotece, spacerującą samotnie brzegiem Wielkiego Jeziora lub na błoniach, gdzie wycisza myśli.  W bezsenne noce zdarza jej się wymykać na Wieżę Astronomiczną, by nucić piosenki w towarzystwie gwiazd. ❧ Na co dzień jej szyję zdobi naszyjnik, z którym nigdy się nie rozstaje.  Metr pięćdziesiąt fałszywie oswojonego lęku i czterdzieści kilogramów potłuczonej, kryształowej duszy. ❧    Proszę.    Dziękuję.    Przepraszam.
━━━━━━━━━━━━━━━━━༺༻━━━━━━━━━━━━━━━━━

        Odkąd pamięta, matka powtarzała jej, że ma oczy po ojcu, jakby dopatrywała się w tym jakiejś glorii i mała Ambrosia faktycznie uważała ten fakt za chlubę... Potem czas przesiąkł przez palce, a ona w rozdarciu dziecięcych naiwności zdała sobie sprawę, że ta bezduszna czerń płonąca pod powieką to najgorsze, co ją w życiu spotkało. Zrozumiała, że żadne inne oczy nie wypalą się na jej duszy podobnym piętnem, natomiast wyszyte przez nie na sercu ściegi już zawsze będą rwać bólem.
        Odziedziczyła po Rudolfie tylko tyle — spojrzenie i nazwisko ciężkie od znaczeń — ale to było aż tyle: wystarczająco, by oznaczyć ją i odpowiednio zaszufladkować. Nieistotne, że sam Rudolf nie uważał jej nigdy za godną, by dźwigać rodzinną spuściznę. Była w końcu chorowita, koścista i cicha, zbyt cicha. Zaczęła mówić dopiero w wieku siedmiu lat, a kiedy zaczęła, stała się z kolei zbyt głośna, zbyt denerwująca, zbyt istniejąca. Należało nauczyć ją, co wolno jej mówić i kiedy, a czego mówić pod żadnym pozorem nie można. Należało skruszyć to obrzydliwie wątłe ciało; uświadomić, że nigdy nie było i nie będzie dla niej miejsca, więc za każdy wyszarpnięty życiu skrawek musi podziękować, a potem przeprosić. Przeprosić raz, drugi i trzeci, przepraszać ciągle — za siostry i za brata, bo oni nie mieli szansy żyć, a gdyby nie ona, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.
        Dzieciństwo zapisało się w jej pamięci grą kolorów oraz lśnień. Nie potrafi przywołać konkretnych obrazów, ale nie zapomni już klątw rozlewających się błyskiem po pomieszczeniu, tego z jaką łatwością przeganiały ciemność z tych zakątków pokoju, w których nigdy wcześniej nie widziała światła, ani myśli, że zło nie powinno objawiać się takim pięknem. Zapamięta za to smak; metaliczny, drapiący w gardło, zapamięta zapach, duszący odór strachu skroplonego na skórze. 
Even as a child, she had preferred night to day, had enjoyed sitting out in the yard after sunset, under the star-speckled sky listening to frogs and crickets. Darkness soothed. It softened the sharp edges of the world, toned down the too-harsh colors. With the coming of twilight, the sky seemed to recede; the universe expanded. The night was bigger than the day, and in its realm, life seemed to have more possibilities.
        Pachnie bzem, lekkim deszczem i majowym rozkwitem; wspomnieniem pierwszych promieni słońca nieśmiało całujących zmarzniętą ziemię, widmem chłodnego wiatru muskającego zaróżowione policzki — wiosennym przebudzeniem. Pachnie życiem, jednak kiedy idzie korytarzem powietrze drga, przesycone dziwną energią, która osiada na włosach oraz ubraniach. Przenika skórę, wlewając prosto do serca, gdzie mości się wygodnie, a potem zakorzenia uczuciem niepokoju. Niepokój ten nawraca cyklicznie, wzbudzony jej obecnością lub utrzymuje się, gniotąc za mostkiem, dopóki nie złapie Cię spojrzeniem; wtedy peszy się, drobne usta tkają uśmiech i jedyne, co pozostaje w pamięci to pocałowanie słońca przemycone w słodkiej woni dziewczęcych perfum.
        Na świat patrzy łagodnie, mimo że los nie obszedł się z nią z podobną delikatnością. Choć jej ręce są drżące, naznaczone tuzinem blizn, wyciąga je do każdego, kto tego potrzebuje, nawet jeśli na dnie jej źrenic czai się przy tym jakaś niepewność podszyta oczekiwaniem. Nie wiesz, na co czeka, ale nagle odnosisz wrażenie, że Twój strach przed nią był całkowicie bezpodstawny. Ambrosia nie wygląda jak ktoś zdolny do krzywdzenia, nie uosabia niczego, z czym kojarzy się jej nazwisko. Ambrosia boi się, przeprasza i bardzo łatwo jest o niej zapomnieć... Przynajmniej do następnego meczu Quiddicha.
        Ferwor sportowej rywalizacji zrywa z niej transparentność. Nadaje jej kształt, modelując zupełnie nową formę odartą z eteryczności. Na boisku przestaje być przeźroczysta, nie próbuje umykać spojrzeniom ani szeptom — zamiast tego przyciąga je, celowo prowokując, kiedy pełną napięcia ciszę przeszywa świst mknącej miotły. Podczas gry nabiera kolorów, staje się jaskrawa, trudna do przeoczenia; już nie tylko pachnie życiem, a po prostu żyje i wszystko, co do tej pory sobą reprezentowała zdaje się być misterną grą pozorów. Kolejnym oczkiem w sieci utkanej z niedopowiedzeń, budzących jeszcze więcej wątpliwości co do tego, jaka naprawdę jest, podczas gdy ona pragnie w głębi duszy, aby ktoś zobaczył w niej coś więcej niż dzieło fatalnych wzorców lub też wynik jeszcze gorszych błędów. 
strings   ━━━━━━━━༺༻━━━━━━━━   more...

Cześć! Ja i Rosie już tu byłyśmy i nie mogłyśmy się powstrzymać przed kolejną próbą. Kartę sponsorują Danuta Stenka, Dean Koontz oraz Anya Taylor-Joy. Z pisaniem kart nigdy się nie lubiłam, więc przepraszam Was za to, co popełniłam wyżej i obiecuję, że ta panna nie jest tak smutna, jak może się wydawać. Wciąż nie jestem pewna, czego chcę od Ambrosii, nie mam na nią żadnego określonego planu. Zawsze hołdowałam rozwojowi postaci poprzez interakcje z innymi postaciami, więc chyba po prostu oddam ją w Wasze ręce i zobaczę, co się stanie. ;) Niech dzieje się magia! 

PS. Do oddania dwie duszyczki, sówki z pytaniami możecie słać na: szafirowelzy@gmail.com

Wątki:
...

Jesteś nieuleczalnie chory. Na ciekawość nie ma lekarstwa.


Aby otworzyć piętnaste wydanie specjalne Czarownicy w wersji dla mugoli elektronicznej,

Dziś późno pójdę spać...

Dominique Weasley
"Dziś późno pójdę spać [...] Otwarte oczy mam, a głowa pełna i pusta. I nie wiem o czym myśleć mam..."
Urodzona 16 grudnia 2002 roku w Nantes, w zachodniej części Francji. Córka Billa i Fleur Weasley — po matce odziedziczyła domieszkę krwi wili, natomiast po ojcu gen do pakowania się w kłopoty. Stażystka mugoloznawstwa, niegdyś dumnie reprezentująca barwy Gryffindoru, mimo iż z całego serca pragnęła w końcu przełamać utarte schematy. Za patronusa ma jeża, ignorując zdecydowanie za bardzo prześmiewcze komentarze ze strony rodzeństwa, a jej boginem jest burza, jednak nikomu nie powiedziała dlaczego. Za sprawą dziadka od najmłodszych lat jest zafascynowana światem mugoli i nieskromnie określa siebie jako ekspertkę w tej dziedzinie, nierzadko również wytykając błędy nawet profesorowi prowadzącemu przedmiot.

Specjalnie wstaje wcześniej, by obejrzeć wschód słońca rozlewający się po szarym niebie i specjalnie kładzie się później, żeby posłać senne spojrzenie lśniącemu księżycowi w pełni. Tańczy w deszczu na szkolnym dziedzińcu, kiedy nikt nie patrzy, a pod nosem nuci francuskie piosenki, których nauczyła ją mama, za nic mając fakt, że fałszuje niesamowicie. Wywraca oczami na sam widok pralinek kokosowych i gardzi uwielbianym przez wszystkich torcikiem czekoladowym, ale nigdy nie odmówi marchewkowego kremu z cynamonem i owsianych ciasteczek z masłem orzechowym. Znad kubka gorącej czekolady rozdaje pewne siebie spojrzenia zielonych oczu, całkowicie nieświadoma wąsów z bitej śmietany nad górną wargą i wybucha śmiechem zawsze wtedy, kiedy absolutnie nie powinna. Zdarza się, że nie zdąży ugryźć się w język i powie dużo więcej, niż powinna, a przy tym zawsze znajdzie się w niewłaściwym miejscu o nieodpowiedniej porze, przyciągając kłopoty niczym magnes. Spóźnia się częściej niż rzadziej, bo zdecydowanie nie lubi się z zegarkiem, jednak i tak zawsze udaje się jej wyłgać od konsekwencji porcją trufli domowej roboty i jednym ze swoich najsłodszych uśmiechów. W powszechnym mniemaniu słynie z charytatywnych korepetycji w temacie mugoloznastwa, a nieoficjalnie handluje mugolskimi słodyczami i planuje podróż dookoła świata mugolskimi samolotami. Chciałaby adoptować wszystkie zwierzęta świata, ale na razie w zupełności wystarcza jej Balthazar, ukochany jeż pigmejski, oraz dwa pająki pod łóżkiem. Wsiada na miotłę, kiedy chce uciec od dręczących myśli i pędzi tak szybko, jakby ścigała złoty znicz, a gdy to nie pomaga i jednak ją doganiają, w ukryciu wypłakuje się lawendowym krzewom w jednej z cieplarni. A kiedy ociera łzy udaje, że tak naprawdę nic się nie stało i że jej serce wcale nie pękło aż tak bardzo, jak się jej wydawało.
dodatkowe – powiązania
kontakt: little.dwarfie69@gmail.com

Amerykanin w Hogwarcie

Morgan
Barett
36 lat ● nauczyciel mugoloznawstwa ● opiekun klubu pojedynków
Szerokie połacie wysuszonej promieniami słońca ziemi, wilgotne od rosy pastwiska i przecinające je kręte rzeki - ulubione widoki dorastającego Morgana. Zawsze w ruchu, z rozczochranymi przez pędzący wiatr włosami, doskonale pasował do rodzinnego rancza, pełnego krzątaniny i aktywności od rana do samego wieczora. Pamięta śmiech swego ojca, nazywającego go swoim małym kowbojem, zapach babcinego ciasta i odgłosy rżących koni, tłukących kopytami o ściany boksów.
Ilvermorny było czymś nowym i ekscytującym. Kompletnie nieznany wcześniej świat, ukryty, niczym w książkach o lwach, wiedźmach i szafach. Zanurzył się w nim bardzo szybko, w latających miotłach i różdżkach, zaklęciach i eliksirach, ulubione historię ożywające mu przed oczami. Dla małego chłopca było to jednak coś więcej, część układanki, do tej pory zatajona i ukryta, kontakt z dawno zmarłą matką. Stary Barett obawiał się tego, czego nie rozumiał, tajemniczej siły, która zabrała mu żonę, jednak nie był w stanie dłużej powstrzymywać ani natury, ani wolnego ducha syna.
Godzenie ze sobą dwóch światów, tak różnych od siebie, nie było łatwe. Technologie, idee i społeczeństwo niemagicznych postępowało w zastraszającym tempie, zwłaszcza w porównaniu z żyjącymi w stagnacji czarodziejami, lecz on zawsze dawał sobie radę. Nadal kochał stare ranczo, piękne konie, siłę ich mięśni, gdy zachęcał je do galopu. Równie mocno cenił obszerną salę klubu pojedynków, świszczące nad głową uroki i klątwy, unoszący się w powietrzu zapach siarki.
Zawsze uwielbiał nowe wyzwania. Wielka Brytania tym właśnie była. Deszczowe, Szkockie wieczory miały być nowymi realiami Teksańskiego kowboja. Eleganckie akcenty, nadmiar herbaty, liczący sobie całe millennium zamek, gdzie swego czasu kroczył sam Merlin. Ziemie Albion były dla niego jednak czymś więcej. Wspomnienie uśmiechu, perfum, delikatnego muśnięcia kobiecej dłoni. Tak, ona również tutaj była.
Dobry wieczór, to tylko Ken, Amerykański kowboj w Hogwarcie z niezwykle sekretną misją! Historia i powiązania to jeszcze work in progress. Na wizerunku Ryan Gosling, mail: svafnirlokison@gmail.com, discord: Svafnir

nicość

Winnie
O'Sullivan
35 lat ✦ nauczycielka astronomii ✦ opiekunka Ravenclaw
Jedynym stałym elementem w jej życiu zdaje się ciemne niebo, oblane białymi, jaśniejącymi gwiazdami, w które Winnie każdej nocy wpatruje się z ogromem ciekawości, równającej się niezmierzonej granicy kosmosu. Błądząc błękitnymi oczami po granatowej tafli, jest w stanie nazwać większość widocznych gołym okiem kropek, niezależnie od tego, w jakim miejscu by nie przebywała, układ gwiazd i planet wygląda przecież zawsze tak samo.
Kosmos nie drwi z niej jak świat, który wydawało jej się, że znała, dopóki nie dostała w ręce listu o pieczęci równie czerwonej, jak Mars, a treści przypominającej wszelkie teorie spiskowe o płaskiej Ziemi czy odwiedzających nas regularnie statków kosmicznych z przedziwnymi przybyszami w środku. Stanęła jednak w progu Hogwartu, mistycznej, magicznej szkoły, o której dowiedziała się z kilku zdań zapisanych najprawdziwszym czarnym atramentem na powierzchni chropowatego pergaminu.
Zachłysnęła się tym światem, równie szybko czując rozlewający się po krukońskim sercu zawód, dostrzegając jak wiele możliwości, stanęło w miejscu, pozwalając okryć się warstwą szarego kurzu, zupełnie jak te wszystkie zapomniane księgi w szkolnej bibliotece, po które nikt już nie sięga. Sama jednak chłonęła magiczną wiedzę, jak gąbka wodę, próbując z niej wykrzesać wszystko to, co czystokrwiści czarodzieje zdawali się ignorować, bo czasach, gdy informacja jest dostępna w zasięgu kilku sekund, Winnie ma trudności w wytłumaczeniu, czym są szeregi latających sieci satelit dzieciom, które wciąż przyświecają sobie pomieszczenia woskowymi świecami, a latem wymieniają się listami za pomocą sowiej poczty.
Zdążyła zauważyć, że zmiany w świecie magicznym następują wolno i sama wciąż nie potrafi zdecydować, czy właśnie to ciągnie ją do magii, czy odrzuca. Nic bowiem nie kocha, a równocześnie tak bardzo nienawidzi, jak zmian.
Dzień dobry, ta Barbie uważa, że magiczny świat stoi w miejscu i czas go unowocześnić.
Historia i powiązania jeszcze się pojawią, proszę korzystać, uwzględnię każdego chętnego.

na wizerunku Margot Robbie, mail: hemateina@gmail.com, discord: hemateina

Thank God I lost my sense of taste years ago.

Cassiopeia Snyde

31 lat - nauczycielka (o zgrozo) wróżbiarstwa - opiekunka (o jeszcze większa zgrozo) Ślizgonów - niewymowna - była wychowanka Slytherinu - boginem przepowiednie z Departamentu Tajemnic - patronusem nietoperz - chodzący najfatalniejszy omen - jodła, 11 i 1/2 cala, włos z ogona testrala - powiązania

Nie będzie głupiego wymachiwania różdżkami w tej sali.

Wszystkim uczniom otwarcie życzy co najwyżej "Zadowalającego" ze swojego przedmiotu, doskonale wiedząc, że beztalencia śpią spokojniej. Życie już i tak w swojej formie jest wystarczająco skomplikowane, by dorzucać do niego wizje przyszłości, rozpalające codzienność niczym oliwa dolana do ognia. Z klasy zniknął klimat przykurzonej herbaciarni. Na sufit rzuciła zaklęcie odwzorowujące północne niebo, a ciemność materiału poduch rozpraszają mgliste, świecące kule i niebieskawy ogień w kominku. Wszędzie leżą stosy książek posegregowanych w tylko jej znany sposób. Pachnie tam olejkiem cedrowym, ale to niewiele zmienia - miejsce raczej nie uchodzi za przyjemne.

Jeśli nic nie widzisz, to chociaż pomyśl.

Jest jak gorzka czekolada popita wytrawnym czerwonym winem. Zamiast miotać wszędzie omenami śmierci, zdaje się trzymać je na ramionach, niczym oswojone ptactwo. Lubi szkocką pogodę, zapach dymu i mugolskie kapelusze. Całą sobą idealnie pasuje do zadartego w pewności siebie podbródka, śmiertelnie spokojnego uśmiechu i zmrużonych oczu, zaznaczonych mocnym makijażem. W rozpalanym czasem cieplejszym ogniu kominka poskramia czerń, nadając jej spokojniejszy ton. Przygaszony, miękki głos otulający twarz nie zgrywa się z ostrością bladych ust, nierzadko palących w blizny, rozdrapujących stare rany i szarpiących za duszę. Jest zjawą, która zapada nieswojością w pamięć, spokojnie przepływając przez sny spotkanych w życiu osób. W rzeczywistości wyciąga ręce po brzytwę, tonąc w ciemnych obietnicach przyszłości i czekając na promień słońca.

Trzeba się wziąć za wróżbiarstwo na serio. I nie spodoba wam się to.

***

Cytat w tytule to ukochana pani Packard z disneyowskiej Atlantydy. Jestem tak stara, że zaczynam ją rozumieć. Lubimy zawiłości, napięcia, toksyczności i niespodzianki. Można zdradzać, kochać, nie znosić, mieć żal, pociągać, ciągnąć w dół albo w górę. Bierz jak chcesz. Mail: joasiaaadamczyk@gmail.com

...

Edward Stone
były ślizgon ♦ 6 VI 1981; Godric's Hollow; West Country; Anglia ♦ weteran ♦ obecny gajowy ♦ animagus pospolitus ♦ krew czysta ♦ różdżka z hebanu z włosem akromantuli; 16 cali; sztywna ♦ gburus nervus ♦ Grim

     Codziennie rano wstaje przed świtem i spaceruje po błoniach, nazywając to obchodem. Wypala przy tym papierosa za papierosem, zanim dostrzegą to wścibscy uczniowie i doniosą dyrektorowi.
     Codziennie rano jego krzesło przy stole prezydialnym w Wielkiej Sali świeci pustkami. Woli jadać w kuchni ze skrzatami, niż wśród tłumów nadętych nauczycieli i jeszcze bardziej nadętych uczniów, którzy zdecydowanie za dużo mówią i jeszcze więcej jedzą, przyprawiając go o mdłości.
     Codziennie rano, zaraz po śniadaniu, odwiedza hodowlę testrali w Zakazanym Lesie, spędzając w ich towarzystwie tyle czasu, że niekiedy zapomina pojawić się w kuchni na obiedzie
     Każdego roku straszy pierwszorocznych swoją obecnością na peronie, a jego pogoda ducha i przyjazne usposobienie nawet nie leżały koło tego, którym kiedyś dzielił się z uczniami Hagrid. Zupełnie nie rozumie po jaką cholerę co roku Longbottom każe mu ścinać dziesięć wielkich choinek do dekoracji Zamku podczas Świąt, jakby nie można było ich wyczarować i oszczędzić żywych drzew.
     Zna wszystkie speluny po magicznej i niemagicznej stronie świata. Najczęściej spotkać go można Pod Świńskim Łbem. Pije, żeby zapomnieć, trzeźwieje, żeby pamiętać. Złośliwi nazywają go dziadem borowym. Jeszcze inni określają go wszystkimi rzeczownikami kończącymi się na -holik, a pracoholik jest najłagodniejszym z nich
     Kiedy akurat nie włóczy się po lesie, nie zajmuje magicznymi stworzeniami, nie pije Ognistej przy kominku, siada na schodach swojej chatki i gra na harmonijce ustnej, którą dostał dawno temu od przyjaciela.
     Doskonale zna się na magicznych roślinach, a niektóre z nich uprawia w małym ogródku przy chatce i doniczkach na oknie. Istoty żyjące w Zakazanym Lesie nie mają przed nim tajemnic, a mimo to sprawia wrażenie przegranego człowieka, który niczego nie osiągnął w życiu. W rzeczywistości jest świetnym czarodziejem z dużym, chociaż głęboko skrywanym, potencjałem, który swoją pracę traktuje zarówno jako przyjemność, jak i zasłużoną emeryturę. Gdyby tylko nie te rozwrzeszczane dzieciaki, które ubzdurały sobie, że nocne wycieczki do Zakazanego Lasu to świetna rozrywka...


Kontakt: wiredered@gmail.com
ACHTUNG! Jestem zardzewiałym rupieciem, cierpię na brak ogarniania rzeczywistości. Dziękuję za wyrozumiałość! ♥
Billy Huxley na zdjęciu.

you better think of something quick before the midnight bell chimes




    Wcale nie trzeba zobaczyć, aby uwierzyć. Ludzie (choć nie tylko czarodzieje) wierzą w wiele rzeczy, których istnienia nie potwierdzają żadne fizyczne dowody. To istnienie próbuje się dowieść przy pomocy rozważań metafizycznych, z kolei do nich służą bardzo podejrzane narzędzia z zakresu niezbyt ścisłych nauk, niecieszących się taką wiarygodnością jak twarda statystyka matematyczna czy konkretne opisy zjawisk chemicznych. Mimo że nieczęsto brana "na poważnie" metafizyka nie zajmuje się wyłącznie bytami takimi jak: zjawy, upiory, boginy i duchy. Ale również: przekonaniami, wartościami oraz ideami, przyjmowanymi przez nas dla nadania pozoru szczęścia i codziennej beztroski; to moce metafizyczne – a nie, jakby mogło się wydawać, fizyczne – rządzą światem, choć są niewidoczne dla szkiełka, oka oraz innych materialnych wyznaczników znanych ludziom bez względu na stopień magicznych zdolności. Podejrzliwość i uważność w stosunku do tych elementów rzeczywistości są więcej niż wskazane i nawet bardziej zalecane niż w przypadku niewinnych duchów i zjaw. Zakazuje się wydawania zbyt pewnych osądów przed drobiazgowym zbadaniem światopoglądów ludzi wokół nas, a w dodatku warto do tejże sprawy wracać po kilka razy, bo metafizyka to bardzo płynna nauka. Rzeczywistość ma skłonność do poddawania się zmianom, widocznym dopiero po (krótszym lub dłuższym) czasie. Ludzie również – nawet ci, których nazywaliśmy przyjaciółmi, czy rodziną. Wiara w pozytywny charakter tego "niewidzialnego" potrafi być frustrująca, a także w niektórych przypadkach niebezpieczna. Tak jak udzielenie schronu przemokniętej do ostatniej nitki dziewczynie, która okazała się szpiegiem albo jak dolanie sobie do popołudniowej herbaty mleka, być może nie będącego już pierwszej świeżości dodatkiem do napojów. W obu sytuacjach podejmujemy ryzyko, oddając swój los w ręce przypadku lub innych ludzi – zarazem fizycznych i metafizycznych bytów.

~*~ sny nocy letniej ~*~ 
~*~listy z ziemi ~*~ 
~*~mansarda i matka ~*~ 
~*~ dziewczynka z mandragory ~*~
~*~księżyc wschodzi ~*~



EGON VALTER

    Siódmy rok w Ravenclaw. Niezarejestrowany animag – postać ściśle tajna. Pochodzi z szanowanego norweskiego rodu czarodziejów, choć urodził się i wychował w Northumberland, najwyżej położonym na północ angielskim hrabstwie. Jego ojciec nie odbywa kary w Azkabanie, a on sam nigdy nie użył jednego z trzech zakazanych zaklęć. Jedno z dwóch poprzednich zdań jest poniekąd fałszywe. Nie potrafi wyczarować patronusa. Widzi testrale, często podąża za Szarą Damą, jest uczulony na wszystkie smaki fasolek. Eufemistycznie mówiąc, nieco anemiczny i nieco choleryczny chłopak. Wcześnie zaczął siwieć. Postać bogina – ściśle tajna.
    Infiltruje różne organizacje, w tym Klub Ślimaka, Klub Pojedynków i Koło Teatralne. Całorocznie współpracuje m. in. z Żonglerem jako korespondent terenowy. Co śledzi? To ściśle tajne. Jego siostra jest malarką, której obrazy wyczuliły go na powiedzenie "ściany mają uszy". Przez rok oficjalnie przebywał na nauczaniu domowym, choć po szkole chodzą nawet plotki... o podróżach w czasie. Wychowany w przyjaźni ze skrzatami. Od powrotu przyjmuje eliksiry wzmacniające, co potrafi zajmować nawet kilka nocy z rzędu i należy do niezwykle męczących zajęć, stąd cienie pod oczami i wysoka frekwencja w Skrzydle Szpitalnym. 
    Posiada sporą kolekcję jazzowych płyt oraz niezawodną pamięć, dzięki której najlepiej odnajduje się jako teatralny sufler lub malwersant, jeśli tego wymaga sytuacja. Nie pozwala sobie na klaustrofobię oraz opowiada dziwne rzeczy o ludziach i duchach. Być może nie jest tym, za kogo się podaje. 

[Odautorsko: Dawno mnie nie było na blogach grupowych, więc proszę wybaczyć wszelką moją niezgrabność, postaram się rozkręcić. W międzyczasie zachęcam do odwiedzania zakładek, które będą się rozszerzać i oczywiście do wątków, jakich nie przeżył nikt :>. Cześć Wam! ]




The very flower you chose that day
Its only task was to decay



Perseph Onyx Rasac
About him
History
Czystej krwi jedynak, syn zastępcy Ministra Magii i czarownicy zasiadającej na ławach Wizengamotu, urodzony 1 listopada w rodzinnym dworku wzniesionym na klifie wschodniego wybrzeża Anglii. Wychowanek domu imienia Salazara Slytherina, rozpoczynający siódmy rok nauki w Hogwarcie. Właściciel trzynastocalowej, cisowej różdżki z łuską widłowęża wykazującej się odpowiednią giętkością. Bogin objawia mu się jako ministerialne biurko, natomiast patronus przybiera postać wiewiórki, tym samym mocno go zaskakując. Ku zadowoleniu ojca prefekt naczelny, lubiany przez profesorów uzdolniony młody czarodziej, który przyciąga nienagannymi manierami arystokraty, pięknym językiem i enigmatycznym uśmiechem. Twórca kilku uroków wykazujący duży talent do magii niewerbalnej, skrycie zafascynowany czarną magią. Charyzmatyczny członek Klubu Ślimaka i klubu zaklęć. Dla dobrego przykładu i potwierdzenia głoszonych przez ojca idei dotyczących zakończenia stygmatyzacji dzieci zbrodniarzy został związany narzeczeństwem z córką śmierciożercy. Nie rozstaje się z sygnetem przedstawiającym kruka oraz z mugolskim zegarkiem, który nie wiedzieć czemu wiele dla niego znaczy. W kieszeni spodni zawsze nosi niewielki, skórzany notes oraz eleganckie, wieczne pióro. Często spotkać go można w bibliotece i pustych klasach, gdzie ćwiczy własne zaklęcia. Jakby w powrocie do dziecięcych ucieczek lubi obserwować gwiazdy i słuchać kropel deszczu.
Moonstress Codes
Cześć! Po licznych perypetiach możemy ponownie zawitać z Persephem w progach Hogwartu. ♥ Perseph nie jest ani ideałem ani potworem, ale wszystko zależy od tego jak potoczą się nasze wątki. Oddajemy się w wasze łapki! <3 Kartę sponsoruje Tamino, Maverick Larue, moja wdzięczność za pomoc w kodach, których sama w życiu bym nie ogarnęła oraz ogromna cierpliwość pewnej wiewiórki. Dziękuję! ♥
>> paskowanazyrafa@gmail.com

Wątki: Ambrosia, ...

In the dead of night love bites


...

Sol Hayes
WŁ. SOLAS DAKOTA HAYES
34 lata — były wychowanek domu Helgi Hufflepuff — od zeszłego roku szkolnego nauczyciel latania i sędzia rozgrywek w Quidditcha — poprzedni rok przepracował w Departamencie Magicznych Gier i Sportów — „emerytowany” zawodnik Srok z Montrose — utyka na prawą nogę odkąd doznał urazu w efekcie paskudnego faulu, który zakończył jego karierę sportową — owoc romansu czarownicy z wampirem — patronusem koliber — właściciel 11-calowej różdżki wykonanej z gruszy, której rdzeń stanowi włos z ogona testrala
Jego uśmiechnięta twarz widnieje na okładce nieautoryzowanej biografii, zatytułowanej „As przestworzy”. Mlecznobiałe, charakterystycznie wydłużone kły połyskują w błysku fleszy. Loki w kasztanowym odcieniu oklają jasną twarz mężczyzny. Patrzy prosto w obiektyw oczami, które swoim odcieniem przypominają kolor morza na Lazurowym Wybrzeżu. W rękach trzyma ciężki, złoty puchar zdobyty podczas swoich ostatnich rozegranych mistrzostw. Choć od wykonania tamtego zdjęcia minęły przeszło dwa lata, były zawodnik Srok z Montrose wciąż wygląda tak samo. Nadal się uśmiecha, choć ma świadomość tego, że nie rozegra już żadnego meczu w międzynarodowych zawodach.
Zapytany w wywiadzie dla „Proroka Codziennego” o faul, który przekreślił jego karierę sportową, twierdzi, że nie zamierza całkowicie rezygnować z Quidditcha. Jako czarodziej średnio uzdolniony w pozostałych dziedzinach, nie wyobraża sobie całkowicie zejść ze sceny. Swoje ambicje przelewa więc na uczniów, zachęcając ich do rozwijania umiejętności latania na miotle, dzieląc się cennymi radami i czuwając nad tym, by gra toczyła się zgodnie z zasadą fair play.
Uchodzi za powszechnie lubianego przez uczniów. Wszystkich stara się traktować sprawiedliwie, nikogo przy tym nie faworyzując. Żeby dostać od niego punkty ujemne, trzeba naprawdę zajść mu za skórę i poważnie zawinić. Nieustannie pracuje nad uznaniem ze strony nauczycieli. Wie, że wśród nich wciąż znajdują się ci, którzy podchodzą do niego z rezerwą, tylko dlatego że jest półwampirem. Przez ponad trzy dekady życia nie uległ żądzy krwi, nauczył się ją bowiem kontrolować, mimo że wyostrzone zmysły czasem dają mu się we znaki. Na jego szyi niemal zawsze można dostrzec złoty naszyjnik, dzięki któremu może komfortowo poruszać się za dnia po terenie szkoły.
.
fc. Aaron Taylor-Johnson
posmak.chaosu@gmail.com powiązania

do you know i could break beneath the weight of the goodness i still carry for you?


Caireann Byrne

———————————————————————————————————————
2 XI 1998, Knockerra, Irlandia —— była Puchonka —— nauczycielka zielarstwa —— półkrwi —— bardzo elastyczna, dziesięciocalowa różdżka z głogu o rdzeniu z włosa jednorożca —— patronus gołębicą, bogin lustrem —— trzyletnia kariera uzdrowicielki w Szpitalu Świętego Munga na oddziale zatruć eliksiralnych i roślinnych —— współtwórczyni innowacyjnej metody leczenia magicznie zadanych ran szarpanych za pomocą soku z kolcokrzewu —— powiązania
———————————————————————————————————————

W czasach szkolnych lubiła zaszywać się w szklarni i grzebać w świeżej ziemi, pachnącej w sposób, który kojarzył jej się z tą dobrą, ciepłą częścią dzieciństwa, wilgotnym latem i beztroską. Rośliny słuchały jej dłoni i głosu, wyginały pociesznie pod wpływem dotyku, zadbane rosły zielono oraz wysoko. Czasem miała wrażenie, że w ten sposób odwdzięczają się za miłość. Caireann zwierzała im się ze swoich marzeń i trosk, o których wstydziła mówić się na głos. W domu nauczyła się przecież, że mało ważne jest to, co ma do powiedzenia i to przekonanie nosiła w sobie długo — na szczęście z biegiem czasu zniknęło, zastąpione przez wiarę w umiejętności zdobyte własnym uporem i inteligencją.

Do Hogwartu wróciła, bo zawsze była głupio sentymentalna, zakochana w nielicznych fragmentach przeszłości, które dawały jej chwilowe poczucie szczęścia. Cieszy ją praca z uczniami, nawet wtedy, kiedy usilnie próbują rozwalić jej zajęcia; Caireann jest cierpliwa i spokojna, nigdy nie unosi głosu, na przydzielane bardzo rzadko szlabany przynosi korzenne ciasteczka. Niektórzy widzą w niej słabość i uległość, inni – wielkie serce oraz serdeczność. I tylko czasem, kiedy przyjrzy jej się ktoś uważny, dostrzeże rysy na jej twarzy, cienkie pęknięcia starannie wykonanej maski, zobaczy dziwnie napiętą skórę i ciemne spojrzenie, potem mrugnie — a wtedy wszystko wróci do normy.

Hej, hej, witamy się z Carrie, która już tutaj była (ale jako uczennica)! <3 Zapraszamy na wątki i zabawę, w zamian oferujemy dużo ciasteczek i trudnych emocji. Kartę sponsorują: Brittany Hoffner oraz Hozier.
mail: ketsurui567@gmail.com

c'era una volta un pezzo di legno