G
O
Ollivander
Galen
Galen Aulus Ollivander, ur. 12 VIII 1998, Beaumaris
zależnie od okazji: Gal, Ollie / czarodziej półkrwi /
czeladnik różdżkarza, ½ etatu na Pokątnej, ½ w filii sklepu Ollivandera w Hogsmeade, nad którą mieszka
/ 12 i ¾ calowa różdżka, wykonana z drzewa oliwnego ze rdzeniem z włosa sylfa, dosyć giętka, doskonała do... w sumie nawet jego dziadek nie wiedział czego
/ w czasach szkolnych krukon / patronusem kawka, boginem (kiedyś) szerszenie
O
pisywał później uczucie jak mrowienie pod palcami,
ale głos — na ogół jasny, ostry, skory do wesołości i zachwytu — miał przy tym cichy, odległy, pełen niepewności. Słowa gubiły się, mieszały znaczenia w bezkresie przestrzeni między myślami a językiem. Przesuwając dłonią po gładkiej powierzchni trzonka, słysząc te same od lat pytania, wciąż nie ułożył odpowiedzi. Chciał powiedzieć, że była żywa, ale odrzucała go oczywistość znaczenia i konotacji. Drewno kurczyło się przecież i rosło, wiło w wilgoci, pękało w gorącu. Mógł stwierdzić świadoma, grając tym samym niedopowiedzeniem, wciąż napędzającym rodzinną obsesję, ale wyraz wydał mu się nazbyt podobny zmęczonemu argumentowi w starej dyskusji. Kreślił więc piórem znaki na pożółkłym pergaminie dziennika, przekreślał kolejne epitety, odrzucone, niepasujące. Przepełnione kurzem powietrze sklepu zdawało mu się wibrować magiczną esencją tysięcy rdzeni, delikatną jak powiew wiatru, ale i duszącą żarem południowego słońca. W tym świecie piętrzące się wokół dzieła pokoleń — woluminy, kodeksy, wreszcie stare jak najgłębsze fundamenty budynku zwoje — były tak źródłem jak sekretem. I w nim samym głód wiedzy, paląca potrzeba przeniknięcia przez ściśle złączone włókna, mierzył się ze skrytym pragnieniem zachowania tajemnicy. Całe życie słuchał w końcu o własnym talencie, tym miejscu na skrzyżowaniu między rozumem a intuicją, i w chwilach próżności sam chciałby spojrzeć na niego niewprawnym w rzemiośle wzrokiem. O
pisywał później ucisk ciężaru noszonego w piersi.
Głoskami próbował budować zrozumienie, te odbijały się jednak pozbawionym dźwięczności echem między ścianami pracowni. Patrząc w bliźniaczą niemal parę oczu, rysujących się na dojrzalszej twarzy, po raz pierwszy pozwalał sobie dostrzec niewypowiedzianą niechęć. W głuchej ciszy, która zapadła, gdy ustały argumenty, dosłyszał wreszcie, jak coś pękło. Z tyłu głowy znalazł kołaczącą myśl o nieprzyjemnych konsekwencjach, zadającą niewygodne pytania o jego własną odpowiedzialność. Pochłonięty przez niekończącą się przestrzeń pnących się w górę regałów, postawiony między synowską lojalność a miłość braterską nie potrafił dobrać zdań, które utrzymałyby ich w całości. Na raz jego szczerość brana była za ukrytą manipulację, a nieuważnie dobrane zwroty za znak złej woli. Być może zbyt wiele słów poświęcił na opis tego, co niemożliwe do ujęcia w języku, pozwalając im utracić sens, stać się zbyt pustymi, by potrafiły wyrazić to co najbliższe. Przeszywające poczucie zdrady, zimną zazdrość w sercu brata, pozorny ale i prawdziwy konflikt między talentem a sumiennością.Między epokami i pomimo wielu różnic dzielących inne rzemiosła i różdżkarstwo Ollivanderów, konflikt czeladnika i mistrza zdawał się nie zważać na czas ani okoliczności. Wymagania cechu przybladły w nim jednak, odgrywając zupełnie drugorzędną rolę wobec siły rodzinnych spięć i żali. Starszy z synów obecnego właściciela sklepu, Gavriel, skłócony z ojcem opuścił warsztat, zostawiając za sobą atmosferę grobowej ciszy — mistrz od czasu starcia zbywał temat milczeniem. Młodszy, faworyzowany od dłuższego czasu Galen został niedługo później wyzwolony z roli ucznia, zyskując nowe możliwości i obowiązki oraz zastępując w pewnym sensie brata.
Nowa pozycja, nawet pominąwszy okoliczności związane z jej uzyskaniem, stała się jednak źródłem pewnej skrywanej za żartami i wymianą sarkastycznych docinek frustracji. Pomimo większej samodzielności pozostawał w końcu zależny od mistrza, swojego ojca, który jak na Ollivandera przystało, nie miał zamiaru przypisywać własnego nazwiska i wiążącej się z nim renomy różdżkom, co do których nie miał absolutnej pewności, że były najlepsze z możliwych. W konsekwencji pomimo sześciu lat (nie licząc pierwszych prób jeszcze jako uczeń Hogwartu) nauki i pracy, a także zapewnień o rzeczywistym talencie, Galen nie miał jeszcze okazji sprzedać własnego wyrobu.
Jego główna różdżka, którą znalazł w zakamarkach sklepu na Pokątnej na kilka lat przed rozpoczęciem edukacji w Hogwarcie, stała się źródłem zaciętych dyskusji. Powstała na pewno na długo przed przejęciem interesu przez jego dziadka; wykonana z drewna, którego ten nie używał nawet pomimo rodzinnych konotacji, ze rdzeniem nawet nie tyle poślednim, co zwyczajnie nieznanym. Nie wydawała się przy tym dobrym materiałem na pierwszą różdżkę młodego czarodzieja. Sam Galen zapałał jednak sympatią do żółtawobrązowego trzonka a przede wszystkim własnych wyobrażeń o jej pochodzeniu. Ostatecznie zwycięski okazał się argument, że być może jest stara i niedoskonała, ale najwyraźniej chciała być odnaleziona. Drugą, rzadko używaną różdżkę wykonał już samodzielnie jako pracę wieńczącą terminowanie u mistrza do zaprezentowania przed cechem, nie przypuszczając przy tym, że sam stanie się jej właścicielem. Wykonana z grabu została sprawowana ze rdzeniem z pióra feniksa, a sam sposób jego wykorzystania jest główną innowacją w sztuce. Zamiast stanowić centralną część trzonka, zostało wplecione między włókna tworzącego go drewna. Później przekonał się, że rdzenie o naturalnie włóknistej naturze łatwiej poddają się temu procesowi, choć wciąż pozostaje on bardzo żmudny. Galen sądzi też, że podobna technika może sprzyjać stabilizacji rdzenia, z czym zdecydowanie nie zgadza się jego ojciec. Niezależnie od racji, zachował własny wyrób dla jego wartości sentymentalnej.
Talent do różdżkarstwa poza zdolnościami w doborze materiału i wykonaniu objawiał się u niego także przez ponadprzeciętną łatwość, z którą przychodziło mu skuteczne posługiwanie się cudzymi różdżkami. Początkowo rozwijał ją bardziej jak ciekawostkę i bodaj najlepszy sposób zaimponowania kolegom, później okazała się cenna w jego opierającej się do tej pory na naprawach i dostrajaniu różdżek praktyce.
propozycje
Wśród przewijających się przez sklep Ollivanderów przy ulicy Pokątnej klientów nie brakowało i osób ważnych oraz wpływowych. Od czasu śmierci jego dziadka na ogół obsługiwał ich jego ojciec. Z pracą różdżkarza wiązało się jednak nie tylko wytwórstwo i prowadzenie sklepu, ale też konieczne wyprawy celem uzyskania odpowiednich materiałów. Nie było w końcu lepszego sposobu na upewnienie się co do jakości otrzymanego drewna, niż wybranie go osobiście. Wobec nieobecności Gereona zajęcie się problemem borykającym różdżkę klienta przypadło Galenowi. Przypadki beznadziejne najlepiej natomiast nadawały się do eksperymentów.
- Przez ważny rozumiem tutaj zarówno rzeczywiście w jakiś sposób istotny w czarodziejskim świecie/w relacji do Ollivanderów, jak i uważający się za ważnego. Zmienia to oczywiście podejście Galena do sytuacji, ale nie mam jakiejś preferencji w tym zakresie.
- Nie ustalałam, czym miałby być ten problem z różdżką, bo też uważam, że być może chętny zdoła powiązać tę część z historią własnej postaci. Ze swojej strony potrzebuję tylko, żeby Galen doszedł do wniosku, że mogą pomóc jego eksperymentalne metody, a więc powinien to być raczej cięższy przypadek.
Tajemnica zawodowa
Spodziewał się, że następny raz, gdy usłyszy o upublicznieniu części notatek swojego dziadka, będzie to z ust chwalącej się wprowadzeniem świerkowych różdżek konkurencji. Praca nad nimi bardziej niż przy innych gatunkach drewna, przypominała mu starcie charakterów, choć nie spotkał chyba dwóch podobnych opinii, co do właściwego pochodzenia tych problemów. Sama natomiast dyskusja toczyła się w dosyć hermetycznym gronie zainteresowanych i choćby z tego powodu, obecność osoby spoza zdawała się niemal anomalią.
- Nawet fragment z prywatnych notatek Garricka Ollivandera (być może upubliczniony przez starszego z jego wnuków) musiał wywołać zamieszanie w różdżkarskim świecie, ale jego wypłynięcie poza wąskie grono, jak się wydawało jedynych potencjalnie zainteresowanych, byłoby dla Galena pewnie dużo ciekawsze.
- Zależnie od preferowanego wariantu, ten zarys można rozwinąć albo w stronę próby wyciągnięcia więcej informacji (notatki mogą być niekompletne; jeśli miałyby być wykorzystane do różdżkarstwa to pewnie doszłoby do tego powiazanie z ewentualną rywalizacją) albo przeciwnie zrozumienia jakiegoś innego fenomenu/rozwiązania problemu (w tym wypadku ostatecznie pewnie rozwinięciem byłaby jakaś forma współpracy).
- Sama zawartość notatek oczywiście podlega wszelkim modyfikacjom (świerk to tylko przykład) z tym jednym warunkiem, że musi jakoś dotyczyć różdżkarstwa.