Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rudy chomik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rudy chomik. Pokaż wszystkie posty

Hope, it is the only thing stronger than fear

 

Mei Hirata
ravenclaw • VII rok • grab, 11 3/4 cali, włos z ogona jednorożca, giętka 

Czyż nie jest ironią, że w życiu zawsze najbardziej pragniesz tego, czego nie posiadasz w zasięgu swojej ręki? Trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu, a zakazany owoc smakuje najbardziej. Ciągle w biegu, snując i knując, czego by tu jeszcze nie zrobić, by w końcu zdobyć to, na co zawsze ostrzyłeś swoje pazurki. By w końcu poczuć chociaż namiastkę szczęścia…
Szczęście, beztroska, wesołość. Pojęcia, które były jej znane. Mogła wyrecytować ich słownikowe znaczenie, nawet gdyby nagle została obudzona w środku nocy, lecz nigdy nie dane było jej ich doświadczyć. Brzmi dość dramatycznie, co?
Mei westchnęła cicho, spoglądając na krople deszczu spływające po oknie pociągu. Nawet one potrafiły się połączyć, tworząc razem nieopisane kształty. W pochmurny jak dziś dzień, gdy wszystko było owiane szarością, te kropelki tańczyły na szklanej powierzchni, migocząc radośnie, gdy tylko promień słońca wychylił się zza warstwy burzowych chmur. 
Potrząsnęła głową, odpychając wszystkie ckliwe myśli do małej szuflady w głębi swojej podświadomości. To był nie czas i miejsce na wrażliwości czy okazywanie słabości. Mei nauczyła się żyć z maską na twarzy, bo w końcu, jeśli nie pokażesz, że coś boli, wtedy nikt nie może Cię skrzywdzić, prawda? Taka była jej taktyka. I jak do tej pory działała.
Była sama. Nie z wyboru, ale z jakiegoś nieznanego powodu, życie tak chciało.
Dla swojej rodzicielki praktycznie nie istniała. Była jej codziennym przypomnieniem nieudanego romansu, ognistego uczucia, które jak szybko zapłonęło, tak szybko też zgasło.
Gdy w dniu jej jedenastych urodzin tajemnicza, ubrana w ciemne szaty kobieta zapukała do drzwi skromnego mieszkania w londyńskim Chinatown, istne piekło rozpętało się na ziemi. Sam Lucyfer nie powstydziłby się reakcji pani Hirata na wieść o tym, ze jej latorośl jest nikim innym, a czarownicą. Nie tylko był to dodatkowy wydatek dla ubogiej, samotnej matki, ale także kolejny powód, by nie pałać do swej córki miłością. Miała być normalna, a w definicji jej matki machanie różdżką na pewno nie kwalifikowało Mei do tej kategorii.
Ojciec? Gdzieś tam jest, a może i go nie ma? Rozwiał sie jak dym, gdy tylko pojawiła się wzmianka, że za dziewięć miesięcy owoc ich rzekomego uczucia pojawi się na tym świecie. Jedyne, co dziewczynie po nim zostało to stara poszarpana fotografia, a raczej kopia. Matka nie chciała, by jej córka wiedziała nawet jak on wyglądał. Kiedyś szperając w jej rzeczach, Mei znalazła miłosny list i dołączone do niego zdjęcie. Zanim matka się zorientowała, panna Hirata zrobiła kopie dla siebie. Nie potrafiła tego wytłumaczyć, ale z jakiegoś powodu czuła do ojca przywiązanie, a przecież znała go tylko ze zdjęcia.
Przyjaciół nie posiadała. Mei starała się nawiązać relacje z rówieśnikami, ale każdy odwracał się od niej ogonem, rzucając pogardliwe spojrzenia. Może ktoś rzucił na nią klątwę, może emanowała od niej zła aura, którą każdy wyczuwał na kilometr. A może każdy był zadufany i przeszkadzał im fakt, ze w jej żyłach nie płynęła czysta krew, a w sakiewce miała tylko kilka brązowych knutów? Dla mugolskich dzieci również była dziwakiem i czasem czuła, że po prostu pasuje wszędzie jak kwiatek do kożucha.
Mei mogłaby gdybać tygodniami i szukać wyjaśnienia na wszystkie te nurtujące ją pytania, ale po co, strata czasu, niczego by to nie zmieniło. Może i chciała w końcu gdzieś przynależeć, ale każdy chce czegoś, czego nie ma lub co nie jest mu pisane.
Jedyne miejsce, gdzie potrafiła się odnaleźć, to wieża astronomiczna. W dzień cudowne miejsce, by pochłonąć kolejne tomy księgi zaklęć, a nocą odkrywać to, co nieznane, wpatrując się w gwiazdy, z podręcznikiem do astronomii w pobliżu.
Dobra pamięć była jej atutem, co przeczytała, to wkradało się do jej głowy, urządzało tam sobie wygodne posłanie i zostawało już na zawsze. Jednak nie dzieliła się swoją wiedzą, a strach przed kolejnym odrzuceniem zdominował ją na tyle, że każde pozaszkolne kluby były tylko czymś, o czym mogła pomarzyć.
Wielki czerwony parowóz wydał gwizd z lokomotywy, sygnalizując zbliżenie się do stacji końcowej. Nagłe zamieszanie w przedziałach przykuło uwagę Mei, było to jak komunikat, by w końcu przestać bujać w obłokach i ruszyć na zewnątrz jak reszta pasażerów. Delikatny uśmiech zawitał na jej bladej twarzy - był to już nawyk, ta sama reakcja, gdy co roku wracała do Hogwartu.
Ta mała namiastka nadziei, że może w jakiś magiczny sposób coś ulegnie zmianie, a życie młodej pannicy obróci się o te przysłowiowe sto osiemdziesiąt stopni.
Tym razem nie odepchnęła ckliwej myśli w czeluść zapomnienia, nie chciała.
W końcu nadzieja umiera ostatnia.

Hejka! Witamy się nieśmiało z moją Mei i zapraszamy do wątkowania. Trochę mnie nie było na grupowcach – co najmniej dziesięć lat – także proszę, bądźcie łaskawi, musimy się odnaleźć w tej nowej, blogspotowej rzeczywistości. Nie za bardzo lubimy się z przecinkami i często coś nam ucieknie, ale mamy ogrom chęci do pisania oraz głowę pełną pomysłów :)