
ALFRED LAROSE
gryffindor, vii
Magia go nie oczarowała, bardziej rozczarowała. Nie zmieniła zbyt wiele w jego życiu, oprócz tego, że gdy siedzi na klopie i zapomni gazety może ją przywołać zaklęciem. Jedynym przedmiotem, który go zaciekawił była transmutacja. Od dwóch lat próbuje zamienić tosty z serem w fajki. Poza tym wszystko jest po staremu - stary dom, stary materac, stare ubrania i odwieczny brak kasy.
Gdy płacz matki ustał i zaległa grobowa cisza, wyszedł oknem łamiąc gałęzie i nigdy już tam nie wrócił.
wątki: 1/3
mail: puchatek1012@gmail.com
Było już całkiem ciemno, a na pewno na tyle, że bez światła latarni nie sposób było go dostrzec. Bezwiednie obgryzał paznokieć stojąc na Eastwood Road. Wgapiał się w okno obserwując dwie szare sylwetki na żółtym tle światła żarówki. W końcu podniósł torbę, poprawił plecak i energicznym krokiem podszedł do drzwi. Jego dłoń zawisła w powietrzu, kiedy zawahał się, czy nacisnąć klamkę, jednak powoli zapadający zmrok za jego plecami i dziwne, chorobliwe przywiązanie zrobiło to za niego. Dym, pot i pijacki bełkot sprzed telewizora. Tak to zapamiętał. I nic się nie zmieniło.
Przekrwione, mętne oczy matki wypełniły się łzami, kiedy ścisnęła go w objęciach. Mamo wyrwał mu się szept, bo matka coraz mniej przypominała człowieka, a coraz bardziej szkielet opięty skórą. Nakłucia na jej przedramionach ropiały, zrobione najwidoczniej starą, zużytą igłą. Dlaczego nic się nie zmienia? Z drugiego pokoju wyszedł Ralph, z okruszkami na koszulce i zgniecioną puszką piwa w łapie. Matka próbowała interweniować w szarpaninie, która była już tradycją, gdy Aflie wracał na wakacje do domu. Ona, ważąca jakieś czterdzieści kilo, wyniszczona uzależnieniem istota przeciw stu trzydziestokilogramowemu goliatowi. I tylko oklepany frazes dryfujący gdzieś w głowie - nie używaj czarów poza Hogwartem.
Alfie jak zawsze uciekł, uciekł na górę. Włożył zwinięty kawałek papieru toaletowego do nosa, powoli położył się na swoim starym materacu w pustym pokoju i długo myślał, gapiąc się w sufit pokryty grzybem. O tym kim chciał być, a kim nigdy nie będzie. O tym czym się stał i o tym, co go przeraża. O ludziach których kochał. Gdy płacz matki ustał i zaległa grobowa cisza, wyszedł oknem łamiąc gałęzie i nigdy już tam nie wrócił.
wątki: 1/3
mail: puchatek1012@gmail.com