"Magia, a zwłaszcza czarna magia, zostawia ślad."
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą
Bernadetta Willows
.
Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą
Bernadetta Willows
.
Pokaż wszystkie posty
***
Bernadetta Willows
| VI rok nauki | Gryffindor | Czysta krew |
Spazmatycznym śmiechem zanosiła się tylko wtedy, gdy któryś z niepokornych sługus dostarczy jej tabliczkę czekolady z namalowaną na opakowaniu twarzą jej siostry. Zdarzyło jej się to cztery razy – mury szkoły zadrżały, a głosy na korytarzach umilkły na chwilę, stłumione jej rechotem. W innych sytuacjach jej usta jedynie delikatnie wyginają się w leniwym uśmiechu, który jak zwykła mawiać jej babka, nadaje się do korekty przez mugolskich lekarzy. Bo za szeroki, bo za wąski, bo zbyt mało idealny jak na dziewczę jej pokroju. Mówią, że wypadła z wózka więcej niż raz i to przez to ma nie po kolei w głowie. Gdyby mogła to by obgryzła wszystkie paznokcie i przefarbowała włosy. Pomysły mało ambitne, lecz w jej zamyśle na poziomie wystarczającym, by uprzykrzyć życie nadopiekuńczym rodzicom. Przez jej głowę przeszedł kiedyś pomysł o kolczykach, lecz po lekturze nadmiernej ilości książek o wszelkiego rodzaju infekcjach i niesterylnych igłach, postanowiła zamienić go na inne, mniej niebezpieczne dla jej zdrowia. Nadwyrężanie zdrowia psychicznego nauczycieli weszło jej w krew, tak samo jak zdobywanie kolejnych siniaków i zadrapań, nie wspominając już o wypadających ze stresu włosach. Ci co znają ją domu twierdzą, że jej rodzice trzymają w kanciapie jej siostrę bliźniaczkę i co roku to ją wysyłają do szkoły. Bo przecież nie możliwe, aby TA Bernadetta handlowała mugolską gumą do żucia, nosiła wiecznie ubłocone trampki i protestowała przeciwko wykorzystywaniu magicznych zwierząt. Mało tego nigdy nie wytknęłaby starszej osobie jej braku wiedzy w jakimś temacie, nie klęłaby jak szewc i za żadne skarby tego świata nie groziłaby innym uczniom (raz jej się zdarzyło, i zasłużył – rzucił książkę na podłogę) bliskim spotkaniem z młodą mandragorą. W domu nie zdarza jej się krzyczeć, jeść za dwóch i czytać bzdurne romansidła. Przecież to grzeczne dziecko – prawda? Błąd. Małe to, pyskate i dość wredne stworzenia, jednakże lojalne dla tych, którym udało się z nią wytrzymać. Podobno da się przyzwyczaić do jej temperamentu – dla niej to czysty masochizm, ale co kto lubi. Bernie dużo czyta, więcej je i mało śpi. Woli kanarki od żab i OPCM od zielarstwa. Nie ocenia po kolorach ani wynikach morfologii. Często wybucha. Rzadziej się śmieje. W ogóle nie płacze. Pisze pamiętnik i dokarmia pupila współlokatorki (niech mu dupa rośnie). Interesuje się sztuką, ale i przyrodą. Woli spać na trawie niż na łóżku. Dużo je i śpi. Najczęściej krzyczy na trybunach podczas meczy, albo przygląda się z zaciekawieniem dojrzewającym mandragorom. I za nic w świecie nie da się wyswatać rodzicom - prędzej ucieknie do Afryki, albo zmieni płeć, bądź posprząta bałagan na łóżku. Poprawka - artystyczny nieład.
Subskrybuj:
Posty (Atom)