Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josephine Rosier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josephine Rosier. Pokaż wszystkie posty

Ale czy wiesz, kiedy bajki przestają być bajkami? W momencie, gdy ktoś zaczyna w nie wierzyć

 I want everything.

Josephine Rosier 

Jest jak kot — zawsze chadza własnymi ścieżkami i nie pozwala sobie niczego narzucać. To prawdziwa indywidualistką z wyrobionym zdaniem na niemal każdy temat. Codziennie czytuje Proroka, potrafiąc oddzielić każdą przekłamaną informacje od tej wiarygodnej. Z przyjemnością zaznajamia z wszelkimi ważnymi informacjami, zawsze sprawdzając ich źródło. Lubi być dobrze poinformowana bo jak powszechnie wiadomo informacja to władza. Nigdy nie zdarzyło jej się podążać za tłumem, zdecydowanie woląc kiedy ów tłum podąża za jej melodyjnym i cichym głosem. 
Cechuje ją spokój i cierpliwość — nerwy ma niemal ze stali a wyprowadzenie jej z równowagi graniczy z cudem, jest dumna i wyniosła, a każdy jej ruch wypełniony jest gracją i niewymuszoną elegancją. Przychodzi jej to zupełnie naturalnie, zupełnie jakby miała to zakodowane w swojej błękitnej, czystej krwi. Porusza się z lekkością, lawirując wśród innych czarodziei, zawsze idealnie wyprostowana i z głową noszoną wysoko, zawsze w idealnie wyprasowanej szacie i z idealnie ułożonymi włosami, roztacza wokół siebie aurę tajemnicy. Niewiele bowiem mówi o samej sobie, jest raczej skryta, cicha i powściągliwa, nie lubiąc niepotrzebnie strzępić języka. 
Jej chłodne oczy o barwie błękitu obserwują wszystko i wszystkich z bezpiecznego dystansu, najczęściej znad papirusu. Zwykle jest zaczytana w grubych księgach i spędza mnóstwo czasu w bibliotece. Wieczorami uwielbia obserwować konstelacje gwiazd i ciemne, bezchmurne niebo z Wieży Astronomicznej. 
Zdecydowanie można określić ją realistką i pragmatyczką, świat raczej bierze na chłodno, częściej słuchając zdrowego rozsądku niż podszeptów serca, które potrafią być zdradliwe. Nie pozwala by uczucia przysłoniły jej trzeźwy osąd sytuacji i w swoich działaniach zawsze stara się być sprawiedliwa. Ma szlachetne serce, zawsze stanie w obronie słabszych i nie pozwoli by komuś na jej oczach działa się krzywda. Pomimo że większość może ją uważać za Królową Śniegu to jest wrażliwa i empatyczna co jednak skrywa za grubym pancerzem otulającym jej ciało i chroniącym przed zranieniem. 
Nie należy do naiwnych duszyczek; przeciwnie, jest nieufna i bywa podejrzliwa w stosunku do innych. Wie bowiem, że świat potrafi być okrutny a za pięknym uśmiechem może czaić się potwór. Nie wierzy więc słodkim słówkom czy pustym zapewnieniom, a jedyną osobą którą darzy zaufaniem jest jej brat, tak inny od niej, a jednocześnie tak ukochany. Choć nie jest mistrzynią w okazywaniu uczuć a wręcz chowa je na samym dnie swojego serca to Jasper jest jedną z osób za którą nie tyle wskoczyła by w ogień, ale i wepchnęła w niego każdego kto chciałby go skrzywdzić. Za rodzinę jest gotowa oddać wszystko. 
 
 Rodzina Inni Miejsca
 
Jej przeszywające niebieskie tęczówki po raz pierwszy ujrzały świat 27 grudnia 2005 roku w Szpitalu Św. Munga w Londynie dokładnie dwanaście minut po jej bracie — Dumna i sprytna Ślizgonka, ambitna uczennica VI klasy, przewodnicząca Koła Transmutacji, która pozostaje jej ulubionym przedmiotem, członkini Klubu Eliksirów i Ślimaka — Zdolna czarownica czystej, błękitnej krwi, której ród należy do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki — Patronusem wąż, boginem zaś martwy brat — Różdżka mierząca  11¾ cala z czarnego bzu i piórem z ogona gromoptaka, elegancka  Jej rodzinna posiadłość znajduje się w Dorset i jest chroniona zaklęciami zarówno przed mugolami jak i czarodziejami — Właścicielka uroczej choć kapryśnej czarnej kotki Falki — Wysoka i poważna, o smukłej sylwetce i mrożącym ciało spojrzeniu — Przez babkę została nauczona podstaw legilimencji i oklumencji — Jest niezwykle zręczna i szybka, ma fotograficzną pamięć i wręcz wrodzone zdolności do magi niewerbalnej — Mówi płynnie po francusku Na początku stycznia ukończyła kurs teleportacji a ten sposób podróżowania okazał się zbawienny, bowiem na miotle radzi sobie wyjątkowo kiepsko i unika jej używania od pierwszej klasy, kiedy nauka latania była dla niej wręcz traumatyczna, obfitując w liczne złamania — Na szyi niemal zawsze nosi wisiorek, który jest rodzinną pamiatką, zaś jej samej przypomina o zmarłej babci.
 
Dobry wieczór. W tytule A.Sapkowski, na zdjęciu nie wiem kto (może jeśli ktoś wie, to się tym podzieli?). Dziękuję Maleficent , że mogłam powołać Josephine do życia na blogu i mam nadzieję, że będzie się dobrze bawić. Jestem chętna na wspólne przygody i otwarta na wszelkie pomysły. Co prawda na Hogwartach dawno mnie nie było, ale chętnie spróbuję swoich sił w świecie, który kocham. Na pewno poszukuję przyjaciółki i może kogoś, komu udałoby się przedrzeć przez jej lód? Dodatkowe zakładki powstaną z czasem. Sowy możecie posyłać tu; srebrnakrolowa@gmail.com
 

Je remue le ciel, le jour, la nuit
Je danse avec le vent, la pluie

Josephine Aliénor Rosier
                                   the trickster, the paradox; a ballad of fire and ice
Szmaragd i srebro, szósty rok, krew czysta jak łza. Przyszła na świat w mroźną, zimową noc 27 grudnia 2005 roku, dokładnie 12 minut po swoim starszym bracie. Wychowana w południowym, zacisznym Dorset, gdzie czas zdaje się płynąć wolniej. Przez trzy semestry wychowanka domu Ombrelune Akademii Magii Beauxbatons, do Hogwartu zawitała po raz pierwszy w semestrze letnim roku szkolnego 2018/19 — na dłuższą metę źle znosiła rozłąkę z rodziną, o czym nie mówi głośno. Od niedawna przewodnicząca Klubu Pojedynków, z naturalnym talentem do transmutacji oraz magii bezróżdżkowej. OPCM, Uroki i Zaklęcia, Eliksiry, Transmutacja i Zielarstwo. Członkini Klubu Ślimaka, choć jego zgromadzenia uznaje za stratę cennego czasu i miga się od nich jak tylko może, po stokroć woląc uczęszczać na spotkania Koła Transmutacji oraz Koła Teatralnego. Właścicielka sztywnej, elegancko zdobionej różdżki z drewna hebanowego, zasilanej rdzeniem w postaci włókna smoczego serca. Uzdolniona skrzypaczka, obdarzona przenikającym duszę głosem. Patronus przybiera formę figlarnego lisa, w boginie widzi zmasakrowane ciało Jaspera, a amortencja pachnie jej powietrzem po deszczu, przełamanym wanilią i silną, żywiczną nutą lasu iglastego. Informacje dodatkowePowiązania.

Przemierza korytarze otulona szalem cudzych wyobrażeń i wygórowanych oczekiwań, peleryną utkaną z pozorów i własnych ambicji. Materiał jednak nie drapie, a miękko układa się na ramionach, całując aksamitem. Nici krzyżują się ze sobą prostopadle, tworząc wybitnie mocną i spójną tkaninę, przylegającą do ciała niczym druga skóra. Josephine istnieje po to, by górować, lśnić i zadowalać, oddycha tym i odnajduje w wychodzeniu naprzeciw pokładanym w niej nadziejom. 
Jest piękna, tak jak chce tego jej matka. Z naturalnym powabem łączy dziewczęcą delikatność i francuski szyk, jej szaty są zawsze nienagannie wyprostowane, włosy ułożone, makijaż lekki, a dłonie zadbane. Pachnie balsamem według przepisu nieodżałowanej prababki, który uciera sama z róż dziko rosnących na terenie rodowej posesji, natomiast każdy jej ruch ocieka w wystudiowaną grację — nie ma w niej miejsca na niedociągnięcia, czy skazy.
Jest silna, tak jak chce tego jej ojciec. Choć za sprawą niskiego wzrostu wydaje się krucha, w rzeczywistości jest w stanie znieść więcej, niż sugeruje to pierwszy rzut oka. Zawsze wyprostowana, niesie głowę wysoko z prawdziwie szlachecką manierą i nigdy nie cofa się przed wyzwaniem. Nie ucieka od problemów, rozwiązuje je. Nie poddaje się strachom, zamiast tego mierzy się z nimi, eliminując jeden po drugim. Brnie przed siebie z uporem godnym Rosierów, nie waha się, a nawet jeśli się waha, nigdy nie staje w miejscu, bo bezruch niczym nie różni się według niej od kroku w tył. Znajdzie sposób, by obejść każdą przeszkodę, również tę ludzką — wszystko przeskoczy, przejdzie bokiem, przemknie pod albo porwie ze sobą niczym najdzikszy żywioł. 
Jest przebiegła, tak jak chce tego jej dziadek. Rozsądnie miarkuje słowa, długie spojrzenia spod rzęs i perliste uśmiechy. Otacza się ludźmi, pielęgnuje wartościowe znajomości, choć można debatować nad tym, czy poza bratem ma choć jednego prawdziwego przyjaciela. Jak przystało na węża kusi, manipuluje i zwodzi, wykorzystując do tego wszystkie znane sobie narzędzia — jest niemal boleśnie świadoma siebie, tego jak się ją postrzega i jak może wykorzystać to dla własnej korzyści. Zawsze wie, który nerw poruszyć, na który zmysł zadziałać, którą słabostkę wyciągnąć na wierzch, który lęk podsycić. Ludzi traktuje jak instrumenty; fascynujące, złożone przyrządy, które przy odpowiedniej dedykacji z jej strony zagrają dokładnie tak, jak sobie tego życzy, prędzej czy później.
Jest ambitna, tak jak chcą tego profesorowie. Obserwuje, analizuje i wyciąga wnioski. Chce być najlepsza we wszystkim, czego się podejmuje, przez co żyje w wiecznym niedoczasie, jej grafik zawsze pęka w szwach, a w dormitorium nie brak eliksirów wspomagających. Choć kiedyś z trudem przełykała porażki, z czasem nauczyła się, że one także mają wartość dodaną: doświadczenie, tak cenne na wyboistej drodze samorozwoju. Nie łudzi się, że kiedykolwiek osiągnie doskonałość, nie uważa się za istotę doskonałą, ale zamierza ciężko pracować — zbliżyć się do niedoścignionego ideału tak bardzo, jak tylko jest to możliwe.
Josephine jest, dla wszystkich, a jednocześnie dla nikogo. Tkwi zawieszona w teraz, nigdy w kiedyś, a już na pewno nie w zaraz. Okrywa się swoim szalem i jest, perfekcyjnie mieszcząc się w ramę arystokratki, córki, siostry, wnuczki, uczennicy. Jest i nie zastanawia się, dlaczego nie poznaje lazurowych oczu przenikliwie patrzących na nią w lustrze, ani co by było gdyby wreszcie zdjęła szal, wychodząc z ciasno dopasowanych ram.  

ODAUTORSKO: Karta miała wybrzmieć zupełnie inaczej, niestety utknęłam z nią w martwym punkcie i na szybko skleiłam to, co wyżej, a więc najprawdopodobniej zrobię tu w przeciągu najbliższych tygodni duże przemeblowanie. Póki co witam się cieplutko z Josephine, która może taka cieplutka nie jest, ale za to wygeneruje w wątkach wiele emocji (na to liczę). Postać powstała dzięki uprzejmości Maleficent, która zdecydowała się oddać ją w moje niecne łapki (mam nadzieję, że nie zawiodłam), zakładki w budowie, w tytule Indila, a reszta to już moja sprawka. Sówki możecie posyłać na nocturne.reflections@gmail.com, choć ukocham za jakiś spontaniczny, szalony wątek. Piszmy!

Mieć coś żywego w zasięgu ręki to dużo

Josephine Rosier

Wychowanka Domu Salazara Slytherina na VI roku nauki, urodzona 27/12/2005 w Londynie. Czarownica czystej krwi, pochodząca z rodu Rosierów, należących do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki, wychowana w Dorset. Druga z bliźniąt, młodsza od brata o dwanaście minut. Posiadaczka sztywnej i prostej różdżki długości 13,5 cala, z drewna grujowca japońskiego, o silnym słodkim zapachu, i rdzeniem z kła widłowęża. Jej patronusem jest wilk grzywiasty, boginem martwy brat. Animag przyjmujący formę wilka grzywiastego, członkini Klubu Eliksirów, Koła Transmutacji i Koła ONMS.


Potrafi kłamać, jakby od urodzenia karmiła się kłamstwem, syciła nim, zgrabnie tańcząc pomiędzy półprawdą, a rzeczywistością, naginając realia do swoich potrzeb. Jest dumna, zimna, opanowana wręcz nienaturalnie, o mrożącym spojrzeniu godnym Rosierów, zafascynowana północnymi krajami i hodowaniem smoków. Lubi wymknąć się nocą na Wieżę Astronomiczną, żeby podziwiać pełne gwiazd niebo i wyobrażać sobie świat urządzony po swojemu. Nie ma zbyt wielu koleżanek i ani jednej prawdziwej przyjaciółki, chociaż potrafi po ślizgońsku współpracować i dbać o wspólny wizerunek Domu. Uważa się jednak za jednostkę całkowicie odrębną, z właściwą sobie pobłażliwością traktując rówieśników i właściwą sobie wyniosłością traktując resztę świata. Nawet nie jest nieprzyjemna, raczej niedostępna, jak gdyby dryfowała po innej orbicie. Lubi zaszyć się w bibliotece i czytać, mieć czas dla siebie i żyć naprawdę, a nie tylko dlatego, że siedemnaście lat temu ktoś napisał dla niej taki scenariusz. Jest indywidualistką, królową lodu, samotniczką, Ślizgonką, dziewczyną, córką i siostrą; jest.