Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Octavia LaRoux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Octavia LaRoux. Pokaż wszystkie posty

We were just high

Octavia LaRoux Gryfonka, VII Rok 13 cali czarny orzech włos wili, sztywna bezkształtny patronus nazwisko matki kiedyś klub pojedynków klub zaklęć
Chodziła pewnie przez te korytarze, jakby od zawsze wiedziała, że nie ma żadnego innego miejsca, w którym powinna się w tym czasie znajdować. Była zdecydowana na swoją teraźniejszość bardziej niż ktokolwiek inny, bez lęku wyglądała w przyszłość, a o przeszłości milczała. Milczała z uśmiechem czającym się przewrotnie w kącikach ust. Jakby zupełnie nie było o czym mówić, ale kto wie? Bo wydawała się kimś, o kim wypadało mówić tak w ogóle. Po prostu. Od początku tak zwyczajnie rzucała piękne, jeśli nie najpiękniejsze zaklęcia, sprawiając wrażenie, że nie kosztuje ją to zupełnie nic. Nikt nigdy nie widział, żeby miała problem z warzeniem eliksirów, żeby choć raz zająknęła się przy inkantacji. Wszystko dawała na tacy, tak jak sama otrzymywała. Nie wychylała się nad wybitnych, ale nie dało się jej nie zauważyć. Nie popatrzeć na nią chwilę czy dwie i nie zastanowić się nad tym, kim jest. Kim jest ta dziewczyna, która tak lekko operuje precyzją starszych? Anonimowe nazwisko nie zdradza nic. Nie tłumaczy komfortowej pewności siebie wielkich magicznych rodów, nie przyprawia o dreszcz ekscytacji. Była tak jakby znikąd, ale całkiem na swoim miejscu, z uniesioną głową, zgrabnym krokiem i magią prawie bez żadnej skazy.

— Kim są LaRoux?
— Nie wiem. To rodzina mojej matki.
— Skąd jesteś?
— Stąd.
— A Twoja matka?
— Nigdy jej nie znałam.
— Jesteś sierotą?
— Tylko w połowie.

Chodziła. Była. I nagle upadła. Wszystko co miała, nagle uleciało, uciekło jej z rąk. Tak łatwo przychodziło latami i tak bezwzględnie pociągnęło ją w dół. Była kimś, kto szedł pewnie, a teraz ledwo stawia krok za krokiem, patrząc w ziemię. Różdżka nie leży tak dobrze w dłoni, podziw zastępiony przez strach i podejrzliwość ciążą bardziej niż cokolwiek. Pomyłka do niej nie pasuje, więc jeśli coś zrobiła, to nie przez przypadek. A jednak mogła zostać, a jednak nikt się upomniał, że dla takich nie ma tu miejsca. Kim jest, żeby nie ponosić konsekwencji swego czynu? W oczach, niegdyś roziskrzonych satysfakcją po pięknie rzuconym zaklęciu, widać wstyd, widać prawdę, której nie zna nikt prócz niej, prócz dyrektora. Żarzy się w nich teraz rezygnacja, ciągnąca niedawną precyzję na manowce. Nie ma nigdzie zrozumienia, nie ma gdzie szukać, nie ma nawet kto go chcieć. Była tą, na którą chciano patrzeć, a teraz z trudem te spojrzenia znosi, powstrzymując swoje zgorzknienie. Wargi drżą w bezradnej złości, jakby chciała krzyczeć, nie ma nich cienia uśmiechu, nie ma w niej już teraz prawie nic, co w sobie widziała. Nie słychać już pochwał i zachwytów, a jedynie ciężkie westchnięcia żałujące bezbłędnego potencjału, który bezpowrotnie utracono.
NC
@ huntressvicious@gmail.com
fc: Maya Gralean