Ich dom nie pachniał ciastem, rodzice nie czytali w nim bajek na dobranoc, a miłość nie piętrzyła się w każdym kącie od rana do wieczora. Nie było bliskości, troski, wspólnych wyjść na lody i śmiechu do bólu brzucha, ani rodzinnych spacerów, łaskotek i uroczych karteczek chowanych do walizki na słynnym londyńskim peronie za ścianą. Nie było zrozumienia, ciepłych słów, spojrzeń zasnutych łzą wzruszenia, ani ludzi, do których chciałoby się wracać. Nie było dzieciństwa, młodość wyparowała, a dorosłość wdarła się bezwzględnie w ramy życia, nie dając okazji do ponaginania zasad, pokuszenia losu i zebrania choć niewielkiej kolekcji beztroskich chichotów szczęścia. Była jedna decyzja, jedno machnięcie różdżką, jedno słowo, a po nim pustka, i historia zaczęła się od nowa – pojawił się znikąd, nie mając niczego, będąc nikim. Zostały tylko blizny bez wspomnień, człowiek bez tożsamości i czysta karta zatytułowana: kim jestem.
Jego dom też nie pachnie ciastem, miłość też nie piętrzy się po kątach, a od śmiechu częściej słychać w nim jazgot wybuchającego wyjca. Jest za to zrozumienie, bywają ciepłe słowa, pojawiły się wspomnienia i osoby, do których chce się wracać, i którym zawdzięcza się o wiele więcej, niż bajki na dobranoc. Wie kim jest, bo los zmusił go, by zbudował siebie od podstaw, nie bacząc na karty historii i zatrute źródło stworzenia. Dziś to inni zadają to pytanie: próbują go rozszyfrować, łączyć kropki na zatartej mapie życia i dopasowywać elementy układanki, której wciąż brakuje sporej ilości puzzli. A potem odbijają się od jego granic jak kauczukowe piłeczki, bo nie da się sforsować tych drzwi bez zaskarbienia sobie jego sympatii; choć nie jest to wcale trudna sztuka – szczere intencje to idealnie pasujący do nich klucz. Nie lubi niezapowiedzianych gości, a sam zawsze pojawia się w najgorszych dla uczniów momentach, ale nie nadużywa spostrzegawczej pary oczu, by uzupełniać listę przedmiotów zakazanych, bo ta i tak jest już wystarczająco długa. Po prostu nie nauczył się marnować czasu, prosić, być stronniczym i mściwym, ale jeśli komuś szczerze zależy na statuetce buraka, to z przyjemnością ją wyrzeźbi i wręczy z bukietem wrzeszczących żonkili.
Pamiętaj, że wszystko można zacząć od nowa.
Jutro jest zawsze świeże i wolne od błędów.
W rzeczywistości nazywa się Silenus Silvanus Carrow, jednakże pierwszego imienia nie używa, ponieważ nie posiada żadnych wspomnień z nim związanych, a matka adopcyjna używała wyłącznie drugiego. Bliscy mówią mu Silva lub Silvan.
Urodzony w roku 1990 nad Loch Seaforth, w miejscowości Arivruaich leżącej na Isle of Lewis and Harris w szkockich Hebrydach Zewnętrznych. Przed kilkoma laty, gdy odwiedził to miejsce, zastał tylko opuszczony, rozpadający się dom.
Kiedy miał osiem lat rzucono na niego zaklęcie zapomnienia, które wykasowało wszystkie wspomnienia z dzieciństwa, a zwłaszcza te dotyczące pochodzenia, historii rodziny i przodków. Prawdopodobnie jest owocem płomiennego romansu czarodzieja krwi czystej i mugolaczki bliskowschodniego pochodzenia, o którym świat nigdy nie powinien się dowiedzieć.
W londyńskiej placówce opiekuńczo-wychowawczej spędził sześć miesięcy. Został adoptowany przez Maureen Williamson - pracownicę Sowiej Poczty, z którą zamieszkał w Hogsmeade. Maureen zmarła w roku 2020, pozostawiając mu drobny spadek w postaci chatki i kilku magicznych przedmiotów.
Wciąż szpera w swojej przeszłości. W międzyczasie, w porozumieniu z przyjacielem, podjął dwie próby przywrócenia pamięci klątwą Cruciatusa, ale zyskał tylko szczątkowe informacje. Cztery lata temu był bliski dotarcia do ojca, ale niedoszłe spotkanie zakończyło się potyczką z grupą nieznanych mu czarodziei bułgarskiego pochodzenia. Od tamtej pory nie trafił ponownie na jego ślad.
Przez sześć lat pracował jako łamacz zaklęć, urzędujący na Bliskim i Dalekim Wschodzie oraz w Egipcie. Ostatnia wyprawa do Angkor Wat, przed dwoma laty, skończyła się rekonwalescencją na oddziale urazów pozakleciowych w szpitalu św. Munga oraz turbulencjami prawnymi, w związku z którymi zobowiązał się przed Ministrem Magii i szefem Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów, że odkupi winy, przystając na ich warunki, a mianowicie: na jakiś czas odsunie się w cień i przejmie funkcję nauczyciela Zaklęć i Uroków w Hogwarcie, a także ogarnie papierkową robotę w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów - ot, coby odświeżył sobie kilka zasad.
Stał się Strażnikiem Tajemnicy.
Ukończył szkołę w barwach Ravenclawu, choć posiada sporo cech charakterystycznych dla domu Godryka Gryffindora. Przystąpił do SUMów i OWUTEMów, zyskując bardzo dobre noty. Na szóstym roku nauki pełnił funkcję prefekta. Uczęszczał do Klubu Pojedynków, któremu przewodniczył, oraz do Koła Alchemicznego.
Sztukę animagii opanował na siódmym roku nauki w Hogwarcie, aczkolwiek zarejestrowany został dopiero dwa lata temu, gdy przyłapano go na przemianie. Przybiera formę czarnego kota, a jedyna cecha, która ku jego niezadowoleniu nie ulega modyfikacji, to kolor oczu.
Jest czarodziejem półkrwi, posługującym się 12-calową, sztywną rózdżką wykonaną z grabu i zasilaną rdzeniem z włókna smoczego serca. Wyczarował patronusa przybierającego postać kota. Boginem pozostają niewyraźne postacie rodziców.
Oprócz zaklęć, uroków i klątw, szczególnie zainteresowany alchemią, której sztukę zgłębiał w Egipcie podczas eksperymentów egipskich alchemików, a także astronomią. Składa origami zawsze, gdy intensywnie myśli, albo kiedy się nudzi. Potrafi grać na fortepianie i rysować, ale rzadko dzieli się tymi umiejętnościami ze światem.
zdaniezlozone@gmail.com