Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoe Irving. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zoe Irving. Pokaż wszystkie posty

It’s oh so quiet my end of the world

Z o e  I r v i n g
VII rok, Ravenclaw

Mówili, że matka, której nie pamięta, była chora psychicznie; w dniu jedenastych urodzin domyśliła się dlaczego mogli tak myśleć. Od tamtego czasu ojciec na zmianę wścieka się i zamartwia, a babka traktuje ją jak satanistkę, choć od czerni woli swetry we wszystkich kolorach tęczy, a jej niemal dziesięcioletni kot Enrique ma się zupełnie dobrze (stracił wprawdzie jedno oko, jednak nie podczas szatańskiego obrzędu, a wskakując w krzaki za motylem). Dorastała wśród ludzi przekonanych, że szaleństwo ma w genach, dlatego lepiej trzymać się od niej z daleka. Wzruszała tylko ramionami, wiodąc swoje do bólu normalne życie, bo nawet w dzieciństwie zadziwiała zorganizowaniem. Wszyscy zawsze schodzili jej z drogi, dlatego przez pierwsze tygodnie w Hogwarcie wpadała na zdezorientowanych, niezwracających na nią najmniejszej uwagi uczniów. Wtopiła się w otoczenie, a całkowicie zniknęła z pola widzenia, kiedy odkryła bogactwa szkolnej biblioteki. Niewiele artykułuje, ale jej zaciekawione spojrzenie i nerwowe dłonie mówią więcej. Przywykła do roli wysnuwającego swoje własne wnioski obserwatora, czasami śmieje się pod nosem, momentami coś mruczy, przez co teoria o rodzinnym szaleństwie i w szkole znalazłaby obrońców. Pokochała Quidditcha, jednak seria bolesnych upadków przekonała ją do podziwiania tych, którzy robią to lepiej. Nieuporządkowane pozostają w jej życiu tylko włosy i trochę relacje międzyludzkie, bo nie widzi potrzeby ubarwiania rzeczywistości. Bo sama ze swoim zdaniem nikomu się nie narzuca, ale skoro ktoś pyta, to czemu miałaby kłamać?