Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frea Ragnarsson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Frea Ragnarsson. Pokaż wszystkie posty

Do Islandii

16 lat
VI rok
Ravenclaw
ścigająca
eliksiry i ONMS
Islandia
półkrwi
Frea Ragnarsson

Gdzie moje fiordy? Oddajcie mi je. Szerokie, wzburzone fale, obserwowane z wysokiego klifu, strome zbocze skał skąpane we mgle, skradzione we zwrocie Wrońskiego ptasie jaja, pieśń wodospadu na języku zielonego wzgórza. Chcę was z powrotem. Oddajcie mi mój dom.

❞Zarówno dobro, jak i zło dają Norny, mnie przyniosły wielką boleść.

  Norny, oddajcie mi mamę. Wy, które przecięciem złotej nici sprowadzacie śmierć. W pierwszej kolejności odebrałyście jej głos. Piękny, czysty, jedwabisty, kiedyś usypiający mnie do snu. Taką będę ją pamiętać. Eteryczną, tajemniczą, hipnotyzującą, jaką pokochał ją ojciec. Jak dziewiczą Islandię.
  Droga Urd, pamiętasz ją? Dobroczynną i łaskawą, jak Ty. Pobłogosławiłaś ją zrozumieniem, łagodnością i subtelną urodą. Niczym nordyckie elfy. I zesłałaś jej na drogę mugolskiego marynarza, urzeczonego jej osobą. Tak ich poznałaś. Łącząc dwa światy - magii i mistycyzmu z normalnością i codziennością prostego żeglarza. Żyliśmy tak, jak on. Spokojnie, z pokorą i z szacunkiem dla wielkich sił natury. On, mama, mój brat i ja. Kilka dni w roku, kiedy ojciec schodził na ląd, zwykliśmy siadać przy ognisku, słuchając szant, tuleni do snu melodią morskich opowieści i czarownymi zwrotkami dopisanymi przez mamę. W naszym życiu nigdy nie brakowało magii. Choć tylko my i mama wiedzieliśmy dlaczego.
  Werdandi, miałaś być dobra, dlaczego nie byłaś? Dla nas, dla ojca. Dla niego najbardziej. Nie był gotowy, żeby stracić żonę. Mogłaś jeszcze chwilę poczekać. Dać mu się oswoić. My musieliśmy się pogodzić, że Skrofungulus wysysa z niej życie. On musiał przyjąć myśl, że za żonę ma czarownicę, trawioną przez magiczną chorobę, i że sam wychowa magiczne dzieci. Chociaż przecież widać, że nie wie jak. Już inaczej śpiewa szanty, odkąd wie, że kraken naprawdę żyje. Pływa trochę rozważniej u Wybrzeży Wysp Brytyjskich i boi się, że rusałka napotkana na lądzie - w Londynie mówią chyba na nie wile? - skradnie mu serce. Dlatego coraz rzadziej schodzi na brzeg. Chociaż mu tłumaczę, że syreny to podstępne i niezbyt przyjemne kreatury, a trytoński to ciężki język nawet dla czarodzieja, chciałby kiedyś jedną z nich spotkać, posłuchać głębinowych opowieści. Uczy się trytońskiego, tak na wszelki wypadek.
  Okrutna Skuld. Nie mam dla ciebie słów. Nie jestem ci wdzięczna, chyba nawet cię nie lubię. Zsyłasz na nas bezlitosną przyszłość. Rzucasz nas na nieznany ląd. Do Londynu, do obcych ludzi, posługujących się dziwnym, miękkim, zbyt przyjemnym dla ucha językiem - to podejrzane. Każesz się nam znaleźć tu na nowo. Otwierasz nam drogę w nowej szkole. Tu też jest drużyna Quidditcha, do której należę, też są koła naukowe, które mogą mnie zainteresować. Jakże ironicznie. Domowa drużyna Ravenclawu jest słaba. Bardzo słaba. Widać, że nie latali nigdy u wybrzeży Zachodnich Fiordów, nie zmagali się z silnymi wiatrami, mgłą... i nie musieli mocno trzymać się w miotle, żeby nie spaść w odmęty morza na ostre skały. Tam byłam kapitanem, tu jestem tylko ścigającą. Tu są dwa koła związane z moimi pasjami. Koło eliksirów i alchemiczne. Jako, że jedno i drugie to dla mnie dokładnie to samo, w akcie buntu nie zapisuję się do żadnego z nich. Jest jakiś Klub Ślimaka, który spaja śmietankę towarzyską Hogwartu, co nie wyjaśnia, dlaczego nosi tak idiotyczną nazwę. Szkoła jest ogromna i mnóstwo w niej ludzi. Co najmniej ćwierć razy więcej niż w Islandii. Mimo to szukam w niej tylko Gunnara, bo tylko jego tu naprawdę rozumiem i chyba nawet zaczynam go lubić na tyle, na ile można wkurzającego brata.
d
p
p