Razem z Alheną mówimy dzień dobry! Szukamy przede wszystkim (1) młodszego kuzyna, (2) kogoś, z kim weszłaby w konflikt ze względu na powiązania rodzinne i (3) sprzymierzeńca w odkrywaniu czarnej magii. Jeżeli macie jakieś inne, ciekawe pomysły, też piszcie, może uda się nam coś wspólnie wykombinować :) Lojalnie tylko ostrzegam, że ze względu na zbliżającą się obronę nie mogę sobie pozwolić na wzięcie każdego wątku, więc stawiam nie na ilość, a na jakość.Na zdjęciu cudowna Sasha Kichigina, a w tytule fragment piosenki "Come Back For Me". Kontakt albo mailowo (s.patterwood@gmail.com) albo przez GG (67586319). Tylko na GG, proszę, piszcie, że jesteście z bloga, bo nie odpisuję na wiadomości zawierające samo "hej" lub coś w tym stylu :)
There's a dark room inside of my head, developing images I'd rather forget
"Close your eyes and surrender to your darkest dreams..."
Ciszę przeszył przeraźliwy krzyk. Mała, sześcioletnia dziewczynka, ostrożnie skradała się w kierunku hałasu w ręce ściskając dawną, nadłamaną różdżkę swojej starszej siostry. Wiedziała, że dzisiaj jest TEN dzień. To tego dnia Harry Potter miał zostać ostatecznie zgładzony.
Z każdą chwilą rosnąca ekscytacja mieszała się jednak z niezrozumieniem. Dlaczego ktoś krzyczał?
Nie spodziewała się, że ujrzy swoją matkę, leżącą na posadzce kuchni w kałuży krwi i trzymającą się z bólem za lewe przedramię. Nie wiedziała co bardziej ją wtedy przeraziło. Jej własna, umierająca matka czy blada blizna po Mrocznym Znaku na jej przedramieniu.
To nie tak miało być.
Ciszę przeszył przeraźliwy krzyk. Wychudzona nastolatka stała nad kulącą się postacią, w prawej, drżącej dłoni ściskając swoją różdżkę. Ciężko dyszała z rozpierającej ją wściekłości i tylko mglista myśl o konsekwencjach powstrzymała ją od posunięcia się dalej.
Tej konkretnej Gryfonki nie cierpiała w sposób szczególny. Zawsze jednak udawało jej się przechodzić obok niej z właściwą sobie wyniosłością i obojętnością.
Twoi rodzice powinni zdechnąć, zanim otrzymali różdżki. Wariatka. Całą waszą rodzinę powinni zamknąć w Azkabanie za samo nazwisko. I co, ty pewnie też chciałaś jemu służyć? Jakbyś była w stanie do czegokolwiek się przydać...
Podniosła różdżkę jeszcze raz. Zawahała się.
To nie tak miało być.
Ciszę przeszył krzyk. Na korytarz wybiegli uczniowie, szczęśliwi, że skończyli już na ten dzień lekcje.
Uśmiechnęła się przyjaźnie do jednego z Krukonów, który oddał próbkę z perfekcyjnie - zresztą jak zawsze - wykonanym eliksirem. Jednym ruchem różdżki zamknęła za uczniami drzwi i opadała z westchnieniem na swoje krzesło.
Lubiła tę pracę. Możliwość kształtowania młodych, elastycznych umysłów. Zarażania ich głodem wiedzy i pokazywania, że to, czego się uczą jest naprawdę przydatne.
Co prawda od wielu lat trawił ją żal do losu o to, jak całe jej życie się potoczyło, jednak perfekcyjnie zakrywała to swoim uśmiechem i pasją z jaką podchodziła do eliksirów.
To nie tak miało być.
Ale jest.
