Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoire Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoire Weasley. Pokaż wszystkie posty

Nie ma już nic za ścianą powiek


"I may not be as 'intelligent' as you, but that won't stop me from winning the next Nobel Prize." -Bea

Victoire Weasley

DWUDZIESTOJEDNOLETNIA CZAROWNICA — STAŻYSTKA TRANSMUTACJI— EGIPT, FRANCJA, DUMSTRANG— ZŁAMANE SERCE POSKŁADANE PRZEZ NIEGO— MIESZKANIE W HOGSMEADE — WAKACJE W HOGWARCIE — FASCYNACJA ZWIERZĘTAMI — KRÓLOWA LODU — HRABIA — WIELE NIESPEŁNIONYCH MARZEŃ I PORZUCONYCH AMBICJI — WYKLĘTA PRZEZ RODZICÓW — JUŻ NIE TAK SAMOTNA


      Kiedy krople deszczu obmywają szybę, ona patrzy. Z rozmyślań wyrwać ją może jedynie dźwięk przekręcanego w zamku klucza. Wtedy skłonna jest do odrzucenia swojego spokojnego zakątka, i odejść od okna. Na boso zmierza do drzwi i czeka, aż otworzą się przed nią, wpuszczając do dusznego mieszkania trochę chłodnego powietrza. Nie uśmiecha się, gdy mija ją w progu, zdejmuje buty i wchodzi w głąb mieszkania. Dopiero, gdy rozpościera się na kanapie okazuje mu nieco ciepła. Oplata jego szyję dłońmi i składa krótki pocałunek na policzku. Nie trwa to jednak długo – zaraz wstaje i wraca do swojej samotni. Usadowiwszy się na obitym poduszkami parapecie zagłębia się w swój mały, piękny świat, gdzie nikt nie może zabronić jej marzyć o lepszym jutrze.
       Nie zauważa, gdy siada za nią i odgarnia jej włosy na jedno ramię. Kiedy jego usta odnajdują delikatną skrę szyi wzdryga się. Pozwala mu na śmielsze ruchy. Tylko przez chwilę. By poczuć cokolwiek. Niezrażony jej chłodem kontynuuje, ale do czasu. Ostatecznie odchodzi zostawiając ją samą. Taki mają rytuał. Niezmienny od roku. Wcześniej było inaczej. Uśmiechała się. Mówiła. Starała się trzymać rzeczywistości sporadycznie uciekając do swojej małej klitki. Żyła z nim i dla niego. Ale to przeminęło. Paradoksalnie życie dla niej toczyło się dalej, choć w środku umarła. Powinna przestać czuć, a czuła sto razy mocniej. Tylko jej twarz została taka sama, obojętna jak maska.
      Ostatnie lata zmieniły ją. Mało kto zdaje sobie sprawę ile rzeczy spadło na jej wątłe ramiona. Zaraz po zakończeniu szkoły wyjechała na rok do Francji. Gdy wróciła bez słowa wyprowadziła się od rodziców i zamieszkała na swoim. Bez ich wiedzy wróciła do Hogwartu, tym razem jednak jako stażystka. Jeszcze większym zaskoczeniem, był wybrany przez nią przedmiot - transmutacja. Nie wiedzieć kiedy stała się inna, oziębła i wyalienowana. Po promiennej Tori pozostało jedynie wątłe ciało, które dzień w dzień przemierza szkolne korytarze z nadzieją na jak najszybszy koniec. Czego? Wszystkiego.

Jestem html-owym ułomem. Rozpisuję się, ale nie oczekuję tego od innych, także nie martwcie się :) Szukamy panów, o których mowa w historii, przyjaciółki, mentora i duszyczki, coby ją od czasu do czasu wyprowadziła z równowagi, miłości, dramy, zdrady, wybuchów i śmiechów! Buzia Imogen Poots, wątki 3/4 Lupin, Winrose, Deucent

We sell moments of relief


Victoire Weasley


czysta, ⅛ wili  — 2 V 2000 — była Ślizgonka — stażystka zaklęć i uroków — akacja, 11 cali, włóko ze smoczego serca, sztywna — patronusem paw — boginem utrata najbliższych — 178 cm — Fortuna
so we have to seem relieved ourselves

Tańczysz. Stawiasz krok za krokiem, potrafiąc odtworzyć już każdy ruch we śnie, zwracasz uwagę na położenie drżących dłoni, odpowiednio uniesioną głowę, uwodzicielskie spojrzenie oraz typowy dla ciebie zadziorny uśmiech, który nie jest wymagany w tak pięknych i klasycznych figurach, wręcz niepożądany, ale ty nie możesz się powstrzymać. Koniec końców nie psuje efektu, dodaje ci uroku, komponując się z tą twoją skromną suknią, która wygląda, jakby pogryzły ją gryzonie, ale nawet jeśli, to przecież ciebie by to nie obeszło, ma być po prostu schludnie, bez większej przesady, chociaż każdy twój ruch skupia na sobie uwagę. Spojrzenia wręcz przebijają się przez innych gości, wwiercając się w ciebie, czego nie unikasz; znosisz z dumnie podniesioną głową i wyzywającym spojrzeniem, choć gdy robisz obrót, przebiega cię dreszcz pełen niepokoju. Nie chcesz mieć ich za plecami, znowu będą szeptać. Ale ciebie przecież to nie obchodzi, prawda?
Wirujesz na sali pełnej ludzi poubieranych w najpiękniejsze stroje jakie w życiu widziałaś, które zajmowały zdecydowanie więcej miejsca niż sami noszący je czarodzieje, sprawiając wrażenie, jakby zaraz mieli zapchać się w tym pomieszczeniu i pochłonąć przy tym cały tlen. Może tak by było lepiej, w końcu dźwięk nie miałby się po czym rozchodzić, zabierając im wszelkie możliwości do zażartego plotkowania. Nawet nie wiesz, o czym mówią, ale sam fakt, że ukradkiem zerkają w twoją stronę drażni cię niezmiernie, ich wysoki ton jest okropny, a uśmiechy przyprawiając się o napływ potężnej fali irytacji, przejawiającej się jedynie przez delikatne tupanie nogą,. Ukrywasz zaciśnięte dłonie w pięści, które powinny zajmować się czymś odpowiadającym ich delikatności, jak trącanie strun instrumentu, dotyk gładkich tkanin, czesanie włosów młodszej siostry. Nie wypada, aby chwytały za gałęzie drzew, niszcząc przy tym zadbane paznokcie, grzebały w ziemi, obijały twarze albo trzymały różdżkę niczym sztylet. Tak nie przystoi.
Przystajesz w ostatecznej pozie, nie oczekując niczego, ale brawa i tak dobiegają zewsząd. Nie potrafisz stwierdzić czy ludzie są zachwyceni, czy zdegustowani; na ich twarzach spoczywają kamienne maski, fałszywe uśmiechy, ręce poruszając się energicznie, może nawet wymuszenie. Składają ci gratulacje, pocierają twoje ramię, które w tym momencie masz ochotę sobie obciąć, patrząc ci prosto w oczy, jakby starali się dostrzec Fleur Delacour, w końcu nieziemsko ją przypominasz. Wyjątkowo powstrzymujesz się przed odezwaniem, grzecznie kiwając głową. Nie, to nie ona i zwykle wypomnisz to każdemu, kto zacznie porównywać cię do nieskazitelnej matki, wykazując przy tym zapał godny temperamentowi Weasley'ów, przejawiający się ognikami w jasnych oczach i szybkim dobyciem różdżki. Ale nie dziś. Mimo tylu ludzi na sali, tylu komplementów, tylu zaciekawionych spojrzeń, czujesz się, jakbyś stała sama w pomieszczeniu. Cisza. Świerzbią cię palce. Masz ochotę coś rozwalić. Coś zapełnić, może potem poskładać. Kto wie. Na pewno nie ty. 

Kłaniam się nisko z Victoire, która raczej więcej odziedziczyła po Weasley'ach aniżeli po Delacourach.
Szukamy wszystkiego, lubimy burzę mózgów, a zaczęcia zwykle są długie.
W tytule "Dancer" Julii Marcell
piaszczystyklif@gmail.com