Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawa Mary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawa Mary. Pokaż wszystkie posty

The wolf is hungry, he runs the show



The very thing you're best at, is the thing that hurts the most
Edward R. Lupin

NAUCZYCIEL OPIEKI NAD MAGICZNYMI STWORZENIAMI

Parę miesięcy temu usłyszał pewne pytanie – Czego nie lubisz najbardziej? Padło ono z ust, a jakże, jednego z uczniów, a Edward – z całą swą wrodzoną uprzejmością – oznajmił mu, że najbardziej nie lubi, gdy ktoś zadaje mu głupie pytania. Naturalnie Edward skłamał. Głupie pytania zajmują dopiero piątą lub szóstą pozycję na jego prywatnej liście najbardziej upierdliwych rzeczy na świecie. Na pierwszym miejscu, niemal niezmiennie od lat, znajduje się jeden, konkretny moment – chwila, w której poznaje nową osobę, wyciąga ku niej kulturalnie dłoń... a w zamian słyszy jedynie irytujący, chichotliwy śmiech, poprzedzający znamienne słowa – Och, nie musisz się przedstawiać... wiem kim jesteś! No więc... nie.
Wcale nie wiesz.

Proces dojrzewania nie należy do najprostszych. Edward miał to szczęście wzrastać w otoczeniu kochającej rodziny, która tak między Bogiem a prawdą, była jego rodziną jedynie z nazwy – każdy przecież wiedział, że jego prawdziwi rodzice zginęli lata temu, w wielkiej wojnie czarodziejów. A mówiąc każdy, ma na myśli dosłownie każdego czarodzieja, który nie urodził się pod głazem i wie ile zła wyrządziła maniakalna ideologia zaledwie jednego czarnoksiężnika. Tak, Edward stracił rodziców. A z biegiem lat przekonał się, że utracił również swoją anonimowość. Biedny, skrzywdzony przez los Teddy. Mała sierota. Kiedy w końcu ludzie nauczą się nie wtrącać w nie swoje sprawy? Kiedy odpuszczą sobie wysnuwanie wniosków na temat osób, których nigdy nie poznali, a o których słyszeli jedynie z plotek lub opowieści? Prawdopodobnie nigdy. Dlatego tym zabawniejsze zdają się chwile, gdy niektórzy z nich w końcu spotykają na swojej drodze Edwarda Remusa Lupina – i nagle, o zgrozo, okazuje się zupełnie inny, niż wszyscy dookoła sobie wyobrażali. Istnieje na to odpowiednie określenie - dysonans poznawczy.
Jak opisać kogoś, kto potrafi zmieniać swój wygląd na zawołanie... a i tak tego nie robi? Trudno powiedzieć. Edward odziedziczył ten niezwykły dar po swojej matce. Gdy uczęszczał do Hogwartu niemal co dwa dni chodził po korytarzach z innym krzykliwym kolorem włosów. Dziś pilnuje jedynie, aby nigdy nie przybrały swojego naturalnego odcieniu. Gdy pracował jako wykwalifikowany magizoolog z ramienia Ministerstwa Magii wykorzystywał metamorfomagię w kontakcie z najniebezpieczniejszymi magicznymi stworzeniami. Dziś nie wymazuje już więcej blizn po tych spotkaniach. Gdy jeszcze do niedawna wydawało mu się, że był całkiem szczęśliwym człowiekiem, bawił nią swoich najbliższych, a szczególnie jedną osobę. Ale pierdolić to. Tak, Edward jest zmienny. Kiedyś był inny. Dziś, z różnych osobistych powodów, o których na pewno Ci nie opowie, jest taki jaki jest – odrobinę ironiczny, odrobinę nieprzystępny, odrobinę kapryśny... Brawurowy był zawsze, akurat to się nie zmieniło. Podobnie jak jego głęboka miłość do zwierząt oraz budzące zdumienie u wielu zainteresowanie likantropią, w której przez lata się wyspecjalizował. Dzięki tato. Ktoś mądry zauważył, że jeśli potrafi tresować zdziczałe hipogryfy, to bez problemu powinien poradzić sobie z grupką nastoletnich dzieciaków na zajęciach. Po pierwsze – może i bywa kąśliwą bestią, jednak biada temu, kto spróbuje w jego obecności znieważać jakiegokolwiek ucznia. A po drugie – ten ktoś miał rację. Jednak jedno jest pewne i raczej szybko nie ulegnie zmianie - nie lubi, gdy zwraca się do niego tym infantylnym zdrobnieniem. Preferuje swoje pełne imię, a najlepiej po prostu nazwisko. Wszystkie inne plany i założenia najpewniej i tak wezmą w łeb. Najlepszym przykładem na to pozostaje on sam. Jeszcze rok temu nie uwierzyłby nikomu, kto próbowałby go przekonać, że już niedługo pójdzie w ślady własnego ojca i zostanie jednym z nauczycieli w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Uznałby to za wyjątkowo nieśmieszny żart. A jednak. Nieustannie przypomina sobie stare zamkowe zakamarki, na razie wstrzymując się przed planowaniem nowych wypraw w najodleglejsze zakątki ziemi. Po ostatniej z nich nadal walczy z bezsennością, a wyhodowanie całkiem sporego kawałka mięśni na odcinku lędźwiowym pleców wymaga większych nakładów cierpliwości niż początkowo przypuszczał. Równie dobrze może to robić tu, w Szkocji, zamiast tkwić zamknięty w czterech ścianach w niewielkim mieszkaniu w Londynie. Wszystkie księgi oraz stos własnoręcznych notatek i tak przytargał ze sobą. Mając względny spokój i miarę sensowne zajęcie w ciągu dnia nic więcej na razie nie potrzebuje.

W końcu trochę odpocznie... i poczeka, kiedy znów wszystko szlag trafi.


I start to wonder if I'm slipping under



emerson s. bones
only the gentle are ever truly strong

HUFFLEPUFF • VII ROK • ŚCIGAJĄCA • KOŁO TRANSMUTACJI I ZIELARSTWA
Podobno szwankują u niej podstawowe umiejętności komunikacji. Zdaniem samej zainteresowanej nie można im nic zarzucić, jednak trudno nie spostrzec jak niektóre jej uprzejme komentarze potrafią wywoływać u rozmówców stany porównywalne do ataku apopleksji. Czyżby powodem była wrodzona złośliwość? Bzdury. Emerson nie lubi kłamać, a o jakimkolwiek przymilaniu się to już w ogóle można zapomnieć, nawet jeśli miałoby to komuś sprawić chwilową przyjemność. Płynie z tego oczywisty wniosek – jeśli liczysz na prostotę i szczerość, prawdopodobnie powinieneś poszukać jej u panny Bones. O ile jesteś w stanie znieść potencjalnie bolesną prawdę zaserwowaną pod ostrzałem przenikliwych, jasnych oczu.
Prawdopodobnie powinna zaprzestać charakterystycznego ściągania brwi za każdym razem, gdy bywa niechcianym świadkiem ludzkiej głupoty. Chyba nic nie drażni ją bardziej niż wrodzona ignorancja. Może z wyjątkiem pajęczyn w najwyższych zakamarkach pomieszczenia, zajęć wróżbiarstwa lub zbytniego natężenia koloru różowego. Ukochana rodzina powtarza jej, że nie zawsze musi być t a k a poważna, a lekkie uniesienie kącików ust w pogodnym uśmiechu nie wywoła u niej nieodwracalnego paraliżu mięśni twarzy. Niektórzy do dziś drapią się po głowie zastanawiając, jakim cudem została przydzielona do domu słynącego z życzliwości, uczynności oraz tolerancyjności. A może to jedna z tych zagadek, na którą nie ma prostej odpowiedzi? Naturalnie, że gdzieś tam głęboko pod wierzchnią warstwą ochronną zbudowaną z odpowiedzialności i realizmu, żyje sobie empatyczniejsza, swobodniejsza Emerson – taka, która skrycie szaleje za gorącą czekoladą z mnóstwem niezdrowych pianek, uwielbia klasyczne, mugolskie powieści jak Przeminęło z wiatrem lub Dziwne losy Jane Eyre, a gdy miewa gorszy dzień potrafi stłuc parę fiolek z eliksirami albo przez przypadek wpaść w wielką kałużę błota na szkolnym dziedzińcu. Bądź co bądź jest tylko i człowiekiem, a w dodatku nastolatką, której nie zawsze udaje pogodzić się ze sobą wszystkie tkwiące w niej, śmieszne sprzeczności. Ale jedno jest pewne. Emerson cechuje wyjątkowy upór i nie można jej odmówić ambicji. Co zabawne, kilkukrotnie oferowano jej nawet posadę prefekta, jednak za każdym razem grzecznie odmawiała. Wybrała miotłę zamiast błyszczącej odznaki. Owszem, lubi się uczyć, a po szkolnej bibliotece mogłaby spacerować z zamkniętymi oczami... jednak co za dużo, to nie zdrowo. Poza tym, chyba nie ma nic bardziej ożywczego i odprężającego równocześnie jak porywiste podmuchy wiatru muskające twarz oraz tańczące we włosach.
Można by przypuszczać, że ktoś tak dobrze zorganizowany jak Emerson ma już przemyślany plan na przyszłość, natomiast im bliżej ukończenia szkoły, tym więcej możliwości pojawia się na horyzoncie. Ciepła posadka w Ministerstwie Magii? Wizengamot? A może kariera naukowa...? Tak wiele opcji, a tak mało czasu. Na razie skupia się na zgłębianiu tajemnic swojej ukochanej transmutacji, rozważając różne pomysły. Czasami, gdy ktoś potrzebuje pomocy z nauką, wówczas może udzielić paru dodatkowych lekcji... może nawet wesprze na duchu i pocieszy w najczarniejszej godzinie? Kto wie, świat jest pełen niespodzianek, a już szczególnie ten magiczny! Należy jedynie pamiętać, dla własnego dobra, aby nie nadwyrężać jej złotego serca i nie czerpać zbyt zachłannie z ograniczonych zasobów anielskiej cierpliwości. Pora uwierzyć, że nawet Puchoni mają swoje granice.


I start to wonder if I'm slipping under



emerson s. bones
only the gentle are ever truly strong

HUFFLEPUFF • VII ROK • ŚCIGAJĄCA • KOŁO TRANSMUTACJI I ZIELARSTWA
Podobno szwankują u niej podstawowe umiejętności komunikacji. Zdaniem samej zainteresowanej nie można im nic zarzucić, jednak trudno nie spostrzec jak niektóre jej uprzejme komentarze potrafią wywoływać u rozmówców stany porównywalne do ataku apopleksji. Czyżby powodem była wrodzona złośliwość? Bzdury. Emerson nie lubi kłamać, a o jakimkolwiek przymilaniu się to już w ogóle można zapomnieć, nawet jeśli miałoby to komuś sprawić chwilową przyjemność. Płynie z tego oczywisty wniosek – jeśli liczysz na prostotę i szczerość, prawdopodobnie powinieneś poszukać jej u panny Bones. O ile jesteś w stanie znieść potencjalnie bolesną prawdę zaserwowaną pod ostrzałem przenikliwych, jasnych oczu.
Prawdopodobnie powinna zaprzestać charakterystycznego ściągania brwi za każdym razem, gdy bywa niechcianym świadkiem ludzkiej głupoty. Chyba nic nie drażni ją bardziej niż wrodzona ignorancja. Może z wyjątkiem pajęczyn w najwyższych zakamarkach pomieszczenia, zajęć wróżbiarstwa lub zbytniego natężenia koloru różowego. Ukochana rodzina powtarza jej, że nie zawsze musi być t a k a poważna, a lekkie uniesienie kącików ust w pogodnym uśmiechu nie wywoła u niej nieodwracalnego paraliżu mięśni twarzy. Niektórzy do dziś drapią się po głowie zastanawiając, jakim cudem została przydzielona do domu słynącego z życzliwości, uczynności oraz tolerancyjności. A może to jedna z tych zagadek, na którą nie ma prostej odpowiedzi? Naturalnie, że gdzieś tam głęboko pod wierzchnią warstwą ochronną zbudowaną z odpowiedzialności i realizmu, żyje sobie empatyczniejsza, swobodniejsza Emerson – taka, która skrycie szaleje za gorącą czekoladą z mnóstwem niezdrowych pianek, uwielbia klasyczne, mugolskie powieści jak Przeminęło z wiatrem lub Dziwne losy Jane Eyre, a gdy miewa gorszy dzień potrafi stłuc parę fiolek z eliksirami albo przez przypadek wpaść w wielką kałużę błota na szkolnym dziedzińcu. Bądź co bądź jest tylko i człowiekiem, a w dodatku nastolatką, której nie zawsze udaje pogodzić się ze sobą wszystkie tkwiące w niej, śmieszne sprzeczności. Ale jedno jest pewne. Emerson cechuje wyjątkowy upór i nie można jej odmówić ambicji. Co zabawne, kilkukrotnie oferowano jej nawet posadę prefekta, jednak za każdym razem grzecznie odmawiała. Wybrała miotłę zamiast błyszczącej odznaki. Owszem, lubi się uczyć, a po szkolnej bibliotece mogłaby spacerować z zamkniętymi oczami... jednak co za dużo, to nie zdrowo. Poza tym, chyba nie ma nic bardziej ożywczego i odprężającego równocześnie jak porywiste podmuchy wiatru muskające twarz oraz tańczące we włosach.
Można by przypuszczać, że ktoś tak dobrze zorganizowany jak Emerson ma już przemyślany plan na przyszłość, natomiast im bliżej ukończenia szkoły, tym więcej możliwości pojawia się na horyzoncie. Ciepła posadka w Ministerstwie Magii? Wizengamot? A może kariera naukowa...? Tak wiele opcji, a tak mało czasu. Na razie skupia się na zgłębianiu tajemnic swojej ukochanej transmutacji, rozważając różne pomysły. Czasami, gdy ktoś potrzebuje pomocy z nauką, wówczas może udzielić paru dodatkowych lekcji... może nawet wesprze na duchu i pocieszy w najczarniejszej godzinie? Kto wie, świat jest pełen niespodzianek, a już szczególnie ten magiczny! Należy jedynie pamiętać, dla własnego dobra, aby nie nadwyrężać jej złotego serca i nie czerpać zbyt zachłannie z ograniczonych zasobów anielskiej cierpliwości. Pora uwierzyć, że nawet Puchoni mają swoje granice.


Did you follow your fire?

───────────────────────────────────────────────

    
Mae Macmillan

HUFFLEPUFF ▪ V ROK ▪ ŚCIGAJĄCA ▪ KLUB ELIKSIRÓW I POJEDYNKÓW
RÓŻDŻKA Z BERBERYSU, 11 I ĆWIERĆ CALA, SZPON HIPOGRYFA, GIĘTKA

───────────────────────────────────────────────

To zabawne jak niewiele potrzeba, aby wyprowadzić z równowagi drugiego człowieka. Wystarczy zwykła szczerość wymieszana z brakiem odpowiedniego wyczucia, i nagle cały świat staje na głowie. Mae dobrze zna ten problem. Najpierw mówi, później myśli. A najgorsze, że jej jedynym usprawiedliwieniem jest to, że nie robi tego złośliwie. Na szczęście nigdy nie przejawiała chorobliwej potrzeby mówienia o wszystkim i o niczym, wypowiadając się na każdy możliwy temat. Wbrew obiegowej opinii chłopczycy, towarzyszącej jej mniej więcej od chwili, w której podczas szkolnej przerwy rozkwasiła nos pewnemu Ślizgonowi, wcale nie szuka kłopotów na siłę, a już tym bardziej nie interesuje ją uczestnictwo w słownych utarczkach. Przepychanki na boisku to zupełnie inna bajka. Jasno wytycza granice i najczęściej wie, czego chce - najczęściej, ponieważ (jak na przysłowiowego Puchona z krwi i kości przystało) jeszcze nie podjęła decyzji, czym chciałaby się zajmować w przyszłości. Podróżowanie i odkrywanie nowych miejsc wydaje się kuszące, natomiast w pracy z niebezpiecznymi stworzeniami z pewnością by się nie nudziła... jednak tak naprawdę najmocniej pociągają ją rzeczy, którymi woli, dla świętego spokoju, przynajmniej w tej chwili się nie chwalić. Jej ojciec, poważany uzdrowiciel w Szpitalu Św. Munga, ponoć ze sporymi szansami na zostanie głównym Dyrektorem tejże zacnej placówki, nie byłby zachwycony słysząc o ciemnej sztuce magii, starożytnych truciznach oraz zakazanych wywarach. Choć to akurat trochę zabawne, ponieważ zamiłowanie oraz naturalny talent do eliksirów odziedziczyła właśnie po nim. Na razie Mae trzyma buzię na kłódkę, a swoją pasję do Alchemii odkrywa i realizuje tam, gdzie nikt jej nie przeszkadza - czyli w ciemnych lochach lub w nawiedzonej ubikacji dla dziewcząt na pierwszym piętrze. Gdyby nie wrodzona duma i nieustępliwość już dawno przyjęłaby zaproszenie do Klubu Ślimaka, jednakże na samą myśl o nazbyt długim przebywaniu w napuszonym towarzystwie wzajemnej adoracji (i co poniektórych potomków Śmierciożerców) cierpnie jej skóra. Tak, bywa uparta i nie lubi (nie potrafi?) przyznawać się do błędów. Jest prawdziwą Szkotką, a przecież nie od dziś wiadomo, że górale nigdy nie słynęli z nadmiernej wrażliwości. Coś jednak sprawiło, że podczas ceremonii przydziału trafiła do domu, który cechuje się uprzejmością, tolerancją oraz koleżeńskością, a ci których Mae obdarzyła prawdziwą przyjaźnią i zaufaniem, przekonali się, że wbrew pozorom Tiara wcale nie oszalała. Nie umie spokojnie stać z boku przyglądając się cudzej krzywdzie lub jawnej niesprawiedliwości. Wie, że nie jest idealna, i wcale nie stara się taką zostać. Ma pewne zasady, których nigdy się nie wyrzeknie, cokolwiek by się nie działo. Obietnice traktuje nader poważnie, a niedotrzymanie raz danego słowa przyjmuje z największą naganą. Pewnie gdyby mogła większość wolnego czasu spędzałaby w bibliotece, na boisku lub na wycieczkach do Zakazanego Lasu. Ale przynajmniej z tym ostatnim powinna uważać - generalnie ma jeszcze sporo planów i wolałaby nie zostać zjedzona przez wilkołaka.