kp

I potem zrozumiałam, że nie wszystko jest na wieczność. Że się traci. Uczucia stawiają ludzi pod ścianą. I są to różne rodzaje ścian: lęku, płaczu, żalu, tęsknoty. Pod jaką ścianą teraz stoję? 
MINNIE GREYBACK
Przez całe życie czuła jak świat wkłada ją w utarte normy społeczne, jak musiała podporządkować się zasadom, których nie rozumiała. Przez lata powtarzała sobie, że nigdy nie będzie jak jej matka, aż w końcu stała się jej nieodzowną kopią. Nie tylko wyglądała jak ona, ale też  poruszała się tak samo, mówiła tak samo, zachowywała się tak samo i sama nie wiedziała kiedy, ale zaczęła wierzyć w to, przeciwko czemu niegdyś się buntowała. Dom rodzinny odebrał jej naiwność i dziecięcą beztroskę; nie był także miejsce w którym mogłaby poczuć się dobrze, czy bezpiecznie. Czystość krwi stała się dla niej priorytetem, z niechęcią zaczęła patrzeć na mugolaków, nie raz i nie dwa, rzucając im kłody pod nogi, uparcie wierząc, że nie należy im się wstęp do magicznego świata. Choć sama dokładnie nie wiedziała kiedy zaczęła patrzeć na innych z góry; kiedy schowała się w kokonie i zamknęła na innych, na większość z nich, i z dnia na dzień stawała się coraz bardziej zimna, nieobecna, obca - wiedziała jednak, że ta zmiana, która w niej zaszła jest nieodwracalna. I choćby świat się walił i palił, ona wciąż taka pozostanie.
Potrafi schować całą gamę barwnych emocji na dnie swojego serca i udawać, że nie czuje niczego, że wszystko wokół jest jej obojętne; potrafi zachować powściągliwość i spokój, w sytuacjach, kiedy innym puszczają nerwy. Niemal obsesyjnie dąży do wyznaczonych przez siebie celów, zawsze pragnąć wygranej i zawsze być na pierwszym miejscu. Jest nienasycona i spragniona wiedzy, ciągle jej miało. Ma ciągoty o których wstyd mówić, więc chowa je głęboko w zawijasach umysłu i nie pozwala by wyszły na światło dzienne. Jest skupiona, prawie zawsze i wierzy w złotą zasadę, że cel uświęca środki, więc nieważne ile trupów zostanie za nią. Jest uparta i waleczna, zawsze idzie po swoje, tylko jakoś w kwestii uczuć i chłopaków nie potrafi, bo jakże beznadziejnym przypadkiem jest, zakochując się w swoim najlepszym przyjacielu? 
Minerva Ylva Greyback, V klasa, czysta krew. Prefekt, Klub Ślimaka, przewodnicząca Klubu Pojedynków, jedyną jej słabością są eliksiry, plotki głoszą, że nie raz i nie dwa doprowadziła do eksplozji. Heban, włókno ze smoczego serca, trzynaście cali, bardzo sztywna. Wilk patronusem, boginem martwe ciało przyjaciela. Dla wszystkich Mini, dla przyjaciół Minnie, dla rodziny Minerva. Panna Wiem-Wszystko-Lepiej-Od-Ciebie i Nie-Zadzieraj-Ze-Mną. Częsta klientka (incognito) Gospody pod Świńskim Łbem; lubi sobie urządzać wycieczki do Hogsmeade czy Zakazanego Lasu. Uwielbia pływać, w poprzednim życiu najpewniej była syreną... albo morskim potworem. 
Cześć! Przygarnę na wątki szalone bardziej i mniej, na poplątane i dziwne relacje. Poza tym szukam a) mentora, b) kogoś, kto nauczy ją w eliksiry, c) przyjaciół, znajomych, wrogów, d) przelotnego romansu, e) nieodwzajemnionego zauroczenia, f) szlamy do dręczenia. Pewnie po drodze coś jeszcze się wymyśli. Limitów na siebie nie nakładam, bo i tak bym ich nie przestrzegała. Dużo słów podlinkowałam gifami, bo kocham Elle. Mini nie gryzie zbyt mocno, więc nie bać się, pisać. Sówki należy posyłać tu: zapachbzu.yenna@gmail.com <3

But if you’re here, who’s guarding Hades?


Florence Sabatier
27 lat // Akademia Magii Beauxbatons // nauczyciel alchemii

Florence Sabatier otrzymała lepszy start, niż większość jej rówieśników z Akademii Magii w Beuxbatons. Urodziła i wychowała się w rodzinnej posiadłości w Tuluzie jako trzecie z sześciorga dzieci Anne-Marie i Louisa Sabatierów oraz ich jedyna córka. Jest potomkinią francuskiego noblisty w dziedzinie chemii Paula Sabatiera. Tradycją rodziny jest kontynuowanie spuścizny przodka, dlatego pomimo magicznego wykształcenia Sabatierowie podtrzymują swoją renomę wśród francuskiej inteligencji oraz grona akademickiego i po dziś dzień mają realny wkład w rozwój chemii i fizyki na Uniwersytecie w Tuluzie. Z tego względu Florence, tak samo jak i jej bracia, otrzymała solidne mugolskie wykształcenie, co między innymi przełożyło się na wybór eliksirów, zaklęć i alchemii, jako jej przedmiotów wiodących.
W Akademii była powszechnie lubiana, chociaż nie sprawiała najlepszego wrażenia. Zarzucano jej, że jest zbyt oschła w relacjach z innymi uczniami, przez co trudno było ją nazwać sympatyczną, niemniej szanowano ją za wiedzę, umiejętności i stoicki spokój. Tymi trzema rzeczami chętnie się dzieliła, co pozwalało jej utrzymywać dobre stosunki z innymi uczniami. Jeszcze w trakcie edukacji rozpoczęła prace nad wyjaśnieniem biologicznych czynników mutacji u płazów pod wpływem egipskich „eliksirów życia”, którymi mumifikowano zwłoki. Z tego względu po ukończeniu Akademii zdecydowała się w niej pozostać jako stażystka, gdzie pod okiem tamtejszego profesora alchemii kontynuowała badania. Po kilku latach bezowocnych eksperymentów i badań, zmęczona brakiem  oczekiwanych efektów postanowiła obrać nowy kurs i dzięki pozytywnym referencjom objęła posadę nauczyciela alchemii w Hogwarcie.
W Hogwarcie poszukuje nowego celu, któremu będzie mogła się oddać i dzięki któremu osiągnie sukces. W przeciwieństwie do swojego ojca i dziadka nie jest zainteresowana posadą nauczyciela akademickiego w rodzinnej Tuluzie, a poza tym chciałaby zyskać uznanie głównie w świecie magicznym.


_____________________________________________________________________________

Witam serdecznie! Razem z Florence jesteśmy otwarte na nowe wyzwania i ciekawe wątki, dlatego serdecznie zapraszam do składania propozycji na relacje i/lub fabułę wątków.
Twarzy użycza Jodie Comer, tytułu karty kapitan Raymond Holt. 

csendről és csillagokról

13 marca 1990 • Londyn — Szeged • ekskrukonka • ta od gwiazd • opiekun Ravenclawu i Koła Astronomicznego • trzeci rok w roli profesorki • córka uznanego aurora i warzycielki eliksirów • młodsza siostra dwóch braci • wieczne rozczarowanie • wiśnia, 11 cali, rdzeń z włókienka smoczego serca — rzadko używana • brak patronusa • bogin — ona sama składająca Przysięgę Wieczystą Gabinet w pobliżu Wieży Astronomicznej sprawia wrażenie zagraconego. Teleskopy stłoczone przy ścianie, kilka pojemników ze zwiniętymi w ciasne rulony mapami, książki zajmujące nie tylko dwa pokaźne regały, ale i spoczywające w koślawych stosikach na podłodze i na biurku — którego blat trudno dostrzec spod wiecznie porozkładanych na nim pergaminów. Przy kominku swoje miejsce znalazł niski stolik w towarzystwie dwóch foteli — nadzwyczaj wygodnych, jeśli wierzyć relacjom tych Krukonów, którzy mieli okazję zgłosić się do swojej opiekunki z problemami wymagającymi dłuższego omówienia. Nad kominkiem z kolei wisi ozdobna ramka z dyplomem mugolskiego Szegedi Tudományegyetem, gdzie studiowała astronomię równolegle do zgłębiania jej tajników pod okiem czarodziejów-astronomów. Dwa zdjęcia umieszczone tuż obok nie są przeznaczone dla oczu postronnych; silne zaklęcia czynią je niewidocznymi dla wszystkich poza Katherine i garstką innych osób. Oba opatrzone są starannymi podpisami. Pierwsze, z jednego z ostatnich spotkań z ukochanym dziadkiemKati és Gergő, 2017.02.16. Drugie, przedstawiające spokojnie śpiące niemowlę — Fédra, 2008.08.20. Na wprost wejścia, za kotarą zdobioną wyhaftowanymi konstelacjami, ukryte są drzwi do prywatnych kwater. Pewnie zaskoczeniem byłby dla wszystkich fakt, że w przeciwieństwie do gabinetu sprawiają wrażenie nieużywanego, wręcz sterylnego pomieszczenia. Ale przecież nikt tego nie widzi.
Na zdjęciu i w linku Tompos Kátya. Kontakt: po.trzynaste@gmail.com.
Nie pisałam jakąś wieczność, ale chcę znów spróbować. Biorąc pod uwagę to i dziwny tryb pracy proszę o odrobinę wyrozumiałości.

It's time to begin, isn't it?

I get a little bit bigger but then I'll admit I'm just the same as I was. 
Now don't you understand that I'm never changing who I am.
Jeremy Wayland

20.05.2005 🔷 VII ROK 🔷 ŚCIGAJĄCY W DRUŻYNIE SLYTHERINU🔷 NIEZAREJESTROWANY ANIMAG, KOJOT 🔷 PATRONUS: NIETOPERZ 🔷 BOGIN: NUDNE ŻYCIE DOROSŁEGO 🔷 RÓŻDŻKA: 11 CALI, DEREŃ, PIÓRO FENIKSA 🔷 PRANKSTER  🔷 DESKOROLKA BETSY

Mimo że pochodzi z rodziny o czystej krwi, nie rozumie pogardy w stosunku do mugoli, wręcz przeciwnie, często jest zafascynowany ich wynalazkami. Najbardziej upodobał sobie deskorolki i polaroidy, w dodatku zdarza mu się kręcić filmiki, które bez większego celu lądują w internecie. Oczywiście naiwnie wierzy, że będzie sławny, jednak rzeczywistość jest z lekka okrutna, co widać po marnych wyświetleniach.
Jego droga przez świat edukacji jest dość wyboista, głównie dlatego, że nie przykłada do niej zbyt wielkiej wagi. Jest tyle ciekawych rzeczy do robienia, że ciężko mu postawić naukę jako priorytet.
Raczej ciężko go do czegoś przekonać, jeśli raz się na coś zdecyduje, nawet kiedy koniec końców okazuje się, że zupełnie nie miał racji. Upartość i duma każą mu przeć przed siebie, aż do wyznaczonego celu.
Jednocześnie nie boi się ośmieszenia w czyichś oczach, posiada stabilną samoocenę, możliwe, że nawet dość zawyżoną. Śmiało pakuje się we wszelkie zamieszania, bójki i szczeniackie żarty, a często też sam je rozpoczyna, każda sytuacja może być okazją do zabawy, nie ma powodu, by brać życie zbyt poważnie.

Na wizerunku Finn Wolfhard, w tytule i karcie It's time od Imagine Dragons
Z powodu małej ilości czasu mogę pozwolić sobie na maksymalnie dwa wątki, w razie chęci zapraszam!

His war is always a spiritual one: the war against the corruption of the human mind



Samael Fenrys Blythe
MUGOLAK ¤ VII ROK ¤ SLYTHERIN
ANIMAG ¤ KLUB POJEDYNKÓW

READ MORE ¤ RELATIONS

But I've had one too many cigarettes burning up my lungs

Człowiek podobno składa się z czterech warstw; bywa, że z trzech, w zależności od tego, w co wierzy. Standardowo jednak istotę ludzką budują na równi rozum, dusza, serce oraz ciało i stąd lubujemy się w twierdzeniu, że jesteśmy bytem złożonym. Prawdę mówiąc nie wiem, co o tym wszystkim myśleć. Kiedyś byłem zdania, że człowiek ma niebywałą skłonność wybierać to, co dla niego najgorsze. Teraz wiem, że to nie kwestia wyboru, a nieodłączna część naszej natury, jakaś intuicja sprzężona z nią u podstaw. Widzę, że nic nie jest proste — świadomość rozwinęła swoje listki i teraz dumnie pnie je ku górze, cieniem przesłaniając dziecięcą naiwność. Coś, co kiedyś było czarne i białe, dziś jest także szare, jakby tego było mało: w kilkudziesięciu odcieniach. Od świeżej bieli, przez popiel, po głęboką czerń, a i czerń może być wronia lub krucza, lśniąca lub matowa, smolista lub węglowa. Biel natomiast może przybrać odcień mleka lub kości słoniowej, być jasna jak nieskazitelnie czysta kartka papieru i ciemna jak śnieg skąpany w mroku. Nie wystarczy powiedzieć tak lub nie, bo za wszystkim kryje się jakieś ale, stąd wywodzi się rodzina słów pośrednich takich jak być może, nie wiem, prawdopodobnie i nie do końca. Nie ma jasno wytyczonej granicy między dobrem i złem, bo każde dobro może w efekcie wyrządzić zło i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Okazuje się, że jesteśmy skomplikowani, jednak świat i rządzące nim prawa biją nas w tym na głowę.

Had the taste of one too many lips hanging off my tongue

Niańka mówiła mi czasem, że życie staje się o wiele prostsze, jeśli idąc jego ścieżkami zawczasu wybierzemy wartości, które będą nas prowadzić; lecz i to nie koniec. Wartości trzeba egzekwować, a do tego potrzeba przecież odpowiednich narzędzi. W tym miejscu należy cofnąć się do fundamentów naszej egzystencji, do serca i rozumu, do ciała i ducha: możesz zdecydować, że przez drogę życia poprowadzi Cię rozum, aczkolwiek im dalej w las, tym więcej drzew. Rozum zawsze będzie stawał na drodze podrygom serca, a serce niezmiennie będzie podważać jego argumenty. Ciało rzadko godzi się z duchem i duch nie zawsze ulega ciału. Kompletny chaos rodzi się jednak dopiero wtedy, gdy konflikt obejmie nie jedną, a obydwie pary. Nie ma nic gorszego niż dylemat serca i rozumu, w który wtrącą się ciało i duch. 
Takiego dylematu doświadczam — plątaniny pragnień wyższych i tych zupełnie niskich, z której nie potrafię wyodrębnić tego, czego chcę dla siebie, a czego chcę dla wszystkich, którzy pokładają we mnie wielkie nadzieje. Moje życie jest już poukładane; ścieżka, którą mam podążać zaplanowana i prosta, a mimo to łapię się na tym, że niczego już nie jestem pewien. 

I'm not a saint, but I could be if I try

Hej! Z Samaelem długo kryliśmy się w cieniu, ponieważ za dużo wymagałam od siebie w kwestii karty, niemniej zdecydowałam, że dam mu rozwinąć skrzydła w wątkach. Zakładki w budowie.
by emme

"Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie" - Tyrion Lannister "Pieśni Lodu i Ognia"


Alicja Longbottom
__________________________________________________________________

16 lat || klasa VI || Ravenclaw || Koło Zielarskie || Czysta krew || Mandragora ||
córka dyrektora || imię po babci || 23 sierpnia 2006, Zakątek, Little Teabby, Walia
Różdżka: 10 cali, jesion, włos jednorożca || Bogin: martwy ojciec || Patronus: gołąb
__________________________________________________________________


Zabieranie głosu wtedy, kiedy nikt tego nie oczekiwał, zapewne nigdy nie zostało zawarte w obszernym spisie zachowań pożądanych idealnego ucznia Hogwartu. Podobnie jak głośne salwy śmiechu w sytuacjach kompletnie ku temu nieodpowiednich, skrupulatne darcie szat, czy plamienie podręczników (nawet jeśli zupełnie przypadkowe) i uparte trzymanie się raz obranego stanowiska, niezależnie od tego, czy w ostatecznym rozrachunku okazywało się ono właściwe, czy też nie. Nie nadawała się na damę, ale chyba nigdy tak naprawdę nie zabiegała o możliwość posługiwania się tym tytułem. Przez te wszystkie lata, gdy pozostawała pod wpływem wychowania swoich rodziców, zdołała wielokrotnie doprowadzić ich do stanu przedzawałowego. Przynajmniej jeśli wierzyć im słowom. Z całą pewnością pomagał w tym jej wrodzony talent do znajdowania się w stanowczo nieodpowiednich miejscach o złym czasie i nieodparta potrzeba, by wciskać czubek nosa wszędzie tam, gdzie było to wielce niewskazane. Alicja nigdy nie zgadzała się z poglądem, jakoby na świecie istniały rzeczy, których kobietom rodzić po prostu nie wypadało. Stanowiła żywy dowód na to, że nawet na najstaranniej wymalowanym obrazie, mogła pojawić się delikatna skaza, kładąca cień na niemal całe, misterne wykonanie. W tym przypadku "skaza" miewała stanowczo zbyt wiele energii, której już w dzieciństwie nie potrafiła należycie spożytkować. Zbyt często zapominała o tym, że świat nie składał się jedynie z ludzi o wielkich sercach i zbyt rzadko przyjmowała do wiadomości fakt, że nie wszystkie błędy dało się naprawić cierpliwością, wiarą i optymizmem. Jej świat zbyt długo ograniczał się do odrealnionej wersji samego siebie. Zderzenie z rzeczywistością przyszło nagle, ale z perspektywy czasu, było tak nieuniknione, jak każdorazowy wschód słońca. Po śmierci matki, zdała sobie sprawę, że złe rzeczy nie znikały za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nawet jeśli jej dłoń rzeczywiście tę różdżkę dzierżyła. Alicja dostrzegała znacznie więcej niż mogłoby się początkowo wydawać. Skupiała się na rzeczach, które dla innych mogłyby stanowić jedynie nieistotny wycinek codzienności. Lecz mimo wszystko, wciąż uparcie kryła w sobie obraz osoby niezbrukanej obrzydliwością tego świata. Obraz osoby, dla której wyznawane wartości nie zmieniły się nawet w minimalnym stopniu, choć uśmiech nie był już tak szczery i promienny jak wcześniej. Osoby, która i w oczach samego diabła dopatrzyłaby się pojedynczego dowodu na istnienie dobra. Momentami sprawiająca wrażenie zbyt ciepłej, łagodnej i delikatnej, by udźwignąć coś, co bez przymusu i tak sama brała na własne barki. I z czego nie zamierzała rezygnować nawet na ułamek sekundy. W ostateczności gotowa imać się najbardziej absurdalnego rozwiązania, byle tylko robić to w imię wyższego dobra. 


_______________
No cześć!
Lubię zaczynać, ale jestem kiepska w damsko-damskie :(
Obiecuję, że będzie fajnie!

When we strive to become better than we are, everything around us becomes better too.

 Nicolette Flamel
| Nicolette Flamel | Potomkini Nicolasa Flamela | Francuskie pochodzenie | VII rok nauki | 13.05.2005 | Urodzona w piątek 13-go | Slytherin | Pół-wila | Klub Pojedynków | Alchemia | Eliksiry | Obrona przed czarną magią | Zaklęcia i uroki | Zielarstwo | Różdżka z czerwonego dębu, 11 cali, włókno ze smoczego serca | Boginem ona sama spadająca z miotły | Patronusem jednorożec |


Zaczarowana opowieściami o niesamowitym Hogwarcie, zerwała z rodzinną tradycją i zamiast Beauxbatons wybrała szkołę znajdującą się w Wielkiej Brytanii. Jeżeli ktoś miałby wysnuć teorię na jej temat jedynie na podstawie korzeni, to śmiało mógłby powiedzieć, że dziewczyna jest geniuszem. Nic bardziej mylnego – alchemia to jej kula u nogi, eliksirów nienawidzi całym sercem, a latania boi się bardziej niż dziecko ciemności. Jedynym miejscem, w którym się wyróżnia, jest Klub Pojedynków, ponieważ rzucanie zaklęć przychodzi jej z zaskakującą lekkością. Jej marzeniem jest, zostanie aurorem, choć coraz bardziej powątpiewa, że uda jej się to osiągnąć. Jest osobą twardo stąpającą po ziemi, choć nie omieszka się złamać wszelkie zasady. Wychowanie w konserwatywnej rodzinie początkowo przeszkadzało jej w normalnym funkcjonowaniu, lecz od paru lat, gdy przekracza próg szkoły zostawia je daleko za sobą. W domu węża czuje się jak ryba w wodzie i ma nadzieję, że tak jak innym pokoleniom, przynależność do niego zapewni jej wielką przyszłość. Ostatni rok w Hogwarcie jest dla niej wybitnie trudny, ponieważ ciążąca na niej presja staje się coraz większa. Pomimo sztywnych zasad chętnie uczestnicy w imprezach odbywających się w pokoju głównym, a szlabany nie są jej obce. Odważnie może nazwać się czarną owcą rodziny, choć szczerze mówiąc, wcale jej to nie przeszkadza. Podąża wydeptaną przez siebie ścieżką, choć jeszcze nie wie, dokąd ostatecznie ją zaprowadzi.


falling.tender97@gmail.com

Where there's smoke

Chiara Avery
Chiara Elspeth Avery, 31 VIII 2007 » Slytherin, uczennica V roku » młodsza siostra swojego brata, córka ojca, którego właściwie nie pamięta » czarownica czystej krwi, pół-wila, 15" drewna hebanowego, prosta, sztywna, pył kła wampira » boginem martwi członkowie rodziny, patronusem border collie » klub Ślimaka, klub Eliksirów

» »

W wielkiej rezydencji jej głos niesie się dalej niż zwykle i powraca brzmiąc jak głos kogoś obcego. Bywa, że jest jej bardzo smutno, wtedy w ten sposób rozmawia sama ze sobą, chociaż udaje, że odpowiada ktoś inny. Puste korytarze odbijają kroki, choćby próbowała iść cichutko jak myszka, wówczas trochę się boi. W domu takim jak ten zawsze coś będzie się czaić. Czasami siada pod ścianą i słucha jak mury płaczą. Kiedyś nie mogła słuchać, była zbyt mała, zbyt strachliwa. Dzisiaj chciałaby odpowiedzieć, ale prawda, nawet owinięta w najpiękniejsze słowa, zawsze będzie bolesna. A prawda brzmi tak: nikt nas już nie podziwia. Czasem obraca tych pięć słów w myślach, próbując zrozumieć, jak smakują na języku i zawsze okazują się gorzkie, kamieniście twarde, o nierównych krawędziach. Wie, że gdyby wypowiedziała to zdanie na głos, mury zawyłyby jeszcze głośniej, a ona nieraz nie może tego znieść, boli ją głowa.
Chiara dorasta i nie lubi chłopców, ich słów, które łamią serca dziewczynom, dłonie – nosy kolegom. Chłopcy są głośni, gwałtowni, porywczy. Ich pięści zostawiają sińce na skórze, krwawe szramy. Chiara boi się uczuć, zwłaszcza tych dobrych. Dobre uczucia są jak pęknięcia na sercu wzdłuż starych ran, które powstały lata temu. Boi się zawodów, a najbardziej tych, które sama mogłaby sprawić. Boi się życia, bo życie bije po twarzy, a ona ma wątłe nadgarstki, zapadnięte policzki i podkrążone oczy.
Chiara nie lubi koleżanek, ich głośnych chichotów i doświadczeń, których sama nie zdobyła. Boi się szczerości, paplania o wszystkich i wypytywania o wszystko. Tej bezpośredniości, bezogródkowości, lekkiego kroku, jakby unosiły się nad ziemią. Ona też by tak chciała. A jednocześnie bardzo boi się latać. Takie odrywanie stóp od podłoża może doprowadzić do upadku. Upadki to połamane szczęki, ręce, pogruchotane kręgosłupy i resztki moralności. Po to mam nogi, żeby na nich chodzić, twierdzi uparcie i nikt nie pomyśli, że to przez strach. A Chiara się boi. Że zdmuchnie ją wiatr. Że pójdzie za daleko i zginie. Że doczeka dnia, w którym nie będzie już nic, a ona sama przeistoczy się w zaledwie pyłek pod kamiennymi ruinami. Porusza się z gracją, na pierwszym miejscu stawia rodzinę i nie ma zbyt wielu znajomych, jedynie resztkę potomków wyklętych wita uprzejmym skinieniem głowy.
Bije od niej nieufność i duma, chociaż ona sama nigdy nie stosuje przemocy.

"Ależ oczywiście to dzieje się w twojej głowie, (...), tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?"


 

I a n t h e   F a w l e y

Ravenclaw
VII rok 

Heban 10 i 3/4 cala, włókno ze smoczego serca, dość sztywna

Jakiś wrodzony brak taktu, pragnienie odczucia czegoś naprawdę, znalezienia swojego prawdziwego miejsca w świecie i wewnętrzny przymus bycia szczerą za wszelką cenę połączony z wręcz patologiczną nieumiejętnością skłamania sprawiał, że na tle rodu Fawleyów Ianthe wypadała aż nazbyt jaskrawo - to wykazując się wręcz nieprawdopodobną błyskotliwością i sprytem, by pół sekundy później wpakować się w tak głupią i żenującą sytuację, na myśl o której pragnęła już na zawsze wyprowadzić  się gdzieś w okolice Saturna. 
Już na początku szkoły coś zdało się nie zagrać, kiedy jako pierwsza od wielu pokoleń została przyjęta do Ravenclawu. Nie, żeby to było czynnikiem szczególnie mocno obniżającym prestiż rodziny, ale było... nietypowe. A wszystko, co było "nietypowe" jakoś zawsze budziło wśród jej najbliższych co najmniej lekki niepokój. Być może była to uzasadniona obawa, bo rzeczywiście - choć przez całe sześć lat nauka szła jej ogólnie dobrze (z nierównym podziałem na przedmioty, w których okazywała się genialna i takie, które z wielkim wysiłkiem udawało się jej zdać), Ianthe gdzieś w okolicach piątej klasy oświadczyła, że OWUTEMy będzie zdawała tylko dla przyzwoitości i wcale nie zamierza zrobić kariery w Ministerstwie, jak większość rodziny i pomimo faktu, że wśród przodków miała samego ministra magii.*  Co więcej, nie planuje nawet wybrać jakiejś innej dość standardowej ścieżki kariery wykorzystując swój potencjał i możliwości (choćby zaklęcia i transmutacja wychodziły jej o wiele lepiej niż świetnie), tylko pragnie zająć się różdżkarstwem - rzemiosłem o tyle trudnym, co z marnymi szansami powodzenia, jeśli zwrócić uwagę na konkurencję w tym fachu, brak ustalonej ścieżki szkoleń i męską dominację.
Trzeba przyznać, że była to dość śmiała deklaracja jak na kogoś, kto ma w sobie tyleż głębokie pokłady indywidualizmu, co tak samo silne przywiązanie do luksusu i wygodnego życia. 
Ianthe uważa się za tradycjonalistkę, która jednak ma za nic przynależność do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki zadając się zazwyczaj z kimś, kto według niej ma dostatecznie barwną osobowość, aniżeli godne niej pochodzenie. Zresztą, w ogóle słabo orientuje się w genealogiach rodów z "wyższych sfer", choć tę wiedzę próbowano jej przyswoić na długo przed przybyciem do Hogwartu. Tutaj możliwym czynnikiem wpływającym na taki stan rzeczy może być też dość wybiórczo działająca pamięć, która jednymi sprawami opiekuje się wręcz drobnostkowo, by inne, nierzadko ważne zupełnie ignorować.  
Jest maksymalistką - zarówno pod kątem posiadania jak i relacji z otoczeniem. Twierdzi, że jeśli są do wyboru dwie opcje, to nic nie stoi na przeszkodzie, by wybrać obie. Marzy o głębokich i silnych relacjach, niezniszczalnych przyjaźniach i szalonej miłości, choć przez jej wychowanie i niepokorną naturę trudno jej takie nawiązać.  
Przeważnie głośna, gadatliwa, lubiąca być w centrum uwagi, towarzyska, a jednocześnie o dość trudnym charakterze, nieznosząca kompromisów  (bo to przecież sytuacja, w której obie strony są po prostu po równo niezadowolone), nijakości i nudy, by w którymś momencie stać się na jakiś czas wycofaną, milczącą i zupełnie niepodobną do siebie. Jest skłonna do dramatyzowania i teatralizowania swoich zachowań - przewrotnie żyje bardziej w swojej głowie, niż w rzeczywistości, która wydaje się coraz bardziej obca i odległa im mocniej zbliża się ku niej czas na podjęcie wyborów, i im bardziej Ianthe zaczyna rozumieć, że nie ma ani silnej osobowości, ani zwyczajnie nie stać jej na odcięcie się od krewnych.  Teraz, kiedy szczęśliwe szkolne lata się kończą, kiedy nikt już jej nie będzie wybaczał, bo "przecież już nie jest dzieckiem", kiedy rodzinny prestiż w końcu domaga się zapłaty w dojrzałej i zgodniej z utartym zwyczajem postawy, poczucie zagubienia i niepewności jest silniejsze niż kiedykolwiek.


Koło Transmutacji   Klub Pojedynków


Witajcie w mojej bieda-karcie rodem z bardzo... dawnych czasów na blogspocie.
Totalnie już nie pamiętam, jak to się robi, ale zapraszam serdecznie do nawiązywania wątków.
Jak się z czymś wstydzicie uzewnętrzniać, to można mi pisać na maila: tylkoswietliki@gmail.com
Wizerunek: Sui He
*Hector Fawley, minister magii w latach 1925-1939, pradziadek


Shaking my ass is the only thing that's got this black narcissist off my back

Alastor Devereaux
VII rok w domu Roweny Ravenclaw; Zapalony miłośnik Alchemii, Eliksirów i Zaklęć Uzdrawiających; Czasami, gdy nikt nie patrzy, czyta różne księgi na temat Czarnej Magii, chcąc od czasu do czasu wyskoczyć do Zakazanego Lasu; Nie boi się użyć swojej parasolki jako broni, więc nie warto włazić mu na głowę, bo można dostać metalową rączką; Animag, przybierający postać czarnego kota; Francuz po babce, urodzony i wychowany w Wielkiej Brytanii.
VII
Ravenclaw
Animag
Czystej Krwi
Historia
Urodził się trzydziestego marca w Aberdeen tuż przed północą. Jego rodzice byli uczniami Hogwartu i poznali się lepiej już na trzecim roku nauki. To właśnie doprowadziło w końcu do urodzenie chłopaka.
Przyszedł na świat w nocy w dworku państwa Devereaux. Dworek był niezwykle pięknym miejscem, w które tchnięto nowe życie. Rodzina Devereaux od lat była w posiadaniu pełnego tajemnic domu, o którym krążyły różne legendy. Rodzice Alastora nie bali się jednak żadnych miejscowych legend i stwierdzili, że największe przeciwności losu zdołali już pokonać.
Chłopak dorastał spokojnie w otoczeniu magii i rzeczy, które mugolom nawet nie są w stanie przyjść do głowy. Zaklęcia, eliksiry, latające książki i samo myjące się podłogi. Za niańkę miał skrzata domowego, a w ogrodzie pojawiały się od czasu wróżki, które próbował złapać do słoiczków, co nigdy mu się nie udawało i jeszcze dostawał porządny ochrzan, za każdym razem, gdy próbował to zrobić. W końcu jednak wróżki przestały kręcić się po ogrodzie, ale cóż zrobić...
Punktem zwrotnym w jego życiu okazało się rozpoczęcie nauki w Hogwarcie. Jego zdolności magiczne zaczęły się ukazywać już w wieku trzech lat, gdy to potrafił zaginać metalowe łyżeczki i inne sztućce, co niezbyt podobało się matce chłopaka. Gdy przyszła jednak pora na pierwsze zakupy, Alastor znał już kilka podstawowych zaklęć i informacje, które mogły mu nieco ułatwić życie w szkole. Wiedział, że miał nie zaglądać do Zakazanego Lasu, chociaż bardzo będzie go to kusić i pokusa ta nie zniknie przez te sześć lat, które zdążył już spędzić w murach szkoły. Mówiono mu też, by nie mieszał się w niepotrzebne kłótnie i nie ściągał na siebie problemów, ale każdy kto zna Alastora, ten wie że chłopak do tej zasady nie zastosował się w ogóle.
Pierwsze trzy lata nauki upłynęły dość spokojnie. Nie sprawiał większych problemów zarówno wychowawczych, jak i nie miał problemów nauce. Uczył się pilnie i starał się nie odkładać niczego na ostatnią chwilę, bo wiedział, że nikomu to nie służy.
W wakacje między trzecim a czwartym rokiem jego nauki, zdarzył się wypadek, w którym życie straciła matka Alastora. Kobieta pracowała nad pewnym eliksirem, jednak zmieszała nieodpowiednie składniki i zatruła się oparami, które w ogromnej ilości zaczęły wydobywać się z kociołka. Jej śmierć spowodowała, że w domu rodziny Devereaux zapanował smutek, który nie mógł minąć przez wiele następnych miesięcy. Chłopak z trudem mógł spowodować, żeby jego ojciec się uśmiechnął. Nie mówiąc już o fakcie, że być może matka Alastora nie umarła przypadkowo, ale celowo ktoś podmienił jej któryś ze składników. Sprawa ta jednak nie została wyjaśniona, więc nigdy nie dowiedziano się prawdy.
Gdy wrócił do Hogwartu, to nie śmiał się już tak często i nie żartował, zamiast tego uciekł do książek i notatek. Jego kontakty z innymi stały się bardziej ograniczone, gdyż otoczył się solidnym murem. Stał się bardziej bezpośredni i oschły w stosunku do innych, z zazdrością patrzył na każdą osobę, która wykazywała jakiekolwiek oznaki szczęścia. Można powiedzieć, że gdy tylko się gdzieś pojawiał, to wysysał ze wszystkich energię i radość. Tak przeżył niemal całą czwartą klasę, myślą że już nigdy nie uda mu się odzyskać dawnej pogody ducha i radości z życia.
Każdy kto go zna, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Alastor jest dość ekscentryczną osobą. Nie można powiedzieć, żeby chłopak nie rzucał się w oczy. Codziennie można go bowiem spotkać zakrytego od stóp do głów, dzierżąc dodatkowo parasolkę, którą rozkłada za każdym razem, gdy tylko wychodzi na zewnątrz, a okulary przeciwsłoneczne to prawie nieodłączny element jego stylizacji. Alastor cierpi bowiem na niesamowicie dokuczliwą nadwrażliwość na światło słoneczne, które zmusza go do niemalże wampirycznego stylu życia. Niestety nie jest w stanie uczyć się wieczorami, więc najzwyczajniej w świecie musi radzić sobie ze swoją przypadłością inaczej. Chroni się i zakrywa jak tylko może, bo nie chce skończyć z paskudnymi plamami na skórze.
W tytule Lana del Rey i jej najnowszy album, a wizerunku użycza Manu Rios, a kod zalinkowany. Witam, szukamy miłych relacji.

In this moment he was just a boy - brilliant, blessed with too much power, burdened by reality.

Alister Xander Crooked
Forgotten one

Właściciel różdżki niezbyt giętkiej ze rdzeniem z szponem hipogryfa, wykonanej z grabu o długości 15.5 cala. Poza tym jest zawsze uprzejmym uśmiechem, jaki otrzymuje się na korytarzu zamkowym. Alister to też ten życzliwy głos pełen spokoju, który doradzi, wskażę drogę lub pomoże nauczyć się czegoś, co okaże się za trudne. Jest nauczycielem wymagającym, którego ciężko zadowolić, ale potrafiącym odpowiednio dobrać poziom nagrody do tego, co sobą reprezentuje jego uczeń. Usłyszenie pochwały bywa równe z otrzymaniem pucharu, dumne spojrzenie zaś to odznaka godna noszenia na piersi. Próba wniknięcia głębiej kończy się na niczym; idealna fasada wydaje się nie upadać, nawet jeśli plotki krążą nad jego głową niczym wygłodniałe sępy. Ludzie spodziewają się najczęściej kogoś, kto łatwo podda się wszelkim naciskom, zrujnowanego przeszłością lub rozżalonego stratą. Być może. Nigdy nie zaprzeczył ani nie potwierdził, co odbierano rozmaicie. Przede wszystkim jest wykuty ze stali, jaka nie potrzebuje naprawy. Ta wytrwałość godna podziwu, zmieszana z ambicjami, cierpliwością niemal anielską do siebie, do innych, wieczna pogoda ducha - wydaje się być postacią z bajki, a nie człowiekiem z krwi i kości, który po prostu się kontroluje. Głęboko pod powierzchnią, tak bardzo, że nawet nie widać tego w odbiciu lustra, jedynie w pojedynczych błyskach w oczach - kryje się ten biały wilk. Bez watahy. Samotny drapieżnik na świecie nigdy nie wróżył niczego dobrego. Ostatnimi czasy często go można spotkać pod tą postacią, jakby nieco się popisywał lub prześmiewczo szczerzył kły. Ciężko powiedzieć o nim coś złego, tak samo jak dobrego, choć nie można mu odjąć poświęcenia dla wykonywanego zawodu jakim jest bycie stażystą eliksirów lub czegokolwiek innego, czego się podejmie. Alister jest bardzo honorowym czarodziejem czystej krwi, dotrzymującym obietnic.

Kontakt: fugitiveraven@gmail.com

There's no trick or spell you can't do.

Ingrid Tiffany Monroe
POWIĄZANIA WSZELKIE
Matka Jennifer
Ojciec Anthony
Rodzeństwo Brak
Mentor Alister
Przyjaciele Brak
Wrogowie Brak
Autorka fugitiveraven@gmail.com
HISTORIA ŻYCIA
Jako rodzina nie zasłynęli aż tak bardzo, by wypominać nazwisko rodowe na równi z całą resztą. Monroe trwali w cieniu, a gdy już zostali poznani, to tylko po to, żeby zawiązać sojusz i poprowadzić negocjacje handlowe. Pewnego dnia Ingrid ma odziedziczyć imperium oraz całkiem spory majątek, ale najpierw musi zasłużyć. Nie miała więc takiego dzieciństwa, jak większość dzieci - pozytywnego lub negatywnego. Będąc skazaną na doskonałość, nieustannie zdobywała wiedzę oraz umiejętności. Wspomnienia zabaw czy czegokolwiek innego nie miały znaczenia. Najpierw miała wypełnić obowiązek, potem pozwolić sobie na czas wolny... Który co prawda w jej słowniku nie istniał. Przed dołączeniem do Hogwartu była przygotowana na większość z tego, co miało nadejść. Przydział domu. Reprezentacja. Oceny. Każdy dzień był kolejnym krokiem na schodach do doskonałości. Nie miała pojęcia, że w Hogwarcie również będzie trzeba zawiązać znajomości, aby stopniowo ułatwiać sobie niektóre aspekty. To była jej największa słabość, wszakże poza wysoką kulturą czy swobodną pogawędką; nie miała pojęcia w jaki sposób rozróżniać tych dobrych od złych, gdzie dopatrywać się szarości pomiędzy tymi dwoma... Komu ostatecznie zaufać, a kogo się wystrzegać po pierwszym spojrzeniu. Z tego też powodu rodzice poprosili swojego wieloletniego przyjaciela, mającego na celu nie tylko poprowadzenie jej w dalsze arkana, ale także nauczenie wszystkiego z psychologii, czego do tej pory poskąpiono dziewczynie.
FAKTY
MUZYKA

Klasa V | Odznaka Prefekta | Różdżka giętka ze rdzeniem z włosu ogona jednorożca, olcha, 13 cali | Łamaczka mioteł | Właścicielka sowy uszatej Twinkle i myszy polnej Mr. Jingles
CIEKAWOSTKI
Metamorfomag | Włosy robią się rude od intensywnych emocji | Potrafi naśladować precyzyjnie czyjeś głosy | Gorzej wychodzi ze wyglądem fizycznym, ale to dalej ćwiczy | Beznadziejna kłamczucha, bo oczy jej szarzeją od nich, więc tego nie używa | Zbyt intensywne rumieńce | Stado piegów latem od opalania

❅ Daddy made me fight
It wasn't always right ❅

Hailey Winter
Ojciec: Nawrócony i zaginiony zwolennik Śmierciożerców, smokolog Matka:Tragicznie zmarła zielarka Opiekunka:Pracownica Departamentu do Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów Rodzeństwo:Dwie przyrodnie siostry: Gryffonka i Puchonka
When Winter Comes...
Dzień rozpoczyna od kubka ciepłego kakao i dwóch grzanek. Jednej z serem, kiełkami z rzodkiewki i pomidorem, drugiej z musem jabłkowym (koniecznie bez cynamonu!). Następnie zjada dwie kostki gorzkiej czekolady i cztery orzechy laskowe. Na sam koniec wypija filiżankę mocnej kawy z odrobinką mleka i łyżeczką cukru. Chociaż nie kryje się za tym jakaś większa idea, to nigdy nie zmienia tego schematu. Robię tak odkąd skończyła jedenaście lat, a biorąc w dłoń filiżankę z kawą, wciąż pamięta głośny krzyk macochy, która do tej pory uważa, że jest za młoda na picie kawy i niepotrzebnie ją marnuje. Na kolację jada dokładnie to samo, lecz w odwrotnej kolejności. Najpierw kakao wraz z dwoma grzankami. Jedną z musem jabłkowym i drugą z serem, kiełkami z rzodkiewki i pomidorem. Następnie cztery orzechy laskowe i dwie kostki czekolady, ale do kawy dolewa więcej mleka.
Nie miała łatwo w życiu. Matka zmarła, kiedy miała cztery latka. Dwa lata później jej ojciec związał się z nową kobietą, a rok później zaginął, zostawiając córkę na pastwę macochy i jej uroczych córeczek. Każdego dnia stara się udowodnić, że nie jest tak zniszczona i zła jak ojciec. Nie jest to łatwe z tak wybuchowym charakterem. Łatwo ją zirytować, często wywraca oczami, a jej ulubioną rozrywką jest straszenie pierwszaków. Pokazuje im język, który jest rozdwojony na końcu, dodatkowo wydaje charakterystyczny syk węża. Ma zielone oczy, a włosy zmieniają kolor w zależności od tego, jakie towarzyszą jej emocje. Jeśli jest szczęśliwa staje się blondynką, a kiedy odczuwa złość, to włosy robią się czarne. Ruda staje się tylko wtedy, gdy się zawstydzi, a na polikach wystąpi ten przereklamowany rumieniec. Głównie można ją spotkać w czarnych włosach. W wakacje zrobiła sobie tatuaż na obojczyku w kształcie biegnącego wilka, ponadto nigdy nie rozstaje się z naszyjnikiem, ponieważ to jedyna pamiątka po zmarłej matce oraz jedyny prezent, jaki dostała od ojca, nim ten ponownie zniknął. Pojawił się na chwilę, zabrał ją na Pokątną, nakupował rzeczy do Hogwartu, potem wsadził w pociąg i od tamtej pory go nie widziała.
Dla rozluźnienia zajęła się malarstwem. To pomaga jej się odprężyć i pozbyć się chęci zrobienia krzywdy wszystkim, którzy w jakiś sposób ją zdenerwowali. Abstrakcyjne kształty, kolory nałożone na siebie bez większego ładu oraz składu, figury, których nie da się jednoznacznie określić, a także przerażające sylwetki Dementorów albo podobizny magicznych stworzeń, to najczęściej można zobaczyć na płótnach. Chwilę im się przygląda, po czym wrzuca w ogień. Zaraz potem czyści szaty z plam po farbie, bo upaćkanymi dłońmi już dawno przestała się przejmować.
by emme

You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you
22.12.2004, Walia, Pembrokeshire, Pembroke ❅ Czysta krew, Metamorfomag ❄ Slytherin, VI rok ❆ Koło ONMS, Klub Eliksirów, Koło Zielarskie ❅ Artystka, malarka ❄ Różdżka: Jesion, 10 i 3/4 cala, włókno ze smoczego serca ❆ Miotła: Księżycowa Brzytwa ❅ Bogin: Ona sama jako mugol ❄ Patronus: Na razie brak ❆ Winter jedyną przyjaciółką ❅ Powiązania

KLIK (17.09)

...but I know just how it ends.

Josefine Frida Trelawney
2005, Londyn — czarownica półkrwi — jasnowidzka — trzecie dziecko Philipa Trelawney'a, pracownika Brytyjskiego Ministerstwa Magii, członka Wizengamotu i Elizabeth Grimblehawk, pracującej w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami — VI rok, Gryffindor — kiedyś szukająca w drużynie Gryfonów — klub eliksirów, koło wróżbiarskie i ONMS — bezsenność tłumiona eliksirami

Kiedy słyszy się nazwisko Trelawney — myśli się jedynie o tej stukniętej nauczycielce wróżbiarstwa w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Sybilli Patrici Trelawney — ale nazwisko Trelawney nosiła również sławna czarownica i jasnowidząca Kasandra Trelawney — a więc jak najlepiej opisać Josefine Fridę Trelawney?
Josefine nie jest jednokolorowym ptakiem, którego dałoby się zdefiniować poszczególnymi słowami, chcąc go zakatalogować. Być może jest trochę uparta, za dużo mówi, obnaża swoje emocje, nie kryje ich i jest szczera, ceniąc sobie prawdę i tylko prawdę. Śmieje się głośno i nie przeszkadza jej to, że wtedy jej nos dziwnie się marszczy.
Rodzice powiedzieliby jednogłośnie, że Josie to ich najmniej problemtyczne dziecko, choć przy wybrykach starszych bliźniaków trudno być problematycznym dzieckiem. Marietta, o rok młodsza siostra, Ślizgonka, ani trochę nie wierzy w jej dar jasnowidzenia i denerwuje się za każdym razem, gdy Josie próbuje przepowiedziec jej przyszłość, a bracia-bliźniacy — którzy skończyli Hogwart pięć lat temu — nigdy za bardzo nie interesowali się tym całym wróżbiarstwem, sądząc, że to jedynie przypływ szalejącej wyobraźni Josie.
Z drużyny Quidditch’a odeszła rok temu po dość paskudnym wypadku, który przewidziała dzień wcześniej. Od tamtej pory panicznie boi się latać, więc jej kiedyś ulubiona miotła odeszła w zapomnienie.

Wracamy do Was — dzień dobry! ♥
Josie to naprawdę miła dziewczyna, może trochę roztrzepana, ale zdecydowanie umiejąca dogadać się nawet z miotłą. Chętnie powróży z fusów i płomieni, ale jak powie Wam, że umrzecie samotnie, to nie miejcie do niej pretensji.
Przyjmiemy wszystko, byleby nie było nudno.
Twarzyczki użycza piękna Dasha Taran, a reszta to już ja. Chętnie oddam w dobre ręce młodszą siostrę i starszych braci.
✉czarne.sercejakpirat@gmail.com

Fate is a very weighty word to throw around before breakfast.


everheart
sybil
Jest coś irracjonalnie niepokojącego we wpatrywaniu się w przestrzeń, w której oczekiwało się coś zobaczyć. Kiedy trzynasty raz z kolei znalazła w ciastku pustą wróżbę, przestała lubić chińszczyznę. Ludzie mają niedorzecznie uroczy stosunek do tych rzeczy. Wbrew własnym wartościom czytają horoskopy, obchodzą na około drabiny i pukają w drewno. W wieku czternastu lat na ulicy zaczepiła ją mugolska wróżka, obiecując tajemnicę przyszłości. Nigdy wcześniej nie widziała, aby ktoś tak szybko pobladł po dotknięciu jej dłoni. Tonem, jakiego używa się, kiedy nie chce się być posłańcem złych wiadomości, wszyscy od zawsze mówili jej, że czas może zmienić wszystko. Miała w życiu piętnaście zegarków, zanim w końcu dała sobie spokój z przygnębiająco nieruchomymi wskazówkami. Jest Białym Królikiem z Krainy Czarów o imieniu w sam raz ironicznym dla kogoś, kto próbował godzinami wpatrywać się w herbaciane fusy, mgliste kryształowe kule i gwiazdy. Poznała spokój i nieskończone piękno w desperackiej próbie odkrycia losu. W nocy znajduje zdrowy balans między kruczym rozsądkiem a marzycielską odskocznią od teraźniejszości, w uczniach sentyment do przeszłości, a w nim przyszłość – to do czego dąży i przed czym ucieka jednocześnie.

nauczycielka astronomii 03 czerwca 1994 półkrwi wychowanka Ravenclaw grab, włos testrala, 12 i ¼ cala, elastyczna przyszła pani Shafiq
relacje

odautorsko // Sybiś jaka jest, każdy nie widzi, nie umiem pisać łopatologicznych kart. Poza tym ja sama nie wiem, ale chętnie to zmienię, więc jakby ktoś chciał się w gwiazdy pogapić, to zapraszam. Wizerunek Phillipa Soo, tytuł Maggie Stiefvater.

NO TURNING BACK NOW

Napoleon Baskerville
20 LAT — STAŻYSTA OPCM — BYŁY ŚLIZGON — OFICJALNIE CZYSTA KREW — 13 I PÓŁ CALA, OSIKA, WŁÓKNO ZE SMOCZEGO SERCA — PATRONUS: PIRANIA

Znani i szanowani rodzice w Ministerstwie Magii. Idealna starsza siostra. Klub Ślimaka i Klub Pojedynków. Jedna ocena powyżej oczekiwań wśród wybitnych. Puchar Quidditcha zdobyty przez Ślizgonów trzy lata z rzędu. Rzekomy talent. Prezencja, charyzma i elokwencja. Grupa uczennic oczarowanych pałkarzem z ładną buzią. Wianuszek kolegów i koleżanek. Przerażone pierwszaki wbijające wzrok w podłogę. Za mało, wciąż za mało, by stać się kimś i cokolwiek poczuć.Samotność – bo po ukończeniu szkoły okazało się, że nie ma i nigdy nie miał przyjaciół. Kompleksy – bo ma ojca mugola i ojczym wmówił mu, że jest przez to gorszy. Chore ambicje – bo musi mu udowodnić, że to nieprawda. Agresja – bo tak nauczono go radzić sobie z przykrymi doświadczeniami. Nieukończone szkolenie na aurora – bo okazało się, że ojczym ma rację, i do niczego się nie nadaje. Rozczarowanie sobą i światem – bo miało być inaczej. Eksperymenty z czarną magią – bo w tym szaleństwie jest metoda. Stopniowe odczłowieczanie się – bo to cena, jaką płaci się za wielkość. A Leon wciąż jest głodny i mu mało.

Cześć i czołem, kluski z rosołem! Nie lubię i nie umiem tworzyć kart, więc poszłam na łatwiznę. Leon to mroczna szuja i jednocześnie skrzywdzony chłopiec, więc szukamy pokręconych relacji i charakterów, które to dźwigną (albo i nie); płeć drugiej postaci nie ma znaczenia. Mile widziana osoba who's gonna save him oraz ktoś, będzie dzielił z nim fascynację czarną magią. Poza tym chętnie połamiemy komuś kości (niech poleje się krew!). Uprzedzam: romansidła z uczniami odpadają, ale jakieś jednostki mogą sobie do niego wzdychać, czemu nie. ♥ ♥ ♥ Kontakt: nekrobiose@gmail.com. Wizerunek: Cody Fern.

No day but today


Babsi Grindelwald
Babette Cerys Grindelwald — 29 VIII 2007, Wiedeń, Austria uczennica Slytherinu, rok V — czarownica półkrwi z talentem do eliksirów i zaklęć — różdżka z drzewa różanego, rdzeniem włókno skrzydła nietoperza, długa na trzynaście i trzy czwarte cala — animag&patronus: czarna wiewiórka, bogin to wielka tajemnica — koło ONMS, Klub Eliksirów, Alchemia | powiązania — opowieści


Uwielbia zniewalający smak cynamonu, wybuch na języku niczym miniaturowe fajerwerki, nieustannie przypominające, że każda słodycz ma swoją cenę, którą trzeba uregulować, zapłacić. Wydawałoby się nieomal, że pozostawia w ustach niewielkie kratery, niewidoczne gołym okiem – ludzkim, zawodnym okiem – wsysające każdy późniejszy posmak jak wir, co nie pozwala zapomnieć o swoim istnieniu. Taki wir jest niszczący i wszystko wokół w zetknięciu z nim również niszczeje do cna; korozja delikatnej struktury innych, niewyczuwalnych już smaków. A jednak lubi ten cierpki posmak niedawnej słodkości, ulotne wspomnienie istniejącego niedawno dobrobytu.
Uwielbia metaliczny posmak krwi na języku, gdy zbyt mocno przygryzie wargę – niby to ze zdenerwowania – i słodkie drobinki cukru, jak w tych momentach, kiedy czerń zlewa się z bielą, tworząc tysiąc odcieni szarości i nikt nie pamięta już, że kiedyś łatwo było oddzielić dobro od zła. Uwielbia przesypiać całe dnie i odżywać dopiero po zmroku, tą pewność, że nie natknie się na niepożądane towarzystwo. Uwielbia księżyc, jego jasną poświatę i nocne wędrówki; chwile, pozwalające wsłuchać się we własne wnętrze, pobyć przez jakiś czas sam na sam ze sobą. Uwielbia wtulać nos w zwierzęce futro czy piórka, mając w pamięci słowa ciotki, że to jedyne bezinteresowne istoty, które spotka na swojej drodze. Uwielbia zapach wieczorów na przełomie późnego lata i wczesnej jesieni, przywodzące na myśl dziecięcą wolność, myśl, że wówczas wszystko było o wiele prostsze.
Nie znosi słońca i bardzo, bardzo nie podoba jej się język francuski, acz tę przewrotność losu wydaje się traktować z właściwą sobie dawką ironii. Słońce, słoneczko, lubiła mawiać do niej matka, gdy była jeszcze dzieckiem; a ona od zawsze wiedziała, że fascynuje ją Księżyc, noce, zaćmienia. W przeciwieństwie do chwil, kiedy nadchodzi poranek – te chwile napawają ją nerwowym trzepotaniem serca i uciskiem w miejscu, w którym zbierają się wszystkie niepokoje i lęki – koniec dnia zawsze wita tak, jakby była najbardziej niepoprawną z optymistek. Nieustannie przywodzi jej to na myśl nowy początek, całkiem jakby można było zacząć wszystko od początku, iluzyjna pewność, że da się zapomnieć o przeszłości. Dużo się uczy, mało mówi, a otoczenie traktuje z właściwą sobie obojętnością.


Cześć! Dla Babsi szukamy przyjaciół i może kogoś, kto zawróci jej w głowie.
jestem.schizofreniczka@gmail.com

I'm just gonna need a hug at the end of this week

Lyra Josette Volmer

auror w trakcie szkolenia ー półwila ー Hogsmeade ー Isadora 
Wodzi ciekawskim spojrzeniem za ludźmi, choć już nie robi tego znad sterty grubych, zakurzonych ksiąg, jak robiła to za czasów swojej nauki w Hogwarcie. Nadal pilnie się uczy, wciąż dąży do perfekcji. Tęskni za szkolnymi latami, przyjaciółmi, za czasami, kiedy jedynymi obowiązkami było pojawienie się na czas na zajęciach i przygotowanie do nich. Tęskni do czasów, kiedy życie było łatwiejsze, choć i wtedy czuła ciężar wywieranej na niej presji. Miała być najlepsza, nie mogła pozwolić sobie na żadne potknięcia. W rodzinie Chéreau nikt nie pozwalał sobie na niedoskonałości. Lyra nie mogła odstawać od rodziców i starszego rodzeństwa. Dumnie nosiła barwy Ravenclawu, tak jak wszyscy członkowie jej rodziny. Stawianie oporu, próby wybrania własnej ścieżki nie były dobrze widziane, Lyra i jej rodzeństwo mieli od chwili narodzin plan do wypełnienia, niepodążanie drogą wyznaczoną przez rodziców wiązało się z konsekwencjami. Poszła w ślady ojca, uzdolnionego aurora, pod którego czujnym okiem się szkoli. Wciąż jest cicha, dobra i uczynna, przez pragnienie zadowolenia wszystkich wokół zapomina o swoich własnych przyjemnościach. Zdążyła zapomnieć o smaku ulubionych czekoladek, o beztroskich chwilach. Większość, jak nie wszystkie, wolne chwile spędza na długim, wyczerpującym szkoleniu. Wie za to, że wcale nie chce być aurorem, że to nie jest kariera dla niej. Nie może i nie chce jednak sobie pozwolić na niezadowolenie rodziców, których już przecież zawiodła, a którzy przy każdej możliwej okazji powtarzają jej, jaki ogromny błąd popełniła i z przekonaniem wierzą, że za parę lat, jak nie miesięcy, zacznie go żałować.

10 VII 1997 ⋅ 11 cala, jarzębina, włos jednorożca, giętka 
zakochana w gwiazdach, piwie kremowym i nocnych spacerach
łasica patronusem; mokre ślady stóp boginem

Hej! Do trzech nieskończonej ilości razy sztuka. 
Lily Collins, tytuł sponsorowany przez Internet, dalej ja. Może tym razem mi wyjdzie na Hogwarcie. Lyra to mały eksperyment, bo może prowadzenie postaci niezwiązanej dosłownie ze szkołą wyjdzie mi lepiej. Zapraszam wszystkich chętnych. ;)
bysiaa44@gmail.com. 

I know supposedly I'm lonely now, know I'm supposed to be unhappy without someone... But aren't I someone?


Emily Brown
Slytherin | VI rok | Czysta Krew | Klub Eliksirów | Orzech włoski, włókno ze smoczego serca, 12 i 3/4 cala, sztywna i nieustępliwa | Patronus - Fretka |

  Dążenie do ideałów - podsumowanie mojego życia. Tyle, że nigdy nie potrafię być zadowolona, nawet jeśli koniuszkami palców dosięgam szczytu. Zawsze przyzwyczajam się do myśli, że już jest tak jak zaplanowałam, że osiągnęłam to, do czego zawsze dążyłam. Zawsze, kiedy wiem, że już jest dobrze, to ta sama, jedna myśl wszystko niszczy. Pustka. Myślałam, że magia będzie w stanie mi ją zapełnić. Że w końcu poczuję się spełniona. Jednak ja znów spadam na sam dół. Mozolnie próbuje zbudować wszystko od nowa. Ciągle mając nadzieję, że ktoś spojrzy na mnie tak, jakbym chciała, aby na mnie spojrzał. Zawsze, kiedy ta jedna myśl zapełnia moją głowę, jedyne na co mam ochotę to wybiec z domu, z miasta, jak najdalej. Obejmując się ramionami, siadam na trawie, a rosa, która łaskocze mnie po nogach sprawia, że wracam do naszego świata. Po chwili zadaję sobie pytanie „Ale dlaczego kogoś ci brak?”, chyba w końcu zaczynam trzeźwo myśleć. Odpowiedź nasuwa się od razu. Bo jesteś uparta. Bo wolałaś postawić na magię niż na drugą osobę. Nigdy nie potrafisz ugryźć się w język, bo ranisz wszystkich wokół. Nigdy nie liczyłaś, że ktoś tak na ciebie spojrzy, chociaż pragnęłaś tego. Czułaś to pod skórą, więc dlaczego teraz się wypierasz? Westchnęłam ciężko i wstałam potykając się o własne nogi. Nasłuchałam się zbyt dużo romantycznych przypowieści, bo zaczynam nimi żyć. Czekam na tą idealną miłość, dotyk, byle jaki kontakt z drugą osobą, a w zamian oferuję tylko całą siebie. Wtedy przypominam sobie moją pierwszą miłość. Kiedy serce po raz pierwszy zabiło szybciej na czyjś widok. Przełknęłam ciężko ślinę i wchodząc do domu trzasnęłam drzwiami. Zbyt szybko ufam ludziom. Wydaje mi się, że wszyscy są tak samo uczciwi jak ja w stosunku do innych. Liczę na to, że nikt mnie nie zrani. A kiedy przypominam sobie jego i jak potraktował moje uczucia. Jak zgniótł i podarł je, jak nic nieznaczącą kartkę papieru, a jego resztki rzucił mi w twarz usprawiedliwiając się tym, że nie rozumiem jego problemów. Bo jestem zbyt infantylna. Więc ja, jak głupia, próbowałam za wszelką cenę być dorosła. Wyglądało to dość karykaturalnie w moim wykonaniu, ale taka się właśnie stałam. Głośna i wulgarna. Nieświadomie wykarmiłam wilka samotnika, którego trudno pokochać, ale który skomle o bycie kochanym. Zamknęłam swoje uczucia w klatce zastępując ich miejsce głupimi opowieściami i jeszcze bardziej durnymi żartami. A drogi powrotnej już nie ma, bo jesteś przecież taka nieugięta i nie potrafisz przyznać się do błędu.

I don't care, I don't care if they call us crazy. Runaway to a world that we design.



MARGARRITE "Marry" MORRIGAN

I don't care, so call me crazy. We can live in a world that we design.
Say Something...
Ciche westchnięcie budzi jej uśpione instynkty i na chwilę odwraca uwagę od nowo napoczętej lektury. Stare litery wyblakły, nierzadko nie dając się odczytać a mimo to wciąż zgłębia tajniki tekstu napawając się jego złożoną symboliką i nadal by to robiła, gdyby nie natarczywy wzrok wiercący jej dziurę w plecach. Ignorowanie go przychodziło jej z trudem, nawet po sześciu latach wspólnego egzystowania, podczas których powinna nabyć umiejętność wyodrębnienia go ze swojego świata i odrzucenia w zapomnienie. Mimo to jednak jego obecność silnie oddziaływała na jej zmysły za każdym razem gdy znajdował się w jej pobliżu. Sama świadomość, że był wytrącała ją z równowagi. Jak mało kto potrafił odgadnąć jej nastrój i wpasować się w niego swoją wypowiedzią. Każde słowo ważył jak najlepszy eliksir, operował nim umiejętnie i z odpowiednim smakiem. Nigdy jej nie uraził, ani nie był natarczywy, a mimo to za każdym razem, gdy się zbliżał włoski stawały jej dęba, a przez ciało przechodził dreszcz. Może chciał być jedynie miły? Nie wiedziała, a i odpowiedź na to nurtujące ją pytanie nie była czymś, co chciałaby kiedykolwiek usłyszeć. W tym jednym przypadku niewiedza była lepsza od świadomości. Dzięki temu Mary mogła dalej marzyć o swoim księciu i jego głośnym życiu, który dla niej był niedostępny. Kto by tam chciał taką szarą myszkę, zakopaną w książkach i swoim własnym małym świecie?
Say something More...
Mając lat szesnaście, będąc w domu, śmiało można było rzec, że zamiast w swoim pokoju mieszkała w domowej bibliotece, wchłaniając poukładane równo na drewnianych półkach książki, artykuły i nagromadzone przez lata czasopisma. Nic dziwnego, że wydawały jej się lepszymi kompanami niżeli zgorzkniałe osoby jej matki oraz sióstr. O ojcu wspominać nie chciała – jego aktywność w jej życiu zakończyła się razem z jej pójściem do szkoły, gdy w końcu ośmielił się wyznać swojej żonie prawdę o trzeciej kochance, przez którą skończył z jedną walizką daleko od domu bez możliwości powrotu. A mówią, że szczerość przynosi same korzyści. Jedynie u niej objawiły się recesywne geny – multum ciemnych piegów, niezwykle blada cera i włosy kolorem przypominające przejrzałą marchewkę, przez co dostrzeżenie podobieństwa do reszty rodziny graniczyło z cudem. Jedynie u niej irlandzka krew była na tyle silna, żeby wyprzeć chłodną, angielską naturę, którą szczyciła się żeńska część jej rodziny. Dopiero po dłuższej obserwacji dało się dostrzec podobny zarys nosa czy mały pieprzyk na szyi, który posiadała każda przedstawicielka rodu Morrigan. Na szczęście niewielu decydowało się na próbę powiązania ją z resztą rodu, głównie dlatego, że nikogo to nie obchodziło.

Every night I lie in bed. The brightest colors fill my head. A million dreams are keeping me awake.
Say everything...
Mało kto zna Marry. Jest po prostu sobą – kolejnym człowiekiem, którego obecność nic nie wnosi. Nie zabiera głosu w dyskusjach, unika kłopotów, chodzi swoimi ścieżkami, nikomu nie wadząc i stroni od głośnego towarzystwa. Jest niemalże niewidzialna, co traktuje jako atut – dzięki temu nie ma problemów, które niewątpliwie utrudniłyby jej żywot i odciągały jej myśli od fabuły kolejnej czytanej przez nią powieści. Nawet mały Lucyfer, choć wspaniałym kompanem jest, mimo zostawianych na jej kolanach kłaków nie był w stanie wyciągnąć jej z tego królestwa. Po prostu trwa - gromadzi w sobie wiedzę i emocje - otoczona rutyną i stosem zapisanego pergaminu w swojej bezpiecznej bańce, do której nikt nie ma dostępu i czeka na znak. Po co? Żeby w końcu zacząć żyć.

I think of what the world could be. A vision of the one I see. A million dreams is all it's gonna take. A million dreams for the world we're gonna make.
Dla wszystkich po prostu Marry. Siedemnastoletnia wychowanka domu Helgi Hufflepuff. Angielka z domieszką irlandzkiej krwi. Angielski dąb i włos z głowy wili, jedenaście cali. Nieszczęsna animagia odziedziczona po szlachetnej Morrigan. Patronus przyjmuje postać lisa. W głowie pstro i tyle samo pojęcia, dlatego zapisała się na zajęcia Koła Astronomicznego, gdzie nikt jej nie przeszkadza egzystować. Czystokrwista czarownica bez przywiązania do wielowiekowej tradycji swojego rodu. Może, gdyby urodziła się w rodzinie mugoli zdiagnozowaliby u niej lekką postać Aspargera, bądź inne zaburzenie tłumaczące jej aspołeczne działania. Jedna z czterech sióstr Morrigan, ta najmłodsza i zarazem najmniej rozpoznawalna. Cicha fanka quidditcha - na meczu nigdy nie była, bo za głośno, ale zasady zna, zawodników również i czasami naprawdę chciałaby pójść, gdyby nie ten straszliwy hałas na trybunach. Poczucia humoru to stworzenie nie ma, co nie znaczy, że czasami ciche parsknięcie jej się nie wymsknie - ba, nawet uśmiechać się potrafi, tylko często nie ma dla kogo.
Dzień dobry! Nie umiem w karty - życie. Sponsorzy główni: The Greatest Showman "Million dreams" oraz KOD. Mary jest eksperymentem, zobaczymy jak wyjdzie. Poszukuję osób co ją trochę wyciągnie ze skorupy - pana pierwszego akapitu, kogoś kto ją wyciągnie na ten nieszczęsny mecz quidditcha i innych ciekawych powiązań, które pozwolą ten pani "po prostu żyć".
Chodzi mi po głowie dramatyczny wątek z odszukaniem w szkole pewnego artefaktu, trollami i zakazanym lasem, chętnie go oddam :)